poniedziałek, 6 kwietnia 2015

(2) Rozdział Drugi


         Znów jest mi ciepło na sercu. Znów niczym nie muszę się martwić. Wszystko dookoła jest takie idealne. Co prawda nie mam obok przyjaciół, ale księżyc dotrzymuje mi nieustannie towarzystwa. Szkoda, że po raz kolejny muszę go opuścić. Jednak jestem pewna, że jeszcze nie raz podczas tej wojny będzie nam dane przebywać razem; w zupełnej, kojącej ciszy tak, jak teraz.
         Ból. Niby go nie ma, ale kiedy stara się poruszyć którąkolwiek z kończyn, natychmiast zostaje przez niego sparaliżowana. Strach. Niby już nie wypełnia jej umysłu, ale kiedy tylko przypomina sobie, jak kilka rąk obmacywało ją po całym ciele i rzucało w nią całą masę zaklęć natychmiast powraca na poprzednie miejsce. Odwaga. Niby gdzieś zniknęła, ale jednak w głębi duszy wcale nie czuje się tchórzem. Samotność. Niby usypiała zupełnie sama, ale gdzieś wokół nadal czuje obecność przyjaciół.

         Powoli otwiera oczy, jakby bojąc się, że jest w pomieszczeniu ktoś, kto tylko czeka, żeby sprawić jej ból, kiedy w końcu będzie mogła się podnieść. Patrzy uważnie najpierw w prawo, później przerzuca spojrzenie brązowych oczu na lewo i ostrożnie podnosi się do pozycji siedzącej. Czuje ulgę, kiedy tym razem obraz przed oczyma nie zamazuje jej się tak bardzo, jak jeszcze kilka godzin temu. Mruga jedynie kilkukrotnie, aby przyzwyczaić oczy do ciemności, jaka panuje dookoła niej i jeszcze raz mierzy niewielkie pomieszczenie. Doskonale poznaje te bladoróżowe ściany i papierowe motylki, które osobiście do nich przyczepiała. To pokój Ginny. Kamień spada jej z serca, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że na razie może czuć się bezpieczna. Przynajmniej w najmniejszym stopniu.

         Stawia bose stopy na zimnej podłodze i wstaje z łóżka, ale, niestety, natychmiast musi się podeprzeć o toaletkę przyjaciółki, ponieważ traci równowagę. Bierze głęboki oddech, odliczając powoli do dziesięciu, aby zapanować nad przyspieszonym oddechem. Ponownie rusza przed siebie, jednak tym razem starając się stawiać nieco pewniejsze kroki niż jeszcze kilka sekund temu. Musi mieć pewność, że uda jej się przekonać Zakon Feniksa do swojego rychłego powrotu do zdrowia. Nie usiedzi dłużej w miejscu. Już wystarczająco czasu poświęciła na odpoczynek. Teraz najwyższa pora przejść do pełnego działania.

         Schodzi po schodach na parter Nory, kurczowo zaciskając przy tym palce na drewnianej poręczy przymocowanej do ściany. Drżące kolana zdradzały to, jak bardzo słaba jest nawet w tej najprostszej czynności, którą jest chodzenie. Klatka piersiowa podnosiła się w coraz szybszym tempie pomimo tego, że zawzięcie walczyła z przyspieszonym oddechem. Szczerze nienawidziła się za to, jak bardzo słaba jest nawet w pojedynku z własnym organizmem.

- Hermiona! – usłyszała głośny krzyk Ginny, kiedy tylko stanęła w wejściu do kuchni. Nie zdążyła w żaden sposób zareagować, a przyjaciółka po raz kolejny rzuciła się na nią i przycisnęła ją z całej siły do swojego ciała. Skrzywiła się mocno doskonale wiedząc, że tym razem może sobie na to pozwolić. W końcu nikt nie zorientuje się, że ruda nie uszkodziła jej niczego swoim niedźwiedzim uściskiem, a jedynie sprawiła, że po plecach Gryfonki przeszedł nieprzyjemny dreszcz. – Przepraszam – burczy zawstydzona dziewczyna czując, jak przyjaciółka wzdrygnęła się w jej ramionach.

- Hermiono, cieszę się, że nic ci nie jest, ale nie powinnaś podnosić się z łóżka. Jedynie pogarszasz tym swój tragiczny stan – odwraca się w kierunku głosu Remusa i mierzy go badawczym spojrzeniem. Już dawno przestała ufać komukolwiek innemu niż samej sobie. Odsuwa się o krok do tyłu od Weasley.

- Nic mi nie jest. To tylko chwilowe komplikacje, spowodowane zbyt długą ucieczką, przed zbyt dużą ilością Śmierciożerców. Zapewniam cię, Remusie, że wszystko jest już w najlepszym porządku. Potrzebuję tylko czegoś ciepłego, zimnego prysznica i spokojnie mogę ruszać w dalszą podróż – rzuca chłodno, pocierając suchymi dłońmi o za duże spodenki, należące najprawdopodobniej do Harry ‘ego lub Rona.

- To wykluczone. Kilka najbliższych dni musisz spędzić tutaj, w Norze. Chłopcy poszli już do magicznej części Londynu, żeby przynieść ci odtrutkę po zbyt częstym stosowaniu eliksirów, więc jak na razie nie powinienem nawet widzieć cię na dole. Musisz odpocząć, zbyt długo walczyłaś nie tylko z armią Voldemorta, ale również z własnymi możliwościami, żeby teraz od tak, po prostu wrócić do tej nierównej bitwy. Nie pozwalam ci na to – uciął ostro, splatając dłonie na plecach. Dziewczyna poczuła się, jakby coś w środku niej zaczęło nagle się gotować. Wściekłość wręcz wylewała się z jej oczu, które ciskały pioruny w jednego z Huncwotów.

- Tyle czasu… Dwanaście, długich miesięcy… Doskonale radziłam sobie sama ze sobą i jak widać dalej żyję, więc nie musicie się mną opiekować. Nie potrzebuję żadnych, cholernych odtrutek. Idę się przebrać i wracam do Londynu! Jestem na tropie kolejnego Horkruksa i nie mogę teraz od tak po prostu przestać go szukać. Powinniście zrozumieć – syczy, patrząc Aurorowi prosto w oczy. Nie może zrozumieć, dlaczego przed chwilą zauważyła w nich błysk rozbawienia. Czy naprawdę jest aż tak śmieszna?!

- Hermiono, rozumiemy cię doskonale. Jednak nie możemy pozwolić na to, żeby jedna z najlepszych Czarownic wykończyła się z powodu własnej głupoty – dziewczyna fuknęła oburzona. Ona głupia? Ich niedoczekanie! – Będziesz nam potrzebna w Hogwarcie, kiedy dojdzie do wielkiej bitwy. Znam niewiele osób, które władają tak potężną magią, jak ty, więc proszę cię po raz ostatni. Wróć do pokoju Ginny, w którym się obudziłaś i połóż się z powrotem do łóżka, żeby jeszcze odpocząć – Hermiona nie odpowiada nic, tylko z wysoko podniesioną głową wmaszerowuje dumnie po schodach z powrotem na piętro. Nie ma zamiaru się kłaść. Po prostu chce wziąć wcześniej wspomniany prysznic, a później wykradnie coś z lodówki i ucieknie. Tak, to zdecydowanie najlepszy plan na jaki wpadła od jakiegoś czasu. Ostatnio w ogóle jakoś trudno jej się spokojnie zastanowić. Zbyt dużo myśli w jednej sekundzie przemyka przez głowę nastolatki i powoli przestaje sobie z tym radzić.

         Szatynka wchodzi do pokoju i podchodzi do swojej torebki, która zawieszona jest przez jeden z kantów łóżka, na którym wcześniej spała. Sięga do niej, wydobywając z niej ubrania i opuszcza pomieszczenie tylko po to, aby udać się do łazienki na piętrze. Bierze tam szybki prysznic i przebiera się w świeże ciuchy. Kątem oka spogląda na lekko uchylone okno. Wręcz kusi ją do natychmiastowej ucieczki z tego miejsca, ale powstrzymuje się od tego. Jeszcze chwilę poczeka. Zapach obiadu, gotowanego właśnie przez panią Weasley za bardzo przyciąga uwagę żołądka dziewczyny. Wzdycha ciężko, związując włosy w kitkę i schodzi na dół. Zupełnie ignoruje rozeźlone spojrzenie Remusa, który nawet na chwilę nie odwraca od niej swoich oczu. Zaczyna ją to powoli denerwować, ale stara się tego po sobie nie pokazywać.

- Lunatyk zaraz wybuchnie, tak bardzo go denerwujesz – słyszy śmiech obok siebie, kiedy siada na krześle przy stole w jadalni. Natychmiast przekręca się w tamtym kierunku i uśmiecha szeroko do mężczyzny, zajmującego miejsce obok niej. Syriusz jak gdyby nigdy nic przygląda się swojemu przyjacielowi, rozwalony niekulturalnie na siedzeniu, wyglądając jakby zupełnie nie obchodziły go zasady dobrego wychowania. Dziewczynie to chyba właśnie jego najbardziej brakowało. Jego i humoru, jaki zawsze się go trzymał, pomimo sytuacji panującej w całej Anglii.

- Musi w końcu zrozumieć, że trwa wojna i nie liczą się zasady, które on ustala. Nie wytrzymam dłużej siedzenia w jednym miejscu. Jestem już tak bardzo odkrycia kolejnego Horkruksa, że nie mogę teraz przestać – mruczy cicho pod nosem, a uśmiech natychmiast znika z jej twarzy. Syriusz chce coś powiedzieć, ale nie pozwala mu na to głośny trzask drzwi. Głowy wszystkich natychmiast odwracają się w kierunku Harry ‘ego z przekrzywionymi na nosie okularami i Rona, którego włosy są w jeszcze większym nieładzie niż zazwyczaj. Brązowowłosa natychmiast spina się, sięgając dłonią do różdżki. Gdzieś w głowie pojawia jej się myśl, że to ponownie Śmierciożercy ich zaatakowali.

- Mamy to, o co prosiłeś! – chłopak z czarnymi włosami podniósł rękę wysoko do góry, wskazując palcem drugiej dłoni na niewielką fiolkę, wypełnioną przezroczystym płynem. Lupin natychmiast podrywa się z kanapy i biegnie do Złotego Chłopca. Bez słowa wyrywa mu przedmiot i wyjmuje kubek w kropki, do którego nalewa niewielką ilość wody i rozpuszcza w niej połowę eliksiru, po czym natychmiast podaje to brązowowłosej. Dziewczyna, nie wiedząc na początku o co chodzi, po prostu wpatruje się w swojego byłego nauczyciela rozszerzonymi źrenicami.

- Pij to natychmiast, Granger! I nawet nie próbuj się przeciwstawiać, bo wleję ci to do gardła siłą – syczy mężczyzna, zaciskając po chwili usta w wąską kreskę. Dziewczyna, postanawiając zaoszczędzić sobie drugiej kłótni, po prostu robi to, co jej kazał i niemalże natychmiast wykrzywia twarz w grymasie.

- Ohyda – rzuca, odstawiając puste naczynie na stół. – Czy teraz mogę już spakować się i pójść dalej przed siebie? – uśmiecha się słodko do Remusa, przechylając głowę na jedną stronę.

- Nie ma mowy, skarbie! Teraz będzie kolacja, na której mam zamiar cię gościć! – tym razem marzenie Gryfonki o rychłym opuszczeniu Nory, rozwiewają się za pomocą pani Weasley. Żołądek dziewczyny robi kilka koziołków, kiedy przed jej nosem pojawia się talerz, wypchany po brzegi. Jedzenie. Świeże i pachnące, ale przede wszystkim prawdziwe jedzenie.

         Niechętnie odwróciła się przodem do stołu i resztkami sił powstrzymuje przed rzuceniem na posiłek. Nie chce im pokazać, jak wiele znaczy dla niej to, że w końcu będzie mogła wypełnić swój żołądek czymś ciepłym. Kiedy wkłada pierwszy kęs do ust o mało nie zwraca go z powrotem na talerz. Powoli przeżuwa jedzenie i przełyka je, zaciskając mocno powieki. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że przyzwyczaiła się już do suchego, bardzo często czerstwego chleba i zimnej wody co kilka dni. Odkłada sztućce na talerz i odwraca błagalne spojrzenie na Łapę. Ten jedynie kiwa bezradnie głową i zajmuje się swoją porcją. Brązowowłosa wzdycha ciężko, starając się wmusić w siebie resztę posiłku.

         Wszyscy dookoła rozmawiają miedzy sobą, chętnie wymieniając się ostatnimi przeżyciami, odczuciami i spostrzeżeniami. Niektórzy posuwają się nawet do składania propozycji, dotyczących kolejnych posunięć względem Voldemorta. Jedynie ona siedzi sama, wpatrzona w jedzenie, stojące przed nią. Głowę ma podpartą na dłoni, a wzrok nieobecny. Jest pogrążona we własnych przemyśleniach, głosy członków Zakonu Feniksa do niej nie docierają, nawet nie chce wtrącać się w ich rozmowy, bo i po co? Remus twierdzi, że jest potężną Czarownicą, ale pewnie wszyscy zdążyli zauważyć, jak wielkie piętno na jej duszy odcisnęła wojna i pewnie od teraz będą trzymać ją na dystans. Jakby była nieobliczalna i w każdej chwili mogła wysadzić ich wszystkich w powietrze. Nikt nie zechce posłuchać tego, co ma do powiedzenia, a nawet jeśli dadzą jej się wygadać, to i tak zupełnie zignorują to, co powiedziała.

         Jeżeli którekolwiek z nich sądzi, że tego nie zauważyła, to bez wahania porówna go do głupca. Może i stała się trochę cichsza, mniej przewidywalna i odrobinę bardziej niebezpieczna względem ich wszystkich, ale w dalszym ciągu pozostaje najmądrzejszą Czarownicą od czasów Roweny Ravenclaw. Nie da sobie odebrać tego tytułu.

         Gdy nie jest już w stanie wcisnąć w siebie więcej przez ryzyko zwrócenia całej zawartości żołądka, podnosi się z krzesła i bez słowa wędruje w kierunku schodów. Postanawia ucieczkę przełożyć na jutrzejszy dzień. Niechętnie przyznaje sama przed osobą, że odrobina prawdziwego odpoczynku na pewno jej nie zaszkodzi, a jedynie pomoże. W końcu ona też jest człowiekiem.

~♦~

         Już któryś raz z rzędu przekręca się na drugi bok, starając się odnaleźć dogodną do spania pozycję. Kręgosłup powoli rozpoczyna ją boleć od nadmiaru miękkości pod plecami, a głowa od myślenia. Z ciężkim westchnieniem, wydobywającym się z głębi gardła, szatynka podnosi się w końcu z posłania i podchodzi do drzwi. Zaciskając dłoń na różdżce, zsuwa się po ścianie i uchyla lekko wejście, chcąc słuchać przyciszonych głosów członków Zakonu Feniksa, którzy właśnie zwołali zebranie w salonie. Zaklęciem przywołuje zbiór baśni, który otrzymała poprzez testament byłego dyrektora Hogwartu. Otwiera książkę i ponownie zaczyna wpatrywać się w rysunek, znajdujący się na stronie tytułowej. Przez cały czas wydaje jej się, że gdzieś już wcześniej miała okazję go zobaczyć, ale nie może sobie przypomnieć, gdzie. Potrafi godzinami siedzieć i wpatrywać się w niego bezustannie, wytężając każdą komórkę, odpowiedzialną za myślenie. Właśnie tak, jak teraz. Chce w końcu rozszyfrować zagadkę, ciągnącą się za nią od momentu rozpoczęcia wojny.

- Myślicie, że Hermiona będzie w stanie jeszcze nam pomagać? – podnosi wzrok znad książki i wytęża słuch, kiedy do jej uszu dochodzi rozmowa właśnie o niej. Bez problemu rozpoznaje głos Billa Weasleya. Siedział dzisiaj obok niej na obiedzie i rozmawiał z Harrym.

- Też waham się w tej kwestii, ale uważam, że powinniśmy dać jej szansę dalszego działania. Ona nie jest głupia i na pewno nie dałaby tak łatwo się złamać. To Hermiona, znam ją od początku szkoły i odkąd pamiętam to ona ratowała nas z każdej opresji. Nie wierzę, że teraz chciałaby zrezygnować – mówi Wybraniec, a ona czuje dziwne ciepło na sercu, że to właśnie przyjaciel postanowił ją obronić. Lekki uśmiech wkrada się na usta brązowowłosej.

         Wypowiedź Pottera ucina dość krótką wymianę zdań na temat dziewczyny. Jednak ona nie ma siły wracać do myślenia nad rysunkiem. Nie pomyliła się co do nich wszystkich. Przestali jej ufać i to nie oznacza nic dobrego, jeśli chce dalej działać. W każdej chwili mogą przecież zamknąć ją gdzieś i wypuścić dopiero, kiedy będzie po wszystkim. Nie może do tego dopuścić. Nie wybaczy sobie, jeżeli przesiedzi bitwę, podczas której zginie cała masa ludzi.

         Podrywa się z podłogi i wkłada tom z powrotem do torebki, używając wcześniej zaklęcia zmniejszającego. Tym samym potraktowała również i kobiecą ozdobę, jednocześnie wydobywając z niej czarne ciuchy. Szybko zakłada na siebie ubrania, zasuwa kurtkę pod samą szyję i wkłada torbę do kieszeni spodni. Różdżkę natomiast umieszcza za paskiem spodni. Ostrożnie zamyka wejście do pokoju, gasząc światło. Otwiera okno na oścież, odsuwając firanki na bok. Wskakuje na parapet, kucając na nim. Spogląda w dół, starając się odnaleźć kogokolwiek, kto mógłby patrolować teren. Kiedy nie zauważa żywej duszy zeskakuje na ziemię. Krzywi się lekko, kiedy stopy spotykają się z ziemią. Prostuje się i wkładając dłonie w kieszenie rusza przed siebie. Musi dojść do miejsca, w którym bezpiecznie się teleportuje.

- Hermiona? Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś teraz być w środku? – staje w miejscu, zaciskając powieki i odchylając głowę do tyłu. Mogła przewidzieć, że jej ucieczka nie będzie aż tak bezproblemowa. Przecież życie zawsze musi stawiać na drodze szatynki jak najwięcej przeciwności do pokonania. Odwraca się przodem do rudej.

- Ginny proszę cię. Jeżeli jesteś moją przyjaciółką, to wejdź do środka i udaj, że mnie tutaj nie widziałaś. Nie wytrzymam dłużej w tym miejscu, siedząc bezczynnie wpatrując się w ścianę – powiedziała powoli, patrząc prosto w niebieskie oczy dziewczyny. Gin przygryzła dolną wargę, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

- Miona, bo ja… Ja chciałam pójść z tobą. Mama przez cały rok trzymała mnie w Norze, nie pozwalając mi nawet wyjść na zewnątrz. Za każdym razem muszę wymykać się ze swojego pokoju, który stał się moją klatką, żeby zaczerpnąć choć odrobinę świerzego powietrza – dziewczyna mówiła na jednym wydechu, coraz bardziej zbliżając się do Granger.

- Masz coś, co chciałabyś ze sobą zabrać? – wzdycha ciężko Gryfonka, doskonale wiedząc, że musi się spieszyć. Na twarzy najmłodszej latorośli Weasleyów pojawia się szeroki uśmiech. Powstrzymuje się przed rzuceniem na szyję szatynki i kiwa energicznie głową.

- Już dłuższy czas planowałam wyrwać się z tego miejsca! Mam wszystko ze sobą, o tutaj, w kieszeni – wskazuje palcem na wcześniej wspomnianą część garderoby. Brązowowłosa kręci głową z dezaprobatą i bez słowa rusza przed siebie. Chce w końcu znaleźć się jak najdalej od Nory i od zagrożenia, że komuś uda się ją powstrzymać. – Wiesz, w sumie to spadłaś mi z nieba. Samej nigdy nie udałoby mi się stąd wyrwać – rzuca Ginny, chcąc podtrzymać rozmowę między nimi. Już dawno nie widziała swojej przyjaciółki i powoli zaczynało jej brakować tego ciągłego narzekania Miony na to, jak chłopaki nie chcą się uczyć.

- Ostatnio mam w zwyczaju spadać z nieba wszystkim, którzy akurat potrzebują pomocy – burczy pod nosem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo nieuprzejmie i chamsko musiało to zabrzmieć względem rudowłosej. – Przepraszam cię, Gin, ale ostatnio nie miałam okazji do przebywania w towarzystwie innym niż ja sama, więc mogę być mało odpowiednim towarzyszem do jakiejkolwiek rozmowy – wzdycha po chwili ciszy, wyciągając dłonie z kieszeni, aby móc osłaniać sobie twarz przed wysoką trawą z ostrymi krawędziami. Nie chciała jeszcze bardziej pociąć sobie twarzy.

- Rozumiem cię i wcale nie mam ci tego za złe. Wiesz, na pewno będziesz o wiele lepsza niż Harry i Ron. Oni przez cały czas siedzieli w Norze i tak na dobrą sprawę wychodzili tylko wtedy, kiedy kazał im Lupin. Uważam, że to nie fair wobec wszystkich, którzy uważają ich za naszą jedyną nadzieję.

- Harry i Ron cały rok spędzili tutaj, w Norze? – szatynka zatrzymuje się w miejscu, nie chcąc uwierzyć w to, co słyszy. – Przecież obiecaliśmy sobie, że dla bezpieczeństwa, każde z nas idzie w inną stronę i nie wróci do Nory, jeżeli nie będzie w stanie krytycznym – wyrzuca ręce w powietrze, a na jej spokojnej dotąd twarzy pojawia się wściekłość. – Jak ich następnym razem zobaczę, to zrobię im krzywdę. Dużą – syczy, ponownie ruszając przed siebie.


         Ginny postanawia więcej się nie odzywać. Czuła, że informacja na temat chłopaków ją zdenerwuje i podejrzewała, że aż tak bardzo, ale wiedziała, że ona musi się o tym dowiedzieć. Nie chodziło jej o to, że jest to niesprawiedliwe zachowanie wobec magicznego świata, ale szczególnie raniące dla szatynki. Zakon Feniksa kazał chłopakom zrezygnować z poszukiwań Horkruksów i wydał polecenie przygotowywania się do wojny. Hermiona również je otrzymała, razem z groźbą, że jeżeli nie wypełni poleceń, to już więcej nie otrzyma żadnego prowiantu. Ona zachowała się, jak prawdziwa Gryfonka, a oni jak najgorsi tchórze. I nic nie mogło zmienić zdania Weasley.

~♦~

Rozdział otrzymałam dzisiaj, więc dzisiaj go publikuję.
Zaczęłam pisać już trzeci, ale jakoś słabo mi idzie. Zupełnie nie mam pomysłu na to, co mogłoby się w nim wydarzyć. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się cokolwiek wymyślić.
Dokładnie ta sama sytuacja jest z drugim blogiem. Wiem, że już dłuższy czas nie ma na nim rozdziału, ale pracuję nad nim. Jestem coraz bliżej końca, mam nadzieję. Chciałabym obiecać, że dodam coś przed końcem tygodnia, ale nie chcę później złamać danego słowa.
No i jeszcze chciałabym złożyć wam spóźnione życzenia świąteczne. Mam nadzieję, że każdemu się udały i że każdy z was był dzisiaj mokry :)
Pozdrawiam,
Cave xx

4 komentarze:

  1. Siedzę na telefonie nie ma nic do roboty. I nagle dostaje powiadomienie, że dodałeś rozdział i wchodzę zabieram się za pisanie komentarza i nagle gaśnie światło i nie mam internetu. To się nazywa szczęście. I dopiero teraz mi włączyli prąd więc komentuje. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, twoje notki są lekkie, czyta mi się je bardzo płynnie i szybko dlatego mam mały niedosyt bo tak krótko.
    Widzę, że wykreowałaś Rona i Harrego na nie wdzięcznych leniuchów, którzy wolą siedzieć w Norze niż narażać tyłki jak robi to Hermiona. BRZYDCY CHLOPCY, NU NU! XD Ah ta uparta Miana, powinna odpoczywać. Jedynym plusem tej decyzji o dalszym poszukiwaniu horkruksów jest to, że razem z Herm idzie Ginny.
    Ciekawe kiedy do akcji wkroczy Malfoy.

    Rozdział super!! Czekam na NN. I tak byłam cała mokra i to nie raz. Pozdrawiam
    P.S Przepraszam za błędy :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, no nareszcie rozdział. Myślałam, że się nie doczekam. Miałam już wczoraj przeczytać ale zbyt późno go zobaczyłam - niestety.
    Ehh... chłopaki czy oni są normalni? Skoro złożyli słowo, powinni je dotrzymać a nie dawać się więzić w Norze. Idiotyzm, ale taka prawda. Ron, Harry zawiodłam się na was, myślałam, że można na nich polegać a tu co? A tu kicha...
    Co do Hermi to ja się nie dziwie, że się na nich wkurzyła. Pewnie tak samo bym zrobiła.
    Pozdrawiam Syntry
    http://i-ad-tenebras.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hermiona jest wspaniała, honorowa, waleczna i jak na gryfona przystało zawsze dotrzymuje słowa.
    Co do Harry'ego i Ronalda.
    Po Ronie się tego spodziewałam ale Harry.
    Nie rozumiem jak mogli przez rok siedzieć w Norze i żyć ze świadomością, że ich przyjaciółka ryzykuje życie.
    No niestety ale jednak człowiek może liczyć tylko na siebie.
    Martwi mnie to, że Hermiona zrobiła się taka cicha jak i również tak reaguje na obcy dotyk.
    Mam nadzieje, że obecność Ginny to zmieni i zacznie znowu być otwarta.
    No i mam nadzieję, że chłopaki również wezmą się do roboty, bo co z tego, że szykują się do wielkiej bitwy, jeżeli po świecie są rozrzucone horkruksy z duszą Czarnego Pana.

    Rozdział świetny i czekam na kolejny :)

    Całuje Effy :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny blog mam zamiar czytać ale kiedy dodasz rozdział na dramione by cave? No nieważne. Mam nadzieję, że uda ci się naprawić wizerunek Harry;ego w oczach Hermiony. Zawsze go lubiłam w przeciwieństwie do Rona. Nie, że coś do niego mam ale znielubiłam go po 7 części

    OdpowiedzUsuń