piątek, 7 października 2016

(10) Rozdział Dziesiąty

Desperacją można nazwać się bratanie z wrogami i zwątpienie w przyjaciół. Jednak czy na wojnie przypadkiem wszystkie chwyty nie są dozwolone, a do zwycięstwa swoich ideałów nie powinno dążyć się za wszelką cenę?
         Remus, już od samego rana, spaceruje bez większego celu po swoim gabinecie w tę i z powrotem. Drewniane panele skrzypią, za każdym razem, kiedy stawia stopę w wybrakowanym miejscu. Dębowe biurko, umieszczone na środku pokoju jest zasypane całą masą papierów, książek – powyciąganych z półek regałów, ustawionych na prawo od wejścia od pomieszczenia – oraz listów od wielu sprzymierzeńców Zakonu Feniksa; w tym jedne konkretny, który dostał wczoraj wieczorem od pary informatorów, umieszczony przez niego samego w Hogwarcie. Uważa, że byli bardzo ostrożni z Syriuszem, starali się nawet nie opuszczać terenów Nory, ba! Praktycznie w ogóle nie opuszczali budynku, a jednak strona Voldemorta udała dojść do oszustwa, którzy oboje wymyślili. Ich ustawiona śmierć miała być jedną z asów, których zamierzali użyć do wygrania wojny. Niestety, będą musieli zmienić tę część planu jak najszybciej to możliwe; aby zapobiec wszystkim ewentualnościom.

         Zatrzymuje się w miejscu i wygląda pustym oknem za uchylone okno, w którym powiewa biała firanka. Molly uznała, że takowa musi znajdować się w każdym pomieszczeniu i nie było nawet mowy, aby udało się coś zdziałać. Krajobraz, który rozciąga się przed budynkiem nie wygląda zbyt zachęcająco na wieczorne spacery. Burzowe chmury na stałe zagościły na, jesiennym już, niebie, a las w oddali szeleści, poruszany przez silne podmuchy chłodnego, jak na ten okres w roku, wiatru. Jednak niezrażeni niedogodnościami pogody, niektórzy tymczasowi lokatorzy postanowili zaczerpnąć świeżego powietrza.

         Wzdycha ciężko, kręcąc z rezygnacją głową. O fakcie, który niedawno wyszedł na jaw, wiedzieli jedynie członkowie Zakonu oraz nieliczni informatorzy – mocno zaufani, umiejący dochować każdej tajemnicy i nieustannie z nim współpracujący. Zastanawia się, jak mogło do tego dojść. Jednym z rozwiązań, którego nie chciał do siebie dopuszczać, jest zdrada. Gdyby jednak, o nie daj Godryku, okazała się ona prawdą, musieliby zmierzyć się ze świadomością, że prawdopodobnie nie są w stanie wygrać wojny. Przynajmniej nie statystycznie. Szeregi Śmierciożerców zasila zdecydowanie większa ilość Czarownic i Czarodziejów, władających Czarną Magią w sposób mocno zagrażający sprawie ich zwycięstwa.

         Istnieje jeszcze dość duże prawdopodobieństwo, że ktoś z wiedzących dostał się do niewoli i po wielu bolesnych torturach wyznał kilka sekretów – mniej lub bardziej ważnych. Kolejne, ciche westchnienie ucieka z ust byłego Huncwota. Mimo wszystko, wolałby, aby to pierwsza okoliczność okazała się prawdziwa. Może i mieliby w swoich szeregach szpiega, jednak w końcu na pewno uda im się do niego dotrzeć, a śmierć jedynie jeszcze bardziej ich przerzedza.

- Remusie, musisz zejść na dół. Zebranie właśnie się rozpoczyna – Lupin odwraca się przodem do wejścia i spuszcza wzdłuż ciała ręce, które dotychczas trzymał skrzyżowane na plecach. Uśmiecha się blado do swojego najlepszego przyjaciela od czasów dzieciństwa i wychodzi z gabinetu, bez słowa udając się wprost do salonu państwa Weasley’ów z cichą nadzieją, że uda im się jak najszybciej rozwiązać problem i ulepszyć plan działania.

~♦~

         Tępy ból rozchodzi się po całym jej ciele, kiedy stara się unieść rękę. Dopiero po chwili, kiedy przyzwyczaja już mięśnie do dyskomfortu, Hermionie udaje się unieść dłoń i przyłożyć ją do rozpalonego czoła. Otwiera powoli zmęczone oczy i rozgląda się po pomieszczeniu. Jest zdziwiona, kiedy dociera do niej, że w dalszym ciągu znajduje się w swojej celi, w podziemiach Hogwartu. Przełyka głośno ślinę i ostrożnie, podpierając się dłonią o ścianę, unosi się do pozycji siedzącej. Cichy jęk ucieka z jej gardła, kiedy opuszcza stopy na kamienną posadzkę. Sięga do kieszeni, upewniając się, że pomniejszona torebka dalej się w niej znajduje. Jest zbyt drobna, aby którykolwiek ze Śmierciożerców mógł ją zauważyć, a rzeczy które się w niej znajdują na pewno mogą pomóc jej w ucieczce z tego okropnego miejsca. Musiałaby tylko dostać w swoje spragnione magii dłonie. Tak niewiele, a jednak zbyt dużo dzieli ją od wolności.

         Spuszcza głowę, dostrzegając męską postać po drugiej stronie krat. Nie chce na nich wszystkich patrzeć. Ma serdecznie dość widoku podobnych do niego, nieustannie ubranych w czarne szaty. Czarna armia, Czarnego Pana. Gorzka myśl, przemyka przez umysł dziewczyny, jednak szybko odrzuca ją od siebie. Powinna skupić się na czymś znacznie bardziej pożytecznym, jak na przykład rozpracowanie chociaż części planów Lorda Voldemorta. Niewyobrażalnie mocno denerwuje ją to, że znajduje się tak blisko osoby, która zna je wszystkie, a nie może się w żaden sposób do niej dostać. Ma jednak cichą nadzieję, że kiedy spotka na swojej drodze Severusa Snape’a, będzie błagała ja o litość, wyznając wszystkie tajemnice, które zostały mu powierzone.

- Miło, że się w końcu obudziłaś, Granger. Założę się, że przez całe życie nie miała tyle czasu na odpoczynek – do jej uszu dociera rozbawiony, znajomy głos. Marszczy brwi, starając się dobrać twarz, pasującą do niego.

- Zabini – mówi cicho, kiedy tylko jej się to udaje. Spodziewała się go, prawdę mówiąc. Przymyka na chwile oczy, zastanawiając się, czy Malfoy wciąż żyje. W końcu nie wiedziała nic o tym, co zrobiła z nim Bellatrix, kiedy dowiedziała się, że po raz kolejny nie udało mu się zabić Hermiony. – Jak długo byłam nieprzytomna? – pyta po chwili i napinając jednocześnie mięśnie całego ciała, unosi głowę, chcąc na niego popatrzeć. Syczy cicho, kiedy pulsujący ból, odczuwalny głównie w skroniach, zaczyna paraliżować jej umysł.

         Przez chwilę panuje cisza, podczas której – jak wydaje się zmęczonej, pomimo dużej dawki snu, dziewczynie – Blaise zastanawia się i liczy czas, tak naprawdę od momentu, w którym zostawił ją na pastwę jakiegoś innego strażnika.

- Coś koło dwóch, dwóch i pół tygodnia – mówi w końcu, podchodząc do metalowych prętów, które uniemożliwiają im podejście do siebie. Opiera o nie jedną rękę, zginając ją w łokciu, a do niej natomiast przykłada czoło i zaczyna uważnym wzrokiem mierzyć posturę szatynki. – Wyglądasz fatalnie, Granger. Chyba jeszcze gorzej, niż kiedy cię tutaj przyprowadzili, a to już naprawdę było coś – mruczy cicho pod nosem, przenosząc spojrzenie ciemnych oczu z powrotem na bladą jak ściana, twarz nastolatki. Ta jedynie wzrusza ramionami i rzucając pod nosem przekleństwami, przyciąga do siebie nogi, obejmując je powoli ramionami. Głowę przechyla do tyłu, opierając jej tył o twardą, chłodną ścianę, znajdującą się zaraz za jej plecami. Liczy na to, że chłód choć trochę zmniejszy ból, z którym prawdopodobnie będzie zmagać się przez dłuższy czas.

         Przez chwilę stara się skupić na tym, żeby poukładać swoje rozbiegane myśli. Wie, że ktoś próbował włamać się do jej umysłu, aby wydobyć z niego wszystkie tajemnice Zakonu Feniksa, jednak była na tyle świadoma, aby podtrzymać cienką barierę, która chroniła ją od hańby. Może i nie zdradziłaby samodzielnie, ale na pewno tak by to odebrała – jako jej wkład w zwycięstwo strony Toma.

         Musi zebrać wszystko w jedną całość. Zanim trafiła do niewoli doszła razem Harry’m do tego, że jeden z Horkruksów może znajdować się w zamku i na pewno dotyczy opiekunki Krukonów. Zaciska mocno szczękę wiedząc, że mogłaby zapytać o to jednego z nich, gdyby chociaż na chwilę udało jej się wydostać z tego cholernego miejsca. Przeciera oczy palcem wskazującym, kiedy zaczynają ją nieprzyjemnie piec. Teoretycznie może poprosić o pomoc Malfoy’a albo Blaise’a. Sądząc po ich ostatnim spotkaniu w lesie, ten drugi również stał się szpiegiem Zakonu. Jednak, czy aby na pewno może im zaufać? Czy Lupin nie popełnił błędu, pozwalając im wstąpić w ich szeregi? A czy ona nadal w nich jest?

         Mruczy cicho pod nosem i starając się powstrzymać od jęku, wstaje z pryczy po czym podchodzi do krat, opierając się o nie dłońmi. Czarnoskóry otwiera powoli oczy, kiedy słyszy szuranie podeszwami o kamienną podłogę i unosi wysoko jedną brew, widząc przed sobą dziewczynę wyglądającą, jakby zaraz miała przewrócić się i umrzeć.

- Powinnaś siedzieć – mamrocze cicho pod nosem, jednak urywa w połowie zdania, kiedy szatynka unosi dłoń, uciszając go w ten sposób zanim zdąży dopowiedzieć cokolwiek więcej. Wsadza włosy za uszy i prostuje się powoli, a po wypuszczeniu drążącego oddechu przez rozchylone usta, spogląda mu prosto w oczy.

- Zabini, musisz mi teraz przysięgnąć, że wszystko co powiem, zostanie między nami. Nawet, jeżeli nie zgodzisz się na taki układ – mówi poważnie, skupiając na nim całą swoją uwagę. Nie może pozwolić na to, żeby ją okłamał.

- Nie pozwolę ci stąd wyjść, nawet na chwilę – pokręcił głową, stając prosto w lekkim rozkroku. Wsunął dłonie do kieszeni. – To by było zbyt ryzykowne dla mnie i dla Draco. Wystarczy mu już to, co się z nim stało kiedy cię tu przyprowadzili. Pandy cudem udało się nie doprowadzić do tragedii – dodaje szybko, chcąc jeszcze bardziej zniechęcić ją do tego pomysłu, w razie gdyby na niego wpadła. Hermiona przewraca lekceważąco oczami, słysząc jego słowa. Może i odrobinę nagiął rzeczywistość, ale przecież zrobił to dla dobra ogółu. Krzyżuje ręce na piersiach i kręci przecząco głową.

- Chciałam cię prosić, żebyś poszedł do Luny. Ona zna wszystkie historie, związane z domem Raveny Ravenclaw. Jeden z Horkruksów też – zniża swój głos do szeptu, nie mogąc rozejrzeć się dookoła, żeby sprawdzić czy nikt się do nich nie skrada. Robi to jednak Blaise, który po chwili podchodzi bliżej krat. Miona uśmiecha się do siebie, widząc jaki jest zainteresowany. Może nawet uda im się coś zdziałać, pracując wspólnie. – Jeżeli ktokolwiek miałby naprowadzić nas na chociażby jego trop, to zapewniam cię, że będzie to właśnie ona – również zbliża się do prętów, aby móc mówić najciszej jak to tylko możliwe. – Musisz po prostu powiedzieć jej, że to ja proszę o pomoc i dać chwilę czasu na znalezienie chociażby wskazówki. I nie pokazuj za bardzo, że z nią rozmawiasz. Zgarnij ją w czasie lekcji czy coś…

- Dalsze myślenie pozostaw mnie, Granger. Zapewniam cię, że dam sobie radę – kiwa w zamyśleniu głową, przesuwając czubkiem języka po górnej wardze. Musi przyznać sama przed sobą, że jest dość pociągające, jednak nie na tyle, aby zainteresowała się nim na dłużej.

- Jeżeli się pocałujecie, to przysięgam, że zwymiotuję – Zabini odskakuje od metalu, kiedy do jego uszu dociera głos przyjaciela. Podnosi na niego wzrok. Blondyn stoi kilka metrów obok i uśmiecha się, patrząc na niego z czystym rozbawieniem. – Torsje mogłyby spowodować jeszcze gorsze obrażenia moich biednych żeber, więc lepiej nie dajcie i nigdy więcej zobaczyć was w takiej sytuacji – kręci głową i podchodzi do celi Hermiony, stając obok czarnowłosego. Dziewczyna przygląda im się od niechcenia. Różni ich tylko kolor skóry i wzrost.

- Zapewniam cię, że Greengras uwieszona na twoim ramieniu wcale nie wygląda lepiej – chłopak śmieje się, szturchając jasnowłosego żartobliwie ramię, przez co ten krzywi się lekko, robiąc krok w tył. – Możesz do niej wracać swoją drogą, my tu z Granger właśnie opracowujemy plan, a ty zdrajco możesz nas wydać – w ostatnim momencie robi krok do tyłu, unikając tym samym mocnego ciosu, który spróbował zafundować mu Malfoy.

- My? – pyta cicho Miona, a przez zaintrygowanie ich zachowaniem nie jest w stanie wypowiedzieć ani słowa więcej. Nie spodziewała się, że uczniowie domu Salazara Slytherina mogą nawiązywać jakiekolwiek bliższe relacje, skupiające się na przyjaźni, a dwójka stojąca naprzeciwko niej, zachowuje się wręcz jak bracia. Potrząsa głową, przywracając się do porządku, kiedy dwójka Ślizgonów zaczyna się śmiać, widząc jej skonsternowany wyraz twarzy. – Nie ważne – mówi, chcąc zwrócić ich uwagę z powrotem na siebie. Zaciska lekko dłonie w pięści. Nienawidzi, kiedy ktoś z niej drwi. – Zrobisz to Zabini? – skupia spojrzenie na nim, a on w odpowiedzi kiwa twierdząco głową.

- Mam nadzieję, że się nie mylisz Granger, bo mam serdecznie dość tej wojny, przydałoby się ją już jakoś zakończyć – wzdycha ciężko, sprawiając że Dracon spuszcza głowę, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Dziewczyna postanawia pominąć fakt, że chłopak praktycznie cały czas powtarza jej nazwisko.

~♦~

         Harry uderza ze zniecierpliwieniem palcami o swój zgięty łokieć. Spogląda na zegarek, wiszący na ścianie naprzeciwko wejścia do salonu, po chwili przenosząc spojrzenie na przyjaciela, który mozolnie związuje sznurówki w swoich wysokich butach. Około pół godziny temu przyszedł kolejny list, informujący o tym, w jakim stanie znajduje się Hermiona i wynikało z niego jasno, że Zakon Feniksa powinien jak najszybciej wyrwać ją z niewoli od Voldemorta, bo może się to dla niej tragicznie skończyć.

         Cichym mruknięciem po raz kolejny w przeciągu ostatnich piętnastu minut pospiesza Rona, chcąc w końcu wyjść z Nory. Postanowili wspólnie wybrać się do Hogwartu, aby samodzielnie odbić przyjaciółkę, nie informując o tym żadnego z członków, nawet Lupina, który na pewno by ich ponownie uwięził, tłumacząc że to wszystko dla dobra ich zwycięstwa.

         Kiedy w końcu rudowłosy jest gotowy do wyjścia, wpycha do kieszeni plecach z najpotrzebniejszymi rzeczami – korzystając z pomysłowości Hermiony, z jaką spotkał się podczas ich krótkiego pobytu w lesie, zmniejszył go, aby stał się bardziej poręczny – i wychodzą po cichu z Nory, nie chcąc zwrócić na siebie niczyjej uwagi. Gdy tylko drzwi zamykają się za nimi ze skrzypnięciem, rzucając się biegiem w wysoką trawę i nie zatrzymując się nawet na krótki oddech, podążają w kierunku miejsca do teleportacji.

         Ich oddechy są przyspieszone, kiedy w końcu zatrzymują się na miejscu. Potter spogląda na przyjaciela, stając prosto i oblizuje spierzchnięte usta. Gryfon natychmiast prostuje się i kiwa lekko głową, chcąc dać mu w ten sposób do zrozumienia, że może powiedzieć, a on go słucha.

- Pamiętasz nasz plan działa, Ron – mówi, podchodząc do niego bliżej i układa mu dłoń na ramieniu w pokrzepiającym geście. Nic więcej nie może zrobić, aby dodać choć odrobinę otuchy sobie i jemu. – Nie możemy oddać się od razu w ręce Śmierciożerców, ponieważ będzie to zbyt podejrzane. Dlatego aportujemy się w okolice Hogwartu i tam w jakiś głupi sposób zwracamy na siebie uwagę. Zabierają nas do lochów, powiększamy nasze rzeczy zamaskowaną różdżką, którą masz ty i wydostajemy się razem z Mioną – mówi, chcąc jeszcze raz przypomnieć wszystko dokładnie, aby w przypływie dużej ilości sprzecznych emocji niczego nie zapomnieli. Weasley przewraca oczami.


- I wszystko to przy odrobinie szczęścia – mamrocze pod nosem, odtrącając od siebie dłoń przyjaciela tak, aby móc złapać go za nadgarstek i przenieść się do wyznaczonego wcześniej miejsca na mapie Huncwotów. 

~♦~

Dzięki ci, o miłosierny Bon Jovi, za udostępnienie tych trzech piosenek, aby umilić mi bolesne czekanie na nową płytę. Jedyne o co błagam, to więcej. Amen.
Wydaje mi się, że to mniej więcej połowa tej części opowiadania.
Pozdrawiam i do jutra (?),
C./V.

2 komentarze:

  1. Cudo.
    Fantastyczne opowiadanie, naprawdę!
    Jest w nim wszystko, co lubię.
    Czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że trafiłam w twój gust :D
      Pozdrawiam serdecznie ;)

      Usuń