niedziela, 9 października 2016

(12) Rozdział Dwunasty

Kiedy sprawy zaczęły się komplikować, chciałam zniknąć z powierzchni ziemi. Chociaż na chwilę, żeby przez kilka dni nie przejmować się niczym, a po tym czasie wrócić ze zdwojoną siłą i w końcu zapanować nad wszystkim, co działo się w moim umyśle, duszy i na całym świecie.
         Hermiona uśmiecha się zadowolona, słysząc słowa Zabiniego. Natychmiast otwiera usta, żeby zapytać go o więcej szczegółów, jednak żaden dźwięk nie wydobywa się z jej gardła. Odwraca głowę w kierunku Dracona i piorunuje go spojrzeniem. Ten tylko uśmiecha się z zadowoleniem i bezradnie rozkłada ramiona, chcąc pokazać jej w ten sposób, że nie jest w stanie nic zrobić. Blaise przewraca oczami, po czym za jednym machnięciem różdżki zdejmuje z dziewczyny złośliwy urok przyjaciela.

- Luna znalazła Horkruksa – powtarza, mając nadzieję, że tym razem dziewczynie uda się dojść do słowa. Jednak zanim zdąży zapytać, ten postanawia powiedzieć, czego dowiedziała się zaledwie dzień wcześniej Krukonka. – Była u Szarej Damy, która powiedziała że to musi być tiara Roveny. Nie do końca zrozumiałem, co Lovegood ode mnie chciała, ale wspominała coś o tym, że Helena samodzielnie oddała ją Tomowi, kiedy był uczniem Hogwartu – ucina, opadając na krzesło, które razem z Malfoy’em przynieśli tutaj, aby umilić sobie choć trochę pilnowanie Granger. Bellatrix osobiście wyznaczyła Draco to zadanie podczas jednego z śniadań, jednak czarnowłosy, nie mogąc znieść myśli, że przyjaciel będzie musiał męczyć się codziennie na niewygodnej, kamiennej podłodze postanowił mu pomóc i zmienia go co drugi dzień.

- Brawo Luna – Hermiona mamrocze do siebie pod nosem. Odchrząkuje, chcąc pozbyć się nieprzyjemnej chrypki, która nieprzyjemnie drażni ją w gardło, po czym unosi z powrotem głowę. – Czy Helena powiedziała jej, gdzie została schowana tiara? Nie możemy zwlekać, trzeba jak najszybciej po nią pójść – Zabini kiwa twierdząco głową, pochylając się lekko do przodu. Opiera łokcie o kolana i zerka kątem oka na blondyna, który uważnie mu się przygląda.

- Wiem, ale nie ma szans, żebym ci powiedział – stwierdza, przesuwając powoli językiem po górnej wardze. Odzywa się ponownie, nie chcąc dopuścić do kłótni z Gryfonką. – Wiem, że wtedy zaczęłabyś kombinować i starała się wydostać stąd, a jak na razie jest to niemożliwe. Nie mam zamiaru po raz kolejny z Pansy ratować Draco, kiedy ten będzie się wykrwawiał na śmierć w naszym Dormitorium – kręci głową, po czym podnosi się z krzesła i zaczesuje włosy palcami do tyłu. Naciąga kaptur na głowę. – A teraz muszę was opuścić. Ja, Nott i Goyle idziemy patrolować okolice przed murami zamku. Ten drugi za wszelką cenę chce doszukać się jakiejś sensacji i sam zaproponował, że tam pójdziemy. Ciesz się, Dracze, że nie musisz znosić tych debili i siedzisz sobie spokojnie z nią – wskazuje brodą na dziewczynę, która unosi tylko brew. Chłopak odwraca się na pięcie, po czym odchodzi.

~♦~

         Draco obserwuje przez chwilę plecy przyjaciela, po czym wraca spojrzeniem do zamyślonej nastolatki. Dziewczyna opiera się czołem o jeden z metalowych prętów i sprawia wrażenie, jakby unosiła się kilka metrów nad ziemią, błądząc po zakamarkach własnego umysłu. Pstryka jej przed oczami, chcąc przywrócić do rzeczywistości, po czym opada na siedzenie, które jeszcze przed chwilą zajomował Blaise.

- Nie słuchaj go, gada pierwsze co mu ślina na język przyniesie – mruczy cicho pod nosem, zamykając oczy. Zakłada nogę na nogę i odchyla się do tyłu, opierając głowę o skrzyżowane ręce, które za nią zakłada. – Nic mi nie było, to tylko kilka draśnięć – wzrusza lekko ramionami.

- Przepraszam Malfoy – mówi cicho. Odwraca się na pięcie i siada na pryczy. Po chwili decyduje się jednak, żeby ułożyć głowę na niewygodnej powierzchni. Jest zmęczona i potrzebuje chociaż chwili snu. Draco unosi kącik ust, nie poruszając się nawet o milimetr. Domyślił się wcześniej, że będzie chciała go przeprosić, chociażby sprawiło jej to nie wiadomo jakie cierpienie. W końcu została przydzielona do Gryffindoru lata temu, a pewnych cech charakteru nie da się zmienić. Człowiek w głębi ducha zawsze pozostanie taki sam.

~♦~

         Harry już od jakiegoś czasu spaceruje po obrzeżach Zakazanego Lasu. Nieprzyjemny, siarczyście zimny wiatr co chwilę rozwiewa jego przydługie, czarne włosy i powoduje rumieniec na bladych policzkach. Dłonie ma wsadzone głęboko do kieszeni jesiennej kurtki, która rozpięta z przodu do połowy ukazuje kawałek czerwonego swetra, który dostał od pani Weasley. Kobieta samodzielnie wykonała każdy detal, włącznie z żółtym H na samym środku i chociaż ciuch jest zupełnie nie w jego stylu czuje do niego dziwny sentyment, przez który nie miałby sumienia się go pozbyć.

         Wzdycha cicho, zatrzymując się na chwilę w miejscu. Byłoby mu raźniej, gdyby Ron zrezygnował z siedzenia pod ciepłą kołdrą i przyszedł do niego, potowarzyszyć mu chociaż przez chwilę w patrolu. Nie ma jednak za złe przyjacielowi tego, że wybrał wygodę. Przecież sam na pewno postąpiłby tak samo, gdyby był na jego miejscu, prawda? Oblizał czubkiem języka spierzchnięte wargi i poprawiając opuszkiem palca okulary, które zsunęły mu się na czubek nosa przez ciągłe spuszczanie głowy w dół, rozgląda się uważnie dookoła.

         Zamyślenie, w jakim przebywał dotychczas spowodowało, że nie zarejestrował jak bardzo zdołał oddalić się od miejsca ich postoju. Wzdycha zrezygnowany, zaciskając na chwilę powieki, kiedy dostrzega mury obronne zamku. Tak bardzo chciałby się w nim teraz znajdować. Mógłby wtedy wyciągnąć Hermionę z lochu i zabrać ją do Nory, w której osobiście by jej pilnował. Nagle zamiera, dostrzegając kilka czarnych postaci, zmierzających w kierunku wejścia do Hogwartu. To jest to, teraz mamy szanse.

         Niewiele myśląc wyczarowuje Patronusa. Jeleń natychmiast zaczyna biec przed siebie, a kiedy znajduje się obok Śmierciożerców, wpada na nich i rozpływa się w powietrzu. Potter, słysząc podniesione głosy, natychmiast zaczyna biec w kierunku miejsca, gdzie od kilku dni przebywali wraz z Ronem. Nie zwraca nawet uwagi na gałęzie, które boleśnie obijając się od jego ciała i twarzy, kiedy akurat nie zdąży w odpowiednim momencie odgarnąć ich rękami na bok. Uśmiecha się zadowolony pod nosem, kiedy zaklęcie uderza w drzewo obok niego. Biegną za nim, teraz ma szansę dostać się do przyjaciółki. Ma tylko nadzieję, że Weasley nie usnął i dla niepoznaki ucieknie z nim chociaż kawałek.

         Kiedy w końcu dociera na niewielką polanę, na środku której znajduje się ich namiot, natychmiast wpada do niego i zdziera z przyjaciela kołdrę. Ten podrywa się do siadu i patrzy na niego z wyraźną chęcią mordu w oczach. Otwiera usta, zamierzając zbesztać Wybrańca, jednak on odzywa się jako pierwszy.

- Szybko Ron, ściągnąłem na nas Śmierciożerców! Musimy udawać, że uciekamy żeby nie zorientowali się, że przyszliśmy uwolnić Hermionę! – krzyczy, za pomocą szybkiego zaklęcia, rozdzierając tylną część ich schronienia, po czym wypada z niego, nawet na chwilę nie odwracając się za siebie.

- Na Godryka, Harry, czy tobie do końca wyprało mózg?! – wrzeszczy Ron, biegnąc za swoim przyjacielem. W pośpiechu naciąga na siebie kurtkę, zapinając ją pod samą szyję, żeby nie przeszkadzała mu zbytnio w trakcie ucieczki. – Wcale nie zamierzam niczego udawać! Uciekam przed nimi, a ty rób co chcesz, szaleńcze! – głośny krzyk wydobywa się z gardła rudego, kiedy bolesne zaklęcie Crutiatusa trafia go prosto między łopatki. Ten, kto je rzucił musi mieć naprawdę ogromne zdolności magiczne, ponieważ chłopak czuje, jak żołądek skręca mu się nieprzyjemnie. Ma wrażenie, że za chwilę zwymiotuje z bólu.

         Harry również nie musi czekać, aż ktoś powali go na kolana. Uśmiecha się lekko pod nosem, zanim traci przytomność. Już za kilka chwil zobaczy się ze swoją przyjaciółką i ta myśl podtrzymuje go na duchu.

~♦~

         Ginny nie ma już siły, aby przebywać w Hogwarcie. Szkoła jest teraz dla niej przykrym obowiązkiem, a nie przyjemnością. Chciałaby wrócić do domu, gdzie znalazła by braci, przyjaciółkę i Harry’ego, siedzących przy kominku i popijających gorącą czekoladę, którą zrobiła dla nich mama. Chciałaby wyrwać się z tego więzienia i w końcu móc poczuć, że nie jest sama na świecie, że komuś na niej zależy, że nie musi codziennie walczyć o przetrwanie w dziczy, do której porównywała wojnę, jaka panowała już nie tylko w magicznej części Anglii.

         Wypuszcza drżący oddech, opierając głowę na dłoni. Różdżka leży przed nią na stoliku, a ona nie ma nawet siły wykonywać poleceń nauczyciela, który tłumaczy im jak skutecznie wykonać jakieś zaklęcie. Przymyka na chwilę oczy, uśmiechając się do siebie. Myślami wraca do Harry’ego. Zastanawia się, gdzie on może teraz być? Dalej trzymają go w Norze? A może uciekł, nie mogąc znieść bezczynności tak, jak zrobiła to Hermiona. Swoją drogą, wciąż chowa w sercu żal do przyjaciółki, jednak zdołała jej już wybaczyć to, w jak perfidny sposób nie dopuściła do jej udziału w wojnie. Dopiero Potter wytłumaczył, dlaczego i jak bardzo się o nią martwi. Ruda chce w to wierzyć, jednak wciąż czuje, że oprócz tego w postępowaniu Granger kryje się coś jeszcze. Że jest jakieś drugie dno, o którym nikomu dotąd nie powiedziała i prawdopodobnie nie ma zamiaru robić tego dobrowolnie. Dziewczyna kręci głową, chcąc odrzucić od siebie ponure myśli. Nie może się teraz nad tym zastanawiać, bo jej głowa wybuchnie. Przygryza lekko wargę, skupiając się na kimś zupełnie innym. Harry, Harry, Harry…

- Panno Weasley, czy moja przemowa aby na pewno nie przeszkadza pani w drzemce? – Ginny od razu siada prosto i otwiera szeroko oczy, spoglądając na nauczyciela, który patrzy na nią z rozbawieniem, kryjącym się w oczach. Na jego twarzy natomiast widoczne jest tylko chłodne opanowanie. – Jeszcze raz i będę musiał wysłać cię do kozy, a jak mniemam nie jest to coś, co chciałabyś robić w piątkowe popołudnie – dziewczyna kiwa jedynie twierdząco głową i w ułamku sekundy chwyta za swoją różdżkę. – Proszę, skoro jesteś taka skora do pracy, to zapraszam na środek, pomożesz mi w zademonstrowaniu zaklęcia – nauczyciel odwraca się i powiewając czarną szatą udaje się z powrotem na podwyższenie.

         Gin przełyka głośno ślinę czując, jak z jej policzków odpływa krew. Wie, że spojrzenia wszystkich w klasie skupiają się tylko na niej. Podnosi się na drążących nogach i niepewnym krokiem, potykając się po drodze o własne stopy, podchodzi do mężczyzny. Staje naprzeciwko niego, ledwo powstrzymując krzyk, kiedy podłoga skrzypi pod nią i omal nie doprowadza do zawału. Słyszy śmiechy kilku Ślizgonów, siedzących najbliżej. Zapewne musiał ich rozbawić dreszcz, który wstrząsnął całym jej ciałem, kiedy Carrow unosi różdżkę. Mimowolnie cofa się o krok do tyłu, błagając Merlina, aby ta szopka skończyła się tak szybko jak to tylko możliwe.

- Jak wszyscy wiecie, zaklęcia najlepiej jest rzucać niewerbalnie, dlatego że wasi przeciwnicy nie będą wiedzieli, przed czym powinni się bronić – zanim ktokolwiek zdąży wydać z siebie chociażby jeden dzień, Śmierciożerca rzuca zaklęcie. Ginny wypuszcza różdżkę z dłoni, a jej ciało opada bezwładnie na drewnianą podłogę podwyższenia.

~♦~

- Malfoy, mogę cię o coś zapytać? – cichy głos Hermiony wyrywa blondyna z zamyślenia. Mruga szybko oczami i podnosi na nią wzrok. Szatynka, nie mogąc zasnąć stwierdziła, że musi w końcu z kimś porozmawiać, a że Ślizgon jest jedyną osobą jej towarzyszącą, nie ma zbyt wielkiego wyboru.

- Tylko uważaj, nie chcę nieprzyjemności, a pamiętaj że ktoś może nas cały czas podsłuchiwać – odpowiada szybko i rozgląda się na boki. Około trzech dni temu, Bellatrix zabrała z lochów ostatniego więźnia, który oczekiwał na wyrok śmierci, przez co cela Granger była ostatnią zajętą. Nie wierzy jednak, że pozostawili ich samych sobie. W końcu sama ciotka podejrzewa go o zdradę, a co za tym idzie na pewno zrobi wszystko, aby dowieść swojej racji.

- W takim razie, to nic ważnego – mamrocze pod nosem, skupiając swój wzrok na suficie. Układa skrzyżowane ręce pod głową. Słyszy ciche westchnienie rezygnacji ze strony Malfoy’a. Postanawia jednak go nie komentować. Ma już serdecznie dość wszelkich sprzeczek i kłótni. Nagle jej ciałem zapanowuje fala zmęczenia. Po raz pierwszy od dawna dociera do niej, że ma serdecznie dość wszystkiego i że jest wykończona. Czując ukłucie w żołądku, jęczy cicho. Podnosi się z miejsca, ale szybko opada na kolana i podpiera się na rękach.

- Granger! – głos Malfoy’a dociera do niej jak przez mgłę. Draco natychmiast wchodzi do celi i dotyka jej ramienia. Podnosi ją na rękach, układając płasko na podłodze. Zupełnie nie wie, co ma zrobić. Odwraca się, słysząc jak ktoś przybiega do lochów i sapiąc, zatrzymuje się w wejściu do celi.


- Draco! Blaise przysłał wiadomość, że złapali Weasley’a i Pottera, a młodsza siostra rudego właśnie została pozbawiona przytomności przez Carrowa, zaraz przyjdzie Czarny Pan! – krzyczy Pansy. Dracon syczy pod nosem, czując pulsowanie w skroniach. Musi coś wymyślić. Coś, dzięki czemu w końcu będzie miał święty spokój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz