sobota, 8 października 2016

(11) Rozdział Jedenasty

Ciężko było przyzwyczaić się do bezczynności, kiedy przez cały rok ratowało się świat od zagłady. Prawie niemożliwym jest również zaufanie komukolwiek poza sobą. Dlatego musiałam jak najszybciej coś zrobić, chociaż coraz mniej ludzi zaczynało wierzyć we mnie i w moją niezawodność.
         Zabini przewraca oczami, słysząc kilka pisków i przekleństw, kiedy wchodzi do Pokoju Wspólnego Krukonów. Wie, że uczniowie panicznie boją się go nie tylko ze względu na fakt, że jest Śmierciożercą, ale i dlatego, że przyjaźni się z Malfoy’em, którego rodzina stoi najbliżej Czarnego Pana. Krzyżuje ręce na piersiach, chcąc w ten sposób sprawić wrażenie jeszcze bardziej groźnego. Mimo wszystko zła reputacja pomaga mu w pełnieniu służby. Wszyscy liczą się z jego zdaniem i mało kto ma odwagę podnieść na niego różdżkę wiedząc, że jeżeli Draco pójdzie do Voldemorta ten na pewno wysłucha go i spełni każdą prośbę, dotyczącą torturowania i zabijania.

- Gdzie jest Luna Lovegood? – pyta w końcu. Jego głos jest niski i szorstki. Słyszy cichy szloch w jednym z kątów pomieszczenia. Powstrzymuje się od rzucenia jakimś nieprzyjemnym komentarzem w kierunku młodej, wyglądającą na drugi rok dziewczyny. Kiedy nikt się nie odzywa wzdycha ciężko i sięga po swoją różdżkę. Uśmiecha się krzywo pod nosem jak kilku najstarszych chłopaków robi dokładnie to samo. – Na waszym miejscy wstrzymałbym się z udawaniem Gryfonów -  kpi, wypowiadając ostatnie słowo jakby było flegmą, która zalega w jego gardle. – Nie będę się wiecznie powtarzać. Mam zabrać ze sobą Lovegood i zrobię to, za jej zgodą lub bez niej, nie robi mi to większej różnicy – marszczy brwi, kiedy dziecko w kącie zaczyna coraz głośniej szlochać, wyprowadzając go tym z równowagi.

         W powietrzu zawisa nieprzyjemna cisza. Uczniowie domu Roveny Ravenclaw przyglądają się uważnie Śmierciożercy, zastanawiając się co powinni zrobić. Doskonale zdają sobie sprawę, że Zabini ma pełne prawo, nadane mu przez Czarnego Pana, do zabicia ich jeżeli będą stawiać opór. Ciemnowłosy zdycha zdenerwowany i jednym machnięciem różdżki umieszcza wszystkich unieruchomionych pod ścianami. Wchodzi głębiej, odnajdując wzrokiem blondynkę, która siedzi skulona za jednym z regałów i stara się nie oddychać, żeby tylko nikt jej nie zauważył.

         Piszczy głośno i otwiera szeroko oczy, kiedy zauważa Zabiniego. Ten, bez zbędnych ceregieli łapie ją za włosy i mocno za włosy mimo protestów wyciąga z Pokoju Wspólnego. Jednym zaklęciem blokuje za sobą wejście słysząc, jak kilku chłopaków rzuca się na pomoc swojej przyjaciółce.

- Zamknij się w końcu, dziewczyno i przestań się szarpać, bo do kurwej nędzy nie pomagasz – syczy cicho pod nosem tak, aby tylko ona go usłyszała. Rozgląda się dookoła i wymusza złośliwy uśmiech widząc, jak inni Śmierciożercy przyglądają mu się uważnie. Luna jęczy cicho, kiedy dżinsowe spodnie przecierają do krwi skórę na jej kolanach, a na wardze pojawia się krew, kiedy przegryza ją, starając się powstrzymać szloch.

         Zabini wrzuca dziewczynę do opuszczonej sali i zamyka za nimi drzwi za pomocą silnego zaklęcia. Wypuszcza drżący oddech, chcąc zapanować nad niepotrzebnymi nerwami, które nagromadziły się w nim podczas sprzeczki z Krukonami. Spuszcza wzrok na blondynkę, kulącą się za katedrą. Przewraca oczami, podchodząc do niej i kuca przed nią, dotykając ostrożnie jej policzka. Podnosi głowę Lovegood i przygląda się uważnie ranie na dolnej wardze.

- Przynajmniej nie będę musiał rzucać na ciebie zaklęć – mamrocze cicho pod nosem, odsuwając dłoń, chcąc żeby choć trochę się uspokoiła. Nie podobało mu się to, że trzęsie się cała jak osika. – Posłuchaj mnie uważnie. Nie zabrałem cię, żeby zrobić ci jakąkolwiek krzywdę, potrzebujemy twojej pomocy – jasnowłosa otwiera usta, żeby coś powiedzieć, jednak głos więźnie jej w gardle.

         Przez chwilę między nimi panuje kompletna cisza. Zabini wstaje z ziemi i rozciąga wszystkie mięśnie. Wie, że musi dać dziewczynie chwilę czasu. W końcu przed chwilą na siłę zaciągnął ją do opustoszałej klasy.

- Nie chcę pomagać Śmierciożercom – mówi cicho, bojąc się że te słowa spowodują zielony snop światła, który będzie miał zakończyć jej krótkie życie. Zaczęła nerwowo rozglądać się dookoła siebie, mamrocząc coś pod nosem raz na jakiś czas. Blaise unosi wysoko brew, ale nie komentuje zachowania dziewczyny. W końcu od zawsze była inna niż wszyscy.

- Nie Śmierciożercom, pieprzyć Śmierciożerców – prycha pod nosem, przewracając oczami. Opiera się o ławkę, stojącą za nim i krzyżuje ręce. – Zakon Feniksa potrzebuje twojej pomocy. Jestem po waszej stronie, ale nie możesz nic nikomu powiedzieć, rozumiesz? Hermiona ci ufa i tylko dlatego zgodziłem się do ciebie przyjść – mamrocze pod nosem, wyglądając za okno. Blondynka podnosi się szybko z podłogi i kulejąc lekko na jedną nogę podchodzi do niego, łapiąc go za poły czarnej szaty, którą zawsze ma na sobie.

- Hermiona? Co z nią jest? Wszyscy myślą, że nie żyje, powiedz mi, proszę – zaczyna wyrzucać z siebie pojedyncze pytania, szarpiąc lekko jego ubranie. Zabini nie może powstrzymać śmiechu. Kręci z rozbawieniem głową, przez co Krukonka natychmiast odsuwa się od niego na krok. – Jak mogę pomóc Hermionie?

- Spokojnie, żyje. Ale nie powiem ci jak długo, bo siedzi w lochach i czeka aż Bellatrix się nią zainteresuje – mówi cicho, stając prosto. Wsuwa dłonie do kieszeni czarnych spodni i podchodzi do biurka, stając za nim. Zaczyna przekładać kartki, które na nim leżą, szybko odsuwając się od nich kiedy dociera do niego, że dotyczą Transmutacji. – Hermiona trafiła na trop jednego z ostatnich Horkruksów. Wie, że ma on jakiś związek z opiekunką twojego domu, ale problem polega na tym, że nie ma pojęcia co to może być. Prawdopodobnie przeszukała już wszystkie książki i powiedziała mi, że mam przyjść do ciebie i dać ci kilka dni czasu na znalezienie tego czegoś – tłumaczy, podnosząc na nią wzrok.

         Luna po raz kolejny zamyśla się, siadając po turecku na podłodze. Blaise przewraca oczami widząc, jak mocno marszczy brwi i skupia wzrok na swoich dłoniach, którymi zaczyna rysować niewidzialne wzorki na kamiennej podłodze. Ciemnoskóry szczerze zaczyna wątpić w to, czy tym razem Granger miała rację. Owszem, uważał że jest mądra i można jej zaufać, ale przecież nikt nie jest nieomylny, nawet ona – najsłynniejsza czarownica od czasów Roveny Ravenclav.

- Muszę iść do Heleny – odzywa się w końcu, podnosząc na niego roziskrzone spojrzenie. Kręci energicznie głową, otwierając szeroko oczy, ale zanim ma szansę się odezwać, ona znów zabiera głos. – Ty nie rozumiesz. Ja muszę iść do Heleny Ravenclaw. Jeżeli ktoś ma wiedzieć, co było najważniejsze dla Roveny, to tylko jej córka.

~♦~

         Harry siedzi przy ognisku, przystawiając do niego dłonie. Noc w Zakazanym Lesie jest niewyobrażalnie zimna i niebezpieczna. Boi się nawet on – ten, którego cały magiczny świat uważa za Wybrańca, mającego ocalić ich od totalnej zagłady. Zapominają jedynie o tym, że on też nie jest nikim więcej jak zwykłym Czarodziejem. Nie ma nadnaturalnie mądrego umysłu, a połowa zaklęć jest dla niego nie lada wyzwaniem. Prawdę mówiąc, tym cechuje się Hermiona. Od zawsze wiedziała co i kiedy powinni zrobić. Jakiego uroku użyć, żeby wyjść z opresji w jednym kawałku i jeszcze dostać się niezauważeni do Dormitoriów, zanim ktoś przyłapie ich na szkolnym korytarzu po zapadnięciu ciszy nocnej.

         Potter uśmiecha się do kilku wspomnień, które przewijają mu się przed oczami. Zdecydowanie, gdyby nie ona, on i Ron już na pierwszym roku zostaliby wyrzuceni z Hogwartu. Chociaż to nie do końca tak, że Weasley nie wnosi nic do ich przyjaźni, wręcz przeciwnie! Zawsze jest przy nich, kiedy tego potrzeba. Potrafi czasami podsunąć jakiś pożyteczny pomysł i na pewno nie pozwoliłby, żeby któremukolwiek z nich stała się jakakolwiek krzywda. To prawda, może i przez kilka ostatnich miesięcy przechodzi kryzys. Ma chwile zawahania i czasami narzeka bardziej niż zazwyczaj, jednak wciąż pozostaje tym samym rudym, piegowatym chłopakiem na zabój zakochanym w niczego nieświadomej Hermione.

Harry wzdycha cicho. Za dziewczyna zmieniła się wręcz diametralnie. Nie jest już tak roześmiana i otwarta na ludzi, jaką ją zapamiętał. Izoluje się od wszystkich i stara się załatwiać sprawy na własną rękę. Wątpi w idee Zakonu Feniksa i uważa, że nie zależy mu na sprawie Mugoli. Co oczywiście jest całkowitą nieprawdą. Dopiero teraz widzi, jak wielki błąd popełnili, podejmując decyzję o fikcyjnej rozłące. Bo tak naprawdę on i Ron cały ten czas spędzili w Norze. Pod przymusem, jednak czarnowłosy czuje, że w pewien sposób zdradzili swoją najlepszą przyjaciółkę i nie ma dla nich żadnych słów wytłumaczenia.

Potter musi przyznać sam przed sobą, że wiele zmieniło się, odkąd zaczęła się wojna. Ludzie, otoczenie, postrzeganie przez nich świata. Jednak jedna, jedyna rzecz już na zawsze pozostanie taka sama, czego jest pewny. On, słynny na cały magiczny świat Harry Potter, Wybraniec, który jako jedyny przeżył atak Voldemorta, czerpie siłę z obecności swoich najlepszych przyjaciół.

~♦~

         Znudzona ciągłą bezczynnością Hermiona leżała rozwalona na swojej pryczy i cicho nucąc pod nosem hymn Hogwartu, wpatrywała się pustym wzrokiem w toń jeziora, rozciągającą się za niewielkim, okrągłym oknem. W ręce trzyma niewielki kamień, który ukruszył się z podłogi i obraca go między palcami raz na jakiś czas zaciskając je mocniej, aby trzeźwiąco wbił się w jej opuszki.

- Na Salazara, Granger. Uszanuj to, że nigdy wcześniej cię o nic nie prosiłem, a teraz błagam, skończ śpiewać – cichy jęk Draco przywraca ją do rzeczywistości. Unosi lekceważąco brew i przekręca głowę w jego stronę. Wzrusza beztrosko ramionami, wracając do poprzedniej czynności. Zupełnie ignoruje w ten sposób groźby Malfoy’a, a jego słowa nawet do niej nie docierają.

         Odkąd poprosiła Zabiniego, żeby poszedł do Luny i powiedział jej to co wie na temat Horkruksa, minęło coś około dwóch tygodni. Taką informację udało się wywnioskować dziewczynie po jednej rozmowie Ślizgonów, pilnujących na zmianę tego, czy aby na pewno nie szykuje się do ucieczki. Jest zła, że Krukonka nie podejmuje żadnych, najmniejszych działań. A może podjęła, tylko na nic jeszcze nie trafiła?

- Kurwa, dość tego, Silencio! – w celi Hermiona zapanowuje kompletna cisza. Dziewczyna podrywa się z miejsca i rzuca na metalowe pręty, starając się dosięgnąć Malfoy’a, żeby zabrać mu różdżkę. Ten jednak w ostatnim momencie odskakuje do tyłu i uśmiechając się złośliwie, przygląda bezskutecznym działaniom Gryfonki. Doprawdy, dawno nie miał okazji do aż tak przyjemnej rozrywki.

         Ich małą sprzeczkę przerywa Zabini, który o mało nie zabijając się na prostej drodze, podbiega do nich nieustannie walcząc z długą peleryną, która wyraźnie nie jest do końca zapięta. Zasapany staje obok przyjaciela, przygląda się z uniesioną brwią zdziwionej dziewczynie i kręci głową, uśmiechając się szeroko.


- Luna znalazła.

2 komentarze:

  1. Twojego bloga znalazłam jakoś z rana i muszę przyznać, że ogromnie mi się spodobał.
    Hermiona wyruszająca sama na poszukiwania horkruksów? Jej nagła zmiana charakteru i ostrożność w stosunku do każdego, nawet do przyjaciół? To jest, cóż, niespotykane. Ale podoba mi się. Taka odmiana od zawsze ułożonej, koleżeńskiej Granger.
    Co do Draco — SERIO? Nie pomyślałabym, że może nagle zmienić zdanie i z dnia na dzień zacząć współpracować z Zakonem. Zawsze był wierny rodzinie i jej zasadom, to również więc mnie zdziwiło.
    Jeżeli chodzi o rozdział jedenasty, to jest ciekawy. Bardzo dotknęła mnie część z Zabinim i Luną.. Nie musiał być taki ostry, jednak tak czy inaczej, rozumiem jego zachowanie. Musi sprawiać pozory złego i bezwzględnego Śmierciożercy.
    To chyba tyle, jak na razie. Jeszcze na pewno o mnie usłyszysz, będę komentować:)
    Życzę weny i powodzenia,
    Breo, x.

    Zapraszam do siebie:
    1) Miniaturki: http://breo-miniaturki.blogspot.com/
    2) Opowiadanie: http://granger-and-malfoy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, obiecuję przeczytać twoje opowiadanie w wolnej chwili ;)

      Usuń