poniedziałek, 13 lipca 2015

(4) Rozdział Czwarty





Zobaczenie go było najdziwniejszą rzeczą, jaka przytrafiła mi się w życiu. Zaskoczenie, dezorientacja, niedowierzanie... To wszystko mieszało się ze sobą, powodując w mojej głowie jeszcze większe zamieszanie niż to, które panowało w niej dotychczas. Przecież on był tym złym, nawet wojna nie powinna go zmienić.


         Hermiona stała w miejscu i z niedowierzaniem wpatrywała się w chłopaka, stojącego przed nią. Widziała jak drgnął, kiedy wypowiedziała jego nazwisko. Wie, jest w stu procentach pewna, że się nie pomyliła. Kogoś takiego jak on nie da się porównać do kogokolwiek innego. Stalowe oczy - teraz już wie, dlaczego wydawały jej się znajome. Platynowe blond włosy, mignęły jej przez sekundę przed oczami. Zaciskając palce na masce, podchodzi do niego i ostrożnie kładzie dłoń na jego ramieniu. Szybko jednak odskakuje, kiedy tylko on odwraca się do niej.

- Czy ty zawsze musisz postawić na swoim? Czy chociaż raz nie możesz odpuścić? - krzyczy, rozkładając ręce na boki. Wie, że powinien być cicho, jeżeli nie chce zwrócić na siebie uwagi niepożądanych osób, ale nie może się powstrzymać. - Powiem ci coś Granger. Zrobiłem dla tego cholernego Zakonu więcej, niż wy wszyscy troje razem wzięci. Jeżeli myślicie, że pomagacie, to wasze działania są niczym w porównaniu do tego, co muszę robić ja. Właśnie dla tego mam do ciebie prośbę. Oddaj mi maskę i idź stąd jak najdalej. Najlepiej wróć do Nory, gdzie twoje miejsce i daj działać tym, którzy przynajmniej wiedzą, co robią - dostrzega szaleństwo w jego oczach, kiedy wypowiada kolejne słowa.

- Malfoy - nazwisko wroga staje się dla nią mantrą. Nie potrafi nic innego powiedzieć. Chłopak przewraca oczami, prostuje się i podchodzi do niej. Kładzie ręce na ramionach i mocno nią potrząsa. Dziewczyna powstrzymuje się od głośnego krzyku i stara się odsunąć. - Zostaw mnie, ty parszywy psie!

- Zamknij się, Granger - syczy, odwracając ją do siebie tyłem. Zakrywa jej usta dłonią i mocno przyciska do siebie. Nie pytając jej o pozwolenie, teleportuje się.

         Kiedy Hermiona otwiera oczy, dostrzega jedynie drzewa. Są w lesie. Czuje swój, coraz szybszy, oddech. Malfoy chce ją zabić. Wie to na pewno. Odkryła jego tożsamość i pomimo tego, że 'grają w jednej drużynie' on chce się jej pozbyć. Zaczyna szarpać się z całej siły, wydając przy tym dziwne dźwięki. Jego duża dłoń w dalszym ciągu uniemożliwia jej normalne mówienie.

- Uspokój się! - krzyczy blondyn, odpychając ją od siebie z całej siły, przez co traci równowagę i opada na kolana. Jęczy cicho podpierając się na dłoniach, żeby nie upaść na twarz. - Jeżeli w tym momencie się nie opanujesz, to przysięgam na Salazara, że rzucę na ciebie jakieś zaklęcie, po którym nie będziesz mogła się ruszyć i w końcu mnie wysłuchasz! - syczy, mierząc w nią różdżką. Opuszcza głowę, zaciskając dłonie w pięści. Ziemia, pomieszana z patykami i kamieniami wchodzi jej pod paznokcie, łamiąc je jeszcze bardziej, ale nie zwraca na to uwagi. Wygląd już dawno przestał sie dla niej liczyć. Najważniejsze jest wygranie wojny i jeżeli wiąże się to z wysłuchaniem Ślizgona, to musi się na to zgodzić.

- Mów, byle szybko. Nie mam dla ciebie czasu, Malfoy - mówi, nie zmieniając pozycji. Chłopak opuszcza rękę. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywa. Jasnowłosy podchodzi do drzewa, siada na ziemi i opiera się o nie plecami.

- Jesteś nieogarniętą, głupią, dziecinną dziewczyną, która powinna w końcu zastanowić się nad tym, co robi - zaczął w końcu, odchylając głowę do tyłu. Zgiął nogi w kolana, opierając na nich łokcie. - Jesteś wycieńczona walką przez ostatnie dwanaście miesięcy. Powinnaś dać sobie w końcu na wstrzymanie i odpocząć, przynajmniej przez tydzień. Ratowanie cię na każdym kroku raczej nie należy do moich ulubionych zajęć.

- Nikt nie każe ci tego robić. Doskonale poradziłabym sobie sama - prychnęła, przerywając mu. Blondyn zaśmiał się głośno, przewracając oczami. Odwraca się do niego przodem, mierząc go nienawistnym spojrzeniem. - Możesz przestać? - warknęła. - To, że pomogłeś mi z twoim cholernym ojcem w cale nie oznacza jeszcze, że nie poradziłabym sobie z nim sama. Nie wiem, czy pamiętasz, ale kiedy przyszedłeś stałam z jego różdżką w dłoni i już prawie udało mi się go pozbyć. potrzebowałam po prostu trochę więcej czasu.

- Nie lubię się powtarzać, ale jesteś głupia, Granger. Może i z moim ojcem byłabyś w stanie sobie poradzić, ale zastanów się, ile podobnych sytuacji w przeciągu ostatniego miesiąca sprowadziło cię do momentu, w którym byłaś gotowa umrzeć. Śmierciożercy, smok przed Dziurawym Kotłem, chochliki niedaleko Tamizy... Mógłbym wymienić jeszcze całkiem sporo takich sytuacji, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Chcę, żebyś zrozumiała, ze potrzebujesz przerwy. Tygodnia, nic więcej.

- Poradziłam sobie z tym wszystkim! Nie masz prawa mówić, ze czekałam na śmierć, kiedy w cale tak nie było! - krzyknęła, podrywając się z ziemi. Ślizgon przewrócił oczami, nie zmieniając pozycji nawet w momencie, w którym wycelowała w niego swoją różdżkę. Była słaba i wycieńczona. Może, kiedy odbije kilka jej najsilniejszych zaklęć dziewczyna zrozumie w końcu, że musi dać sobie czas, ale nie na walkę z jego ojcem czy kimkolwiek innym; musi dać sobie czas na odpoczynek i regenerację sił.

- Gryfoni - prycha. - Podobno tacy honorowi, a jednak niewdzięczni. Zastanów się, ile razy nieznajomy Śmierciożerca, pomocnik Zakonu Feniksa, musiał cię ratować. Za każdym razem, Granger, widziałem przerażenie w twoich oczach, kiedy brakowało ci już pomysłów na to, jak powinnaś się bronić. Odwdzięcz mi się teraz i do cholery odpocznij. Tydzień, dwa, miesiąc. Nie ważne. Po prostu odetnij się od tej cholernej wojny i odpocznij. Nie mam zamiaru być twoją niańką! Mam na głowie o wiele więcej ważniejszych zadań - odwraca się na chwilę, chcąc się upewnić, że nikt nie zwraca uwagi na jego nieobecność. Musi się pospieszyć, a ona nie ma zamiaru z nim współpracować.

- Nie wrócę do Nory. Nie wrócę do nich wszystkich po tym, jak od nich uciekłam. Nie będę tchórzem - syczy, cofając się kilka kroków. Chce sie teleportować, żeby nie musieć więcej go znosić. Wie, że chłopak ma rację, ale nie może mu tego przyznać. To mogłoby nadszarpnąć jej reputacji. Nagle zatrzymuje się, czując za sobą czyjąś obecność. natychmiast odwraca się i patrzy szeroko otwartymi oczami na zamaskowaną postać; najprawdopodobniej mężczyznę.

- Smoku, miałeś jej tylko wytłumaczyć, że musi się zawijać i wróć do nas. Zaczynają się o ciebie pytać. Twierdzą, że już dawno poradziłbyś sobie ze szlamą, więc najwyższa pora, żebyś w końcu im się pokazał - warczy Śmierciożerca. Dziewczyna, korzystając z chwili ich nieuwagi, zaczyna wycofywać się z zasięgu ich wzroku. Musi wrócić nad Tamizę, żeby w końcu znaleźć się w jakimś spokojnym miejscu. Może kilka dni przerwy faktycznie nie zrobi jej większej różnicy.

- Spokojnie Zabini, jestem w trakcie tłumaczenia jej, że jest głupia. Nie musisz mnie kontrolować - Draco przewraca oczami, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Nie lubi, kiedy ktoś wtrąca się w jego zadanie, a Diabeł ewidentnie nie potrafi uszanować tego, że poradziłby sobie sam, bez jakichkolwiek jego upomnień.

- W takim razie zostanę tutaj z tobą, żeby przekonać się, jak świetnym negocjatorem jesteś - czarnoskóry powtarza gest przyjaciela, uśmiechając się szeroko. Blondyn prycha zdenerwowany, rozglądając się dookoła. Jego źrenice powiększają się, kiedy nie dostrzega Hermiony.

- Bleise, zabiję cię - syczy, podnosząc swoją maskę z ziemi. Doskonale wie, że jeszcze nie raz spotka dziewczynę. Jednak wtedy nie będzie taki delikatny, a ona będzie musiała zrobić to, co jej każe. Ma tylko nadzieję, że nie wyda ich przed nikim, kto mógłby im poważnie zagrozić.

~◊~

         Hermiona krzywi się mocno, opadając bezwładnie na ziemię. Oczy ma zamknięte, a na jej twarzy widnieje wyraz niezadowolenia, pomieszany z bólem. Oddech dziewczyny jest ciężki i urywany; czuje się, jakby za chwilę miał rozerwać jej płuca i klatkę piersiową. Powoli odwraca się na plecy, jęcząc przy tym głośno. Wie jednak, że może sobie na to pozwolić - teleportowała się w sam środek lasu. Miała zbyt mało czasu, żeby wpaść na jakiś inny pomysł. Musiała jak najszybciej ewakuować się z tamtego miejsca. W innym przypadku teraz robiłaby to, czego chciał Malfoy. Największa obraza dla jej gryfońskiej dumy.

         Podnosi się powoli do pozycji siedzącej, z całej siły zaciskając szczękę. Ma wrażenie, że za chwilę pokruszy sobie zęby. Przełyka głośno ślinę, wydając z siebie zduszone dźwięki. Skóra na prawej łydce - której już tak naprawdę nie ma - piecze ją niemiłosiernie. Rozszczepiła się. Uderza zaciśniętą pięścią w runo leśne. Kilka odłamków kory wbija się w jej skórę. Nie zwraca na to uwagi.

         Drugą dłoń wkłada do kieszeni, z której wydobywa swój zmniejszony bagaż. Rozgląda się dookoła. Różdżka wypadła jej z dłoni, musi ją jak najszybciej znaleźć. Kiedy dostrzega ją pomiędzy niewysokimi krzakami, natychmiast zaczyna czołgać się w ich kierunku. Nie byłaby w stanie ustać na nogach chociażby przez chwilę. Uśmiecha się do siebie blado, kiedy w końcu zaciska palce na magicznym kawałku drewna. Powiększa torebkę i wyszukuje w niej potrzebnego eliksiru; natychmiast zaczyna nakładać go na ranę.

         Kiedy kończy czuje ulgę. Rozszczepione miejsce nie boli już tak bardzo, jak wcześniej, dzięki czemu jest w stanie podnieść się z niemi. Otrzepuje spodnie z piasku i rusza przed siebie w głąb lasu, lekko kuśtykając. Chociażby chciała, to nie może teraz po raz kolejny się aportować. Jest na to za słaba. Kolejnej pomyłki może już nie przeżyć.

         Po drodze pomniejsza swoją torebkę i wkłada ją z powrotem do kieszeni, żeby przypadkiem niczego nie zgubić.

         Nie potrafi określić, jak dużo czasu brnie bezsensownie pomiędzy tymi wszystkimi drzewami i stara sie wymyśleć plan działania. Wszystko, co przez ostatnich kilkanaście minut siedziało w jej głowie było zupełnie bezsensownie i dziewczyna nie zamierzała nawet dłużej się nad tym zastanawiać. W związku z tym, aktualnie nie ma nawet początku planu działania, jakim powinna sie kierować w swoich dalszych postępowaniach.

         Przystaje na chwilę w miejscu, chcąc rozejrzeć się po okolicy. Musi zapamiętać jak najwięcej szczegółów z otaczającego ją krajobrazu, żeby się nie zgubić. Musi jakoś skontaktować się z chłopakami. Teraz, kiedy zna prawdę na temat tego, dlaczego spędzali czas w Norze, jest w stanie wybaczyć im to całe nieróbstwo. Syczy głośno, kiedy nisko rosnące gałęzie co chwilę zahaczają o świeżą ranę.

         W końcu nie wytrzymuje. Klnie głośno i staje w miejscu, zamykając oczy na kilka sekund, chcąc zapanować nad swoimi emocjami. W dalszym ciągu jest wściekła na wszystko dookoła za to, że dała się w tak perfidny sposób złapać Lucjuszowi, zdezorientowana z powodu Malfoy'a i otumaniona przez ból. Przez chwilę rozważa powrót do bezpiecznej Nory, ale bardzo szybko rezygnuje. W końcu może znajdować się na strzeżonym terenie. I tak wiele już ryzykuje, w ogóle przebywając tutaj.

         Wzdychając ciężko opada na trawę. Nie ma siły iść dalej. Przemieszczanie się w jej stanie na pewno nie jest dobrym pomysłem. Zaciska palce na różdżce. Musi jakoś zadziałać i ściągnąć pomoc. Sama nie jest w stanie dalej walczyć. Ma nadzieję, że nie zrobi teraz największej głupoty w życiu. Zamknęła oczy skupiając się na zaklęciu, które za chwilę wypowie.

- Expecto Patronum - szepcze, uśmiechając się do siebie delikatnie, kiedy z koniuszka różdżki wylatuje błękitna poświata, po chwili przybierająca postać wydry. Zwierzątko odwraca się do niej przodem i patrzy na nią swoimi świecącymi oczami. - Kameleus - dodaje szybko dziewczyna, chcąc zabezpieczyć informacje przed nieodpowiednimi ludźmi. Wie, że ryzykuje swoje życie, ale na szczęście nie przekazuje żadnych istotnych informacji na temat Zakonu Feniksa. Nigdy nie pokusiłaby się, żeby zrobić coś takiego.

         Kiedy ma już pewność, że jej Patronus zniknął, podnosi się niezgrabnie z ziemi i zaczyna rzucać czary ochronne, żeby zapewnić sobie chociaż namiastkę bezpieczeństwa. Musi się przespać, żeby zregenerować siły i móc walczyć podczas kolejnych bitew; aż do samego końca.



~◊~

Wiem, że zawaliłam z tym rozdziałem, za co bardzo przepraszam, ale nie dałam rady z tym wszystkim. Nie będę się tłumaczyć, bo to i tak bez sensu. Mam po prostu nadzieję, że zrozumiecie, że nie mogłam.
W rozdziale na pewno pojawią się błędy, ponieważ dopiero za chwilę wysyłam go do bety, ale kiedy już do mnie wróci, podmienię go tak, że na pewno nikt nie zauważy :)
Rozdział byłby wcześniej, ale niestety weszłam na Twittera i musiałam pomóc rozprawić się z akcją amerykanek, oczerniającą Polki. Jaoskianators powinny wiedzieć, o co mi chodzi. Powiem tylko tyle, że pięć minut temu wygrałam z holocaustem.
Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć dobrej nocy,
pozdrawiam,
Cave

3 komentarze:

  1. Hejo, o chyba jestem pierwsza.
    Rozdział mi się podobał i to nawet bardzo. Czytałam go z zafascynowaniem. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Nie zwracałam nawet uwagi na to co się dzieje wokół mnie.
    Hahaha... Draco nawet nie zauważył kiedy zniknęła. Brawo za spostrzegawczość dla niego. Nie, choć to też wina Blaisa. Może na niego wszystko zganić.
    Szczerze sądzę, że młody Malfoy słusznie się na nią trochę wydarł. Choć mógłby jeszcze bardziej, aby coś wreszcie zrozumiała. Przecież do końca świata nie może polegać jedynie na sobie. Powinna dać sobie pomóc niekiedy.
    Hmm.. co by jeszcze napisać. Szczerze trochę zachowanie Hermiony nie pasuje mi do niej. Ale podoba mi się. Jest taka inna. Bardziej ciekawa, porywcza. Muszę też przyznać, że w ogóle o siebie nie dba. Przecież sama przyznała, że powinna odpocząć a ta jeszcze użyła dwóch zaklęć. A podobno jest taka inteligentna.
    Hmm.. napisałabym coś jeszcze ale nie wiem za bardzo co.
    No to na taki koniec, Czekam na kolejny rozdział, który zapewnię znowu pojawi się za miesiąc. Niestety, przetrwam to i dotrę do kolejnego.
    Pozdrawiam Syntry
    i-ad-tenebras.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń