środa, 19 października 2016

(13) Rozdział Trzynasty Część Druga



 Wojna nauczyła mnie bardzo ważnej rzeczy. Mianowicie, że zawsze należy spodziewać się niespodziewanego i że w tłumie na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zaoferować swoją bezinteresowną pomoc.


         Trzask. Jeden błysk. Chwilę później drugi. Poruszenie zapanowuje na sali. Nikt nie ma na tyle odwagi, żeby się odezwać. Szelest długi, czarnych peleryn, zagłuszony przez szaleńczy śmiech. Dziewczęcy pisk przecina powietrze, kiedy kobieta klęka nad swoją ofiarą. Hermiona wie, że jej kres zbliża się milowymi krokami. Chce się szarpać, jednak silne zaklęcie trwale przygwoździło jej kończyny do kamiennej posadzki. Przyciszone głosy z ekscytacją wypowiadają się na temat tego, co właśnie ma miejsce w Wielkiej Sali. Niektórzy podchodzą bliżej, nie chcąc przegapić żadnego szczegółu.

         Draco ze zdenerwowanie zaciska szczęki tak mocno, że aż zaczynają boleć go zęby. Maska wbija mu sie nieprzyjemnie w brodę, ale jedynie dzięki temu udaje mu się pozostać przy w miarę logicznym myśleniu. Mierzy wszystkich zgromadzonych nienawistnym spojrzeniem. Chciałby w końcu coś wymyślić, nienawidzi czuć się bezradny. Zamyka na chwilę oczy, kiedy skrzeczący głos ciotki wypowiada kolejne zaklęcia, od których ciało Granger wygina się z bólu pod różnymi dziwnymi i nienaturalnymi kątami. Przełyka głośno ślinę, słysząc ostatnią formułkę. Rozchyla powieki i nie mogąc nic zrobić jedynie przygląda się oczom ofiary, która patrzy na niego z niemym błaganiem o pomoc.

          Bellatrix unosi nóż i celuje nim najpierw, by po chwili opuścić dłoń z zawrotną prędkością, na sam koniec zatrzymując koniuszek ostrza przy napiętej jak struna szyi dziewczyny. Ta przełyka głośno ślinę i wpatruje się szeroko otwartymi oczami w swoją oprawczynię. Śmierciożerczyni z rozbawieniem kręci głową na boki, po czym przenosi swoje szalone spojrzenie na przedramię dziewczyny i przykłada nożyk do jej skóry, bardzo powoli wykonując pierwsze nacięcie.

- Gdzie i kiedy Zakon Feniksa planuje swój kolejny atak? - zadowolenie i rozbawienie. Dwie emocje, które doskonale słychać w jej głosie, przedzierającym się przez głośne wrzaski i błagania Hermiony o litość. Nie ma już siły dłużej walczyć. Czuje, jak duch Gryfindoru - męski i gotowy do podejmowania każdego wyzwania - umiera w niej boleśnie powoli, sprawiając duszy nieludzkie katusze. Szatynka kręci głową i zaciska z całej siły powieki, chcąc w ten sposób powstrzymać kolejne łzy, spływające po policzkach.

- Nie wiem, przysięgam że nie wiem! - krzyczy, wyginając plecy. Chce zabrać rękę, wyszarpnąć ją jakoś z magicznego uścisku, ale jedynie ułatwia Bellatrix zadanie, napinając skórę i mięśnie, dzięki czemu są znacznie bardziej podatne na kolejne cięcia. Nóż sunie po jej przedramieniu jak pędzel po białym płótnie. Wprawna ręka czarnowłosej, niczym u prawdziwego artysty, przesuwa się z gracją, tworząc kolejne, dość proste wzory, składające się w jedną całość.

- Kłamiesz, Szlamo! - mocniej przyciska koniec swojego narzędzia tortur do ciała Gryfonki. - Na pewno coś wiesz! Masz mi w tej chwili powiedzieć wszystko! - Miona kręci bezradnie głową. Nie jest w stanie powstrzymać głośnego szlochu, który wstrząsa jej ciałem. Pociąga nosem, czym powoduje ogromne rozbawienie u większości zgromadzonych. Jedynie nieliczni, starsi z grupy, zachowali powagę. Wiedzieli, że w każdej chwili mogą znaleźć się na miejscu Szlamy.

        Odwróciła głowę w kierunku ręki, która pulsowała niemiłosiernie. Przez chwilę ma wrażenie, że dzieje się to w rytm jej przyspieszonych uderzeń serca. Łka cicho, dostrzegając napis, ociekający krwią. Wie, że zostanie z nią już do końca życia, kiedy smuga kolorowego światła zawija się dookoła niego by po kilku sekundach rozpłynąć się w powietrzu. Przenosi wzrok na Bellatrix, która podnosi się z jej drżącego ciała. Czuje się jak nic niewarta przeszkoda. Słyszy nawoływanie przyjaciół, jednak nie wie co do niej mówią. Ma wrażenie, jakby znajdowała się pod wodą. Obrazy i dźwięki są rozmazane. Czy to przez łzy, które nieustannie wypływają spod jej powiek i wpływają przez policzki do uszu?

         Zamyka oczy, kiedy koniec różdżki Śmierciożerczyni unosi się i mierzy prosto w jej pierś. Poddaje się. Już nie ma siły walczyć. Wie, że dalsza szamotanina nie ma sensu, w końcu zaklęcia Lestrnge są wyjątkowo silne i nie da sie ich zerwać jednym szarpnięciem. Zerka po raz ostatni jednym okiem na Gryfonów, stojących pod ścianą. Chce się do nich uśmiechnąć, jednak zmęczone mięśnie nie są w stanie nawet drgnąć. Teraz żałuje, że nie posłuchała innych. Ma kilka pomysłów jak wygrać wojnę, ale w tym momencie to nie ma znaczenia. Już za kilka chwil odejdą razem z nią. Otwiera oczy i spogląda prosto w te należące do szalonej kobiety. Mimo wszystko, chce odejść z podniesioną głową.

         Zielony snop światła rozświetla całe pomieszczenie. Wszyscy zastygają w bezruchu. Bezwładne ciało Belli opada na posadzkę. Jej twarz zastyga w wyrazie zdezorientowania już na zawsze. Liny, mocujące kończyny dziewczyny nagle znikają, jednak ona sama nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu, ponieważ ktoś podbiega do niej i korzystając ze zdezorientowania wszystkich w sali aportuje się w tylko sobie znane miejsce. Szarpnięcie sprawia, że Gryfonka traci przytomność.

~♦~

         Draco nie ma zielonego pojęcia, co się przed chwilą wydarzyło. Pustym wzrokiem wpatruje sie w zakrwawione miejsce na samym środku sali, w którym jeszcze przed chwilą spoczywała Hermiona. Odwraca zdezorientowany wzrok na Zabiniego, jednak ten tylko wzrusza bezradnie ramionami. Ślizgoni w ostatnim momencie odskakują od siebie sprawiając, że zabójcze zaklęcie uderza w ścianę, odbija sie od niej i godzi prosto w plecy jednego ze Śmierciożerców, stojącego nieopodal nich.

         Czarny Pan podrywa się ze swojego miejsca i w kilku krokach znajduje się przy martwym ciele swojej poplecznicy. Przygląda się jej uważnym wzrokiem, po czym palcami u stopy trąca ramię, które zaczyna powoli stygnąć. Syczy cicho pod nosem kilka, tylko sobie znanych słów, po czym odwraca przodem w kierunku Harry'ego Pottera i Rona Wesley'a. Uśmiecha się chytrze pod nosem, zastanawiając się przez chwilę, jak mógłby poprawić sobie humor, wykorzystując tę dwójkę. Świadomość, że jego największy wróg stoi przed nim ze skrepowanymi rękami i bez różdżki nieco łagodzi złość, która powstała po utracie Szlamy i drugiego ze swoich sługusów. Ten, kto zdradził w jego oczach już jest martwy. Wystarczy, że szpiedzy doniosą mu, kto to był. Unosi różdżkę z zamiarem zakończenia tego raz na zawsze. Patrzy Wybrańcowi prosto w oczy, nie ukrywając chorej satysfakcji z tego, że wojna w tym momencie się skończy. Jego wygraną. Tryumfem ciemnej strony. Już za niedługo będzie mógł powiedzieć, że jest panem całego wszechświata.

         Otwiera usta, chcąc wypowiedzieć po raz kolejny w swoim życiu formułkę, dzięki której usuwał szkodników ze swojej drogi. Nic nie jest jednak w stanie zrobić, ponieważ różdżka wylatuje mu z ręki i odlatuje na kilka metrów w tył. Śmierciożercy stoją dookoła niego jak spetryfikowani, nie wiedząc co tak właściwie powinni zrobić. Draco uśmiecha się pod nosem, podchodząc do dwójki Gryfonów, po czym teleportuje się razem z nimi prosto do Nory. Blaise, nie chcąc stać się kozłem ofiarnym robi to samo.

- Zabić ich wszystkich, na co czekacie półgłówki?! Łapać! - wrzeszczy na całe gardło i znika. Musi opracować nowy plan działania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz