piątek, 11 września 2015

(5) Rozdział Piąty




            Wykańczałam sama siebie. Mój organizm nie działał już tak, jakbym tego chciała. Szybko się męczyłam, zaczęły wypadać mi włosy, musiałam przeznaczać więcej czasu na odpoczynek, aby w pełni regenerować siły. I chociaż wszystko dookoła mówiło mi, że chwila przerwy od tego wszystkiego nie wpłynie na sytuację magicznego świata, ja nie chciałam przerywać swojej misji.
*niesprawdzony*
 

         Hermiona otwiera oczy, kiedy do jej uszu dobiega trzask łamanych gałęzi. Podnosi się powoli do pozycji siedzącej, nie chcąc wywołać swoimi czynami nawet najmniejszego hałasu. Wzrokiem odszukuje swojej różdżki, natychmiast po nią sięgając. Wychodzi ze śpiwora, a kilka sekund później z namiotu, który zamyka jednym zaklęciem. Stawia ostrożne kroki, wytężając wszystkie zmysły.

- Mówiłem ci, że to bez sensu, Harry! Przecież Hermiona nie jest na tyle głupia, żeby nie zabezpieczyć się milionem różnych zaklęć! - zastyga w miejscu, słysząc znajomy głos przyjaciela. Bierze głęboki oddech, prostując swoją sylwetkę i opuszając rękę, w której trzyma magiczne drewienko.

- Jesteś idiotą, Ron. Podała nam dokładne miejsce swojego pobytu, więc na pewno gdzieś tutaj na nas czeka. Musisz po prostu uważać, żeby nie napatoczyć się na jedno z jej zaklęć - dziewczyna przewraca oczami i za pomocą machnięcia dłonią ściąga wszystkie bariery, oddzielające ją od świata zewnętrznego.
 
         Przechodzi jeszcze kilka kroków, aby wydostać się z doliny, w której postanowiła rozbić obóz. Między drzewami dostrzega dwójkę zdziwionych chłopaków, którzy tak jak ona jeszcze kilka sekund wcześniej, trzymają ręce daleko wyciągnięte przed siebie, przyjmując lekko przygarbioną postawę obronną. 
 
- Hermiona! - krzyczy w końcu Harry, od razu rzucając się w kierunku swojej przyjaciółki. Ta jednak odsuwa się i mruży oczy. Nie chce jego dotyku, nie chce niczyjego dotyku. Gryfon marszczy brwi, przyglądając się jej niepewnie. Nie spodziewał się takiej reakcji ze strony brązowowłosej. Wydawało mu się, że będzie chciała go przytulić.

- W końcu jesteście - mówi chłodno, stawiając krok do tyłu. - Chodźcie na dół. Muszę jeszcze raz zabezpieczyć teren, a później porozmawiamy o tym, co musimy zrobić dalej - dodaje, odwracając się do nich plecami. Szybkim krokiem schodzi z powrotem na dół i czeka na nich.

         Ron w milczeniu obserwuje Granger. Już w Norze wydawało mu się, że nie jest tą samą osobą, z którą mieli do czynienia jeszcze na początku wojny. Zmieniła się, nie tylko z wyglądu. Jej charakter jest dla Weasleya czarną magią. Czuje, że nie dogadają się tak szybko jak kiedyś. Ta "nowa" Hermiona będzie jeszcze bardziej bronić swojego zdania. Najprawdopodobniej nawet Harry nie będzie miał na nią żadnego wpływu. Nie podoba mu się to. Wolał, kiedy słuchała tego, co ma do powiedzenia i brała pod uwagę jego zachcianki. Tak było łatwiej.

         Od nowa rzuca wszystkie zaklęcia, chcąc mieć pewność, że nikt ich nie znajdzie. Nie może ponownie dopuścić do sytuacji, która miała miejsce w Londynie. Wie, że jeżeli ponownie trafi na Malfoya to nie uda jej się tak łatwo od niego uciec. Na pewno zaciągnie ją z powrotem do Nory, a tam zostanie zamknięta aż do ostatecznej bitwy. Ale Hermiona nie może siedzieć w miejscu, kiedy przyjaciele umierają również za jej ideały.

- Wydaje mi się, że wiem, gdzie może znajdować się kolejny Horkruks - mówi od razu, kiedy tylko chłopaki znajdują się już wewnątrz ich schronienia. Wyjmuje ze swojej niewielkiej torebki kawałek papieru i swoje ulubione pióro. - Wszystkie w jakiś sposób, mniejszy lub większy, dotyczyły samego Voldemorta. Pierścień pochodził z rodziny, a dziennik zawierał jego życie. W końcu on sam je tam opisał. Medalion Salazara i czara Helgi pochodzą z jego ukochanego Hogwartu. To drugie przez cały czas mam przy sobie, a pierwsze - zawahała się przez chwilę - schowałam w miejscu, gdzie na pewno nikt go nie znajdzie. Z resztą nie ważne, przekonacie się wkrótce - mruczy cicho pod nosem, rozrysowując tylko sobie czytelny schemat na wcześniej przygotowanej kartce. - Zostało nam do znalezienia jeszcze trzy. Jestem pewna, że jeden z nich znajduje się w zamku i jest własnością Roweny. Godryka pomijam. W końcu Gryffindor i Slytherin walczą ze sobą od wieków, nie możliwe, żeby Tom chciał mieć z nim cokolwiek wspólnego - dziewczyna prostuje się, układając jedną dłoń na biodrze. Przykłada pióro od ust, przez cały czas wpatrując się w rysunek, ułożony na przeciwko.

- Hermiono zobacz - Harry sięga kartki, pokazując palcem dwa interesujące go miejsca. - Zarówno czara, jak i medalion są relikwiami po założycielach. Na pewno musi istnieć cokolwiek, co w ten sposób wiąże się z Ravenclaw - ucina, patrząc na skupioną twarz przyjaciółki. Ta w odpowiedzi kiwa głową, przetwarzając słowa chłopaka.

- Uważam, że powinniśmy skontaktować się z jakimś Krukonem. W końcu są najmądrzejsi i powinni wiedzieć więcej na temat swojego domu niż my - Ron postanawia wtrącić się do rozmowy. Nie ma zamiaru stać z boku, zupełnie nieprzydatny i udawać głupiego. On również potrafi logicznie myśleć; wbrew temu, co myślą wszyscy dookoła.

- W takim razie musimy z tym jeszcze poczekać. Pierścień, medalion, czara i dziennik to dopiero cztery. Piąty dotyczy założycielki. Zostają jeszcze dwa - ciemnowłosa podnosi wzrok, odsuwając srebrny przedmiot od ust. - Zanim pokażemy się w Hogwarcie czy w Norze musimy znać wszystkie Horkruksy. Inaczej powstrzymają nas od dalszych poszukiwań, a sami tak naprawdę nic nie zdziałają. Nie ufam im - kręci głową, odkładając ostrożnie pióro na stół. Jest ono jedyną pamiątką, jaka została jej po babci. Nie chce go zniszczyć.

- Masz może jakieś podejrzenia co do nich? - Potter uważnie śledzi każde posunięcie przyjaciółki. Odkąd zobaczył Hermionę po raz pierwszy od tak dawna stara się ją poznać na nowo. Nauczyć rozmowy z nią i dowiedzieć, jak wiele pozostało ze starej kujonki, którą pokochał jak siostrę.

- Co do jednego, ale nie chcę wam mówić niczego, co nie jest pewne. Nie potrzebujemy poszlak, a suche fakty - mruczy cicho pod nosem, po czym ziewa. Siada na materacu, pokrytym kilka kocami. Krzywi się mocno, kiedy materiał obcisłych dżinsów porusza bandażem na prawej łydce. Rana po rozszczepieniu będzie goić się długo i mozolnie. Jak na razie musi nauczyć się z nią żyć.
         Pomiędzy trójką przyjaciół panuje niezręczna cisza. Każde z nich chciałoby znaleźć jakikolwiek temat, aby w końcu ją przerwać, nawet Hermiona. W głowie dziewczyny przewija się wiele pytań, których nie chce wypowiedzieć. Obawia się, że w ten sposób mogłaby urazić któregoś z chłopaków, a co za tym idzie nie uda jej się zupełnie nic z nich wyciągnąć.

         Leniwym wzrokiem śledzi sylwetkę Harry'ego. Jego czarne włosy zdecydowanie są już za długie i przydałoby im się jakieś strzyżenie. Blizna chowa się pod nimi całkowicie, a kilka nierówno dociętych przez panią Weasley kosmyków wpada mu do oczu. Okulary ma lekko przekrzywione, a brodę pokrytą kilkudniowym zarostem. Brudne, przepocone ubrania kryją pod sobą - najprawdopodobniej - posiniaczone i poranione w wielu miejscach ciało. Za duże buty po Fredzie, albo Georgu, są rozsznurowane i poprzecierane. Jednym słowem Potter nie wygląda o wiele lepiej od obrazu nędzy i rozpaczy.

         Uśmiecha się lekko, kiedy dostrzega, że Herm nieustannie na niego patrzy. Jednak ona tego nie odwzajemnia. Już dawno przestała się uśmiechać. Jest ponad jakiekolwiek uczucia.

- Wiesz Miona, uważam, że źle potraktowałaś moją siostrę. Ona na prawdę chciała ci pomóc. Kiedy dotarł do nas twój Poatronus była z nami w pokoju i długo musieliśmy ją przekonywać do tego, żeby została w domu i nie mieszała się w to wszystko - Ron postanawia się w końcu odezwać. Ma dość tego, że jego była dziewczyna zwraca uwagę tylko i wyłącznie na czarnowłosego. Czuje się przez to gorszy od niego.

- Nie będę udawać, że przykro mi z tego powodu, Ron - wzdycha ciężko, patrząc mu prosto w oczy. - Wojna to stan, który rządzi się własnymi prawami. Szczerze powiedziawszy chciałam ją chociaż w najmniejszym stopniu od niej ochronić. W Norze jest bezpiecznie, przynajmniej bardziej niż tutaj. Jestem pewna, że nie chciałbyś, żeby siedziała z nami i zastanawiała się czy da radę przetrwać kolejne dwadzieścia cztery godziny - wzrusza ramionami, patrząc na swoje dłonie. Słyszy cichy pomruk ze strony rudzielca, co uznaje za aprobatę.

         Kiedy cisza po raz kolejny wkrada się w ich towarzystwo Hermiona postanawia opuścić namiot. Bez słowa podnosi się ze swojego miejsca do spania i kulejąc na prawą nogę wychodzi na zewnątrz, zatrzymując się dopiero przy magicznej barierze, którą osobiście postawiła. Spina się nieznacznie, słysząc za plecami trzask łamanych pod wpływem nacisku gałęzi. Jest zła, ponieważ chciała być sama, a któryś z nich postanowił to zmienić.

- Zmieniłaś się, Hermiono, nie koniecznie na lepsze - słyszy cichy głos Harry'ego. Przewraca oczami ciesząc się, że Potter nie jest w stanie tego zobaczyć. Nie chciała mieć w nim wroga, wręcz przeciwnie. Jest jedną z ostatnich osób, z którymi chce utrzymać dobre kontakty.

- Uważam, że w końcu wydoroślałam - odwraca się przodem do chłopaka, wymuszając krzywy uśmiech. Brunet kręci głową, nie spuszczając z niej wzroku. Wie, że chciałaby już zakończyć tę rozmowę. Żałuje, że nie postanowiła położyć się spać. Może wtedy nie staraliby się jej obudzić, a i prawdopodobnie podsłuchałaby chociażby urywka z ich rozmowy.

- Nie Miona, diametralnie się zmieniłaś. Boisz się dotyku, brzydzisz się Zakonem Feniksa, starasz się działać samodzielnie. Rezygnujesz nawet z pomocy przyjaciół. Zamknęłaś się w sobie, a to świadczy raczej o dziecinnej upartości w dążeniu do jakiegoś celu. Dorosłe osoby wiedzą, kiedy powinny skorzystać z pomocy - Miona prycha pod nosem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Zmienia uśmiech na ironiczny i ponownie spogląda w oczy Gryfona.

- Ja nie potrzebuję pomocy, Harry. Jeżeli tylko chcesz, to zabierz Rona i zniknijcie, a ja poradzę sobie sama. Nawet, jeżeli samodzielnie miałabym wygrać całą wojnę. Nie poddam się - warczy, robiąc kilka kroków w jego kierunku. - Mam dość nazywania mnie słabą. Jestem silniejsza. Silniejsza od was wszystkich razem wziętych. Przynajmniej walczę za to, na czym mi zależy i nie opowiadam dookoła głupot na temat tego, jaka to nie jestem heroiczna. Zakon? Na co mi on, skoro już dawno zmienił swoje wartości? Możesz mówić, co ci się tylko podoba, ale te szuje nie chcą walczyć za Mugoli, nie chcą nawet myśleć o poświęceniu dla ludzi jak ja - dodaje, kręcąc głową, kiedy znajduje się od przyjaciela na wyciągnięcie ręki.

- Nie jesteś Mugolaczką, Hermiono - mówi chłopak, chcąc przytulić do siebie szatynkę. Liczy na to, że w ten sposób zrobi pierwszy krok do tego, żeby ja odzyskać. Jednak ona natychmiast cofa się w momencie, kiedy rozkłada ramiona. Czuje ukłucie w klatce.

- Masz rację, jestem Szlamą. Nie boję się już tego słowa. Mam brudną krew i nic nie zmieni tego, że moi rodzice byli niemagiczni - fuka, opuszając ręce wzdłuż ciała. - Swoją drogą nie boję się już niczego - dodaje szybko i jakby na potwierdzenie swoich słów dotyka klatki piersiowej chłopaka.

         Mija go, wchodząc z powrotem do namiotu. Wie, że nie ma już co liczyć na chwilę całkowitego spokoju i samotności. Musi położyć się spać, żeby odpocząć od tego wszystkiego. Odpocząć od obecności przyjaciół. Spędziła z nimi niecałą godzinę, a ma ich szczerze dość. Teraz żałuje, że wezwała ich do siebie. Sama lepiej zajęłaby się tym wszystkim.

         Macha ręką na Rona, chcąc go w ten sposób uciszyć, jeszcze za nim jakiekolwiek pytanie zdąży wypłynąć z jego pół otwartych ust. Nie chce już z nikim rozmawiać. Kładzie się na swoim prowizorycznym łóżku, zakrywa kocem po samą głowę i zamyka oczy. Chłopaki przez chwilę szepczą coś między sobą, ale nie jest w stanie zrozumieć niczego z ich bełkotu. W końcu postanawiają wyjść na spacer. Dopiero wtedy Hermiona ma tak naprawdę chwilę dla siebie.

         Przekręca się na plecy, zrzucając z siebie okrycie. Pustym wzrokiem wpatruje się w materiał namiotu. Przez cały czas zastanawia sie nad słowami Gryfona. Czy to możliwe, żaby bała sie zwykłego dotyku? Przecież nie miała z ym problemu, kiedy trzymała dłoń na jego piersi. A może to coś siedzi głębiej w jej podświadomości? Może po prostu odwykła od bliskości drugiego ciała. Wzdycha ciężko. Powinna przestać zaprzątać sobie głowę takimi bzdetami. Ma teraz znacznie więcej, dużo ważniejszych spraw.

         Zamyka ponownie oczy, układając złączone dłonie na swoim brzuchu. Jest zmęczona do granic możliwości. Musi odpocząć. Może kiedy się obudzi łydka będzie bolała mniej? W końcu usypia i przenosi się do swojego niewielkiego królestwa, gdzie wszystko jest proste...

~*~

Dobranoc,
Cave xox 

4 komentarze:

  1. Witam.
    Rozdział przeczytany powoli i sumiennie. Zrozumiałam wszystkie słowa. Jejku jak to dziwnie brzmi. Tak sztywnie.Nie pasuje mi to wole pisać luźno i chaotycznie. Hmm... co by tu tak bardziej napisać o rozdziale. Kurcze blane nie wiem. Po raz pierwszy nie wiem co napisać. Nie ładnie z mojej strony. Przepraszam. Prawie nic nie napisałam o rozdziale. Hmm.. to przynajmniej napisze rutynę. Rozdział mi się podobał, miło się go czytało choć był wstawiony kilka dni wcześniej. Pomińmy to. Dobra kończę bo nie wiem co napisać.
    Pozdrawiam Syntry
    http://i-ad-tenebras.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj! Od jakiegoś czasu moja mania na temat Huncwotów zmalała i postanowiłam poszukać czegoś nowego. Stanęło na Dramione, dlatego wchodząc na różne spisy opowiadań wyszukiwałam tych fajniejszych. Na początku, gdy zobaczyłam, jaki masz piękny szablon, postanowiłam zostać i przeczytać choć początkowe rozdziały, ponieważ nie każda historia Dramione mi się podoba. Twoja alternatywa do życia Hermiony, Harry'ego i Rona w "Insygniach Śmierci" spodobała mi się na tyle, że postanowiłam przeczytać wszystkie rozdziały i dołączyć do obserwatorów.
    Mam nadzieję, ze już niedługo pojawi się nowy rozdział ;-)
    Pozdrawiam, Cathleen.

    OdpowiedzUsuń
  3. HEJ,HEJ,HEJ! Dziś znalazłam twojego bloga i stwierdzam,że jest cudowny! Dodaj jak najszybciej następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń