czwartek, 20 października 2016

(14) Rozdział Czternasty



Stawałam się coraz mniej przydatna w walce i nie potrafiłam odnaleźć się w tym wszystkim. Bellatrix skutecznie podłamała moją pewność siebie powodując tym samym, że byłam coraz bardziej skłonna do poddania się i przyjęcia pomocy ze strony Zakonu.

         Teodor Nott jest powszechnienie znany ze swojego stoickiego spokoju i opanowania, z którego nie daje się łatwo wyprowadzić. Do każdej sprawy podchodzi z dużą dozą dystansu i zanim podejmuje się jakiegokolwiek wyzwania stara się najpierw dokładnie przeanalizować, co go czego podczas wykonywania wszystkich, związanych z nim czynności. Rzadko kiedy zdarza mu się przegrać, ponieważ wszystko dopiera sobie na miarę własnych możliwości, które doskonale umie oszacować. Nic więc dziwnego, że kiedy zaproponowano mu zostanie szpiegiem Zakonu Feniksa, jego pozostali członkowie bardzo długi czas musieli czekać na konkretną odpowiedź z jego strony. Nie raz bywał u Syriusza i Remusa, dokładnie wypytując ich o to, z czym będzie wiązała się jego praca. Mężczyźni, doskonale wiedząc jak bardzo może być pomocna osoba Ślizgona, gorliwie odpowiadali na jego pytania, starając się przedstawić mu jak najdokładniej każdy szczegół.

         Zadanie nie było łatwe. Nie raz, nie dwa musiał uważać, aby Śmierciożercy, szukający sensacji w ich szeregach i węszący na każdym kroku, nie przyłapali go na gorącym uczynku. Pisanie i wysyłanie listów ze zdobytymi informacjami również musiał sobie najpierw odpowiednio wypracować. Tak kazała mu jego pedantyczna natura, której nie zamierzał zmieniać, ponieważ już nie raz podczas wojny uratowała mu życie. Nie jest w końcu niczym dziwnym, że ktoś mocno zdystansowany do innych ludzi i dokładny jest mniej narażony na niebezpieczeństwo niż osoba, która "porywa się z motyką na słońce". Właśnie z tego powody Teodor jest nad wyraz zdziwiony swoim impulsywnym zachowaniem, jakiego dopuścił się podczas torturowania Hermiony w hogwardzkiej Wielkiej Sali.

         Było to dla niego czymś zupełnie nowym i - o dziwo - bardzo podniecającym. Podobało mu się to, że serce mocno i szybko biło w jego potężnej piersi, a krew w żyłach płynęła znacznie szybciej niż zazwyczaj. Niewielka doza szaleństwa, jaka przyćmiła gęstą mgłą jego na co dzień opanowany umysł, kiedy unosił różdżkę i rzucił śmiercionośnym zaklęciem w najbardziej niebezpieczną kobietę na świecie sprawiła, że zapragnął jej więcej. Właśnie dlatego, kierowany pierwotnymi instynktami samoobronnymi, które prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu dopuścił do głosu, dodały mu na tyle odwagi, aby zaryzykować, podbiec do sponiewieranej przez Czarnego Pana i Bellatrix Gryfonki i pomimo grożącego mu przy tym niebezpieczeństwa, teleportować się prosto do siedziby głównej Zakonu Feniksa.

         Właśnie z tego prostego i jednocześnie zadziwiającego powodu, siedzi teraz w salonie, uważnie obserwując jak Lupin rzuca zaklęcia wzmacniające, nie chcąc dopuścić w ten sposób do śmierci najmądrzejszej Czarownicy od czasów słynnej Roveny Raveclaw. Ciało ciemnowłosej co chwilę unosi się, by następnie opaść bezwładnie z powrotem na czerwoną, starą i zniszczoną przez czas kanapę, na której zostało ułożone zaledwie kilkanaście minut wcześniej. Pani Weasley, wydając kolejne polecenia, biega w tę i z powrotem, wymieniając wodę w niewielkiej misce i przynieść ją do Pottera, który chcąc przydać się w jakiś sposób zgodził się na obmywanie ciągle krwawiącej rany na przedramieniu dziewczyny. Nott wie, że kres jej cierpień z tego powodu jest bardzo odległy. Stojąc niedaleko od miejsca, w którym była torturowana doskonale słyszał, jakie zaklęcia zostały rzucone na niewielkie ostrze, którym Bella kaleczyła kruche ciało dziewczyny. Chce im powiedzieć, co powinni zrobić, jednak rezygnuje z odzywania się, nieustannie czując na sobie nienawistne spojrzenie jednego z członków klanu rudej rodziny.

         Chłopak, pomimo że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż trójka tak mocno znienawidzonych przez niego na przestrzeni lat Ślizgonów, pomaga im nieustannie, nie jest w stanie przekonać się do ich szczerych i dobrych intencji, jakie wkładają w wykonywanie zadań, powierzanych im przez Syriusza. Wciąż uważa ich za podstępne szuje i kanalie, które nie chcąc skończyć w Azkabanie w razie ewentualnej przegranej ich pana, postanowili umościć sobie odpowiednio podłoże linii obrony. Cóż mogłoby im w tym pomóc lepiej od czynnego udziału w zdobywaniu tajnych informacji Śmierciożerców? No właśnie - zupełnie nic.

         Właśnie dlatego Ronald postanowił ich uważnie obserwować do momentu, w którym nie opuszczą terenów, należących do jego rodziny. Dodatkowo, stojąc pod ścianą ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękami i nienawistnym spojrzeniem, wymierzonym prosto w nich, stara się im nieustannie w mentalny sposób jak bardzo niemile są widziani, przynajmniej według jego mniemania, w progach Nory.

         Draco, który ma już serdecznie dość takiego traktowania ze strony rudowłosego, przewraca oczami. Powoli zaczyna żałować, że zamiast uratować z łap Voldemorta jedynie Pottera - ich ostatnią nadzieję na uratowanie magicznego świata (o zgrozo!) - aportował się z nimi oboma. Może, gdyby poczekał jeszcze chwilę i pozwolił największemu zwyrodnialcowi współczesnych czasów poznęcać się nad jego tchórzliwym zadem, bardziej doceniłby ratunek ze strony blondyna. Malfoy, nie mogąc sie powstrzymać - i wcale nie chcąc tego robić - pozwala szerokiemu uśmiechowi na to, aby pojawił się na jego ustach. Chłopak ma właśnie przed oczami scenę, kiedy ten głupi i pyszałkowaty gnom pada na posadzkę Wielkiej Sali i wrzeszcząc głośno kolejne błagania o litość, zwija się w konwulsjach, identycznych jak te, z którymi dzielnie zmagała się Granger. Jedynie kilkukrotne odtworzenie tej sceny pod lekko przymrużonymi powiekami pozwala mu nad zniwelowaniem chęci wyrzucenia mu prosto w twarz, co tak naprawdę myśli o nim i o tej całej nienawiści, jaką nosi w swoim Gryfońskim sercu.

         Draco przenosi na chwilę spojrzenie swoich stalowych tęczówek najpierw na Notta, siedzącego po jego prawej stronie. Widząc jednak jego nieobecny i mocno skonsternowany wyraz twarzy postanawia zrezygnować z chęci nawiązania z nim rozmowy i dowiedzenia się jak długo był szpiegiem. Naprawdę chciałby dowiedzieć się, czy był nim dłużej niż on i Zabini i czy zna pozostałych zdrajców. Oblizuje usta, odwracając mozolnie głowę w lewo, gdzie miejsce zajmuje jego przyjaciel. Po raz kolejny przewraca oczami z dezaprobatą widząc, jak czarnoskóry bawi się swoją różdżką, obracając ją palcach. Blondyn wie, że Zabini swoją obojętnością chce doprowadzić Rona do większego szału i takiej furii, aby chłopak nie był w stanie sie pohamować i rzucił na nich, przez co od razu zostałby wyproszony z pomieszczenia, a osoba która - krótko mówiąc - wyrzuciłaby go na zbity pysk, dała w ten sposób całej trójce upragniony, święty spokój.

         Wszyscy podrywają się ze swoich miejsc, kiedy Huncwoci kończą pracę i odsuwają się od ciała Granger, które zawinięte w ciepły koc i z mocno zabandażowanym przedramieniem, wciąż ubrane w podarte ciuchy, brudne i śmierdzące kilkutygodniowym potem, z włosami posklejanymi w brzydko wyglądające strąki, spoczywa wciąż na tej samej kanapie. Nawet Blaise schował różdżkę z powrotem za pazuchę, Nott oderwał się od swoich przemyśleń, a Weasley zaprzestał prób wywołania burzy gradowej bez pomocy różdżki, skupiając całą swoją uwagę na ocierających czoła i twarze z potu, mężczyznach.

— Za kilka godzin powinna dojść do siebie — odzywa się w końcu Black, powodując tym samym kilka szczerych westchnień nieukrywanej ulgi. Wszyscy cieszą się na wieść o stanie zdrowia ich dobrej przyjaciółki. Draco marszczy powoli brwi, przez co między nimi powstaje mu drobna zmarszczka. Odwraca wzrok na podłogę, której już dawno przydałaby się porządna renowacja i teraz to właśnie on postanawia pozwolić swoim myślą na chwilę odpłynąć.

         Przez bardzo długi, jak na standardy zimnej wojny, miał czas na obserwowanie zachowań Grangerówny. Jego znakomita spostrzegawczość pozwoliła mu zauważyć, że każda kolejna batalia i niepowodzenie Zakonu Feniksa miały kolosalny wpływ na zachowania i postrzeganie świata przez Gryfonkę. Na początku był bardzo zdziwiony, że podczas pobytu w swojej celi ani razu nie zapytała od przyjaciół, których miała przy sobie, tak na dobrą sprawę, od rozpoczęcia nauki w Hogwarcie. Przecież dziewczyna już wiedziała, że Malfoy jest szpiegiem, więc na pewno posiada odpowiednie informacje, a mimo to siedziała spokojnie i rozmawiała tylko sama ze sobą, wypowiadając kolejne słowa w myślach. Nie rozumiał również na początku, dlaczego skłamanie, że Ron i Harry nie są już jej przyjaciółmi, przyszło jej z tak dużą łatwością. Dopiero teraz zauważa, że to wcale nie było kłamstwo. Przynajmniej nie dla niej. Porzuciła ich. Porzuciła ich przyjaźń i wspólne lata, podczas których odbyli nie jedną przygodę, powodując że między nimi zrodziło się mocne zaufanie i wyjątkowa więź, której prawie nic nie było w stanie zniszczyć. Tak im się przynajmniej wydawało. W końcu żadne z nich nie wiedziało tak naprawdę, jakie konsekwencje niesie ze sobą wojna.

         Powiedzieć, że w oczach Dracona takie zachowanie nie przystaje odważnej, honorowej i nie bojącej się wyzwań Gryfonce, to duże niedomówienie. Blondyn od zawsze uważał, że ta trójca będzie ze sobą, chociażby się waliło i paliło, a tu wystarczyła rozłąka i wszystkie nieme przysięgi i obietnice zostały zerwane.

— Nie zgadzam się na to, mamo! — głośny krzyk wyrywa Dracona z krainy jego własnych myśli. Blondyn powoli, jakby zupełnie bez najmniejszego zainteresowania, unosi spojrzenie na ludzi, którzy w niewyjaśnionych dla niego okolicznościach, utworzyli koło dookoła kanapy, na których posadziła ich Molly. Ślizgon z ogromnym trudem hamuje wybuch śmiechu na widok czerwonej ze złości twarzy rudego. — Nie chcę, żeby te kanalie chociażby minutę dłużej zostały w moim domu!

— Ronaldzie jak ci nie wstyd?! —  tym razem głos podnosi jego matka. Draco poprawia się na swoim siedzeniu, chcąc w skupieniu obserwować rodzinną kłótnię Weasley'ów. Nie, żeby go to jakoś interesowało, po prostu każda rozrywka może być ciekawa. — Gdyby nie oni, mógłbyś zostać zabity! Oczekuję od ciebie więcej szacunku względem tych chłopców! I ani waż mi się sprzeciwić, Ron! Jak na razie to jeszcze jest mój dom i to moje zasady w nim panują, zrozumiano?! — kończy, mierząc w syna oskarżycielsko palcem wskazującym. — A spróbuj powiedzieć coś, co mi się nie podoba, to skończysz dzisiejszej nocy w piwnicy — odzywa się ponownie, zanim chłopak zdąży ponownie dojść do słowa. Głos pani Weasley staje się niższy i zdecydowanie bardziej niebezpieczny przez co - ku ogromnemu niezadowoleniu Malfoy'a, że przegapił większą część ostrej wymiany zdań - Ron odwraca się na pięcie i samodzielnie udaje do piwnicy. — No dobrze chłopcy — na jej twarzy natychmiast pojawia się uśmiech, kiedy tylko odwraca się w kierunku trójki Czarodziejów, czekający na wyrok, dotyczący ich dalszego losu. — Harry zaprowadź ich proszę do pokojów gościnnych, a my zajmiemy się Hermioną.

         Potter, wiedząc że nie chce podpaść kobiecie, podnosi się z kolan i niechętnie odsuwając się od przyjaciółki, bez słowa rusza w kierunku schodów. Wspina się po nich szybko, chcąc jak najszybciej pozbyć towarzystwa Ślizgonów, aby mógł zamknąć się w swoim pokoju i pobyć sam ze sobą. Kiedy zatrzymuje się na jednym z wyższych pięter wskazuje im ręką na drzwi, dając tym samym możliwość wyboru nowego, tymczasowego miejsca pobytu.

— Ubrani przyniosą wam później — mruczy jeszcze cicho pod nosem, po czym odwraca się na pięcie i w przeciągu zaledwie kilku sekund znika im z oczu. Teodor, nie czekając na nic więcej, wchodzi do jednego z pomieszczeń i z cichym skrzypnięciem zamyka za sobą wejście.

— Później porozmawiamy Smoku, mam w końcu okazję porządnie się wyspać i zamierzam z niej skorzystać, do jutra — mówi szybko Blaise, po czym zamyka się w drugim pokoju. Malfoy przewraca oczami, po czym zamyka się w trzecim pomieszczeniu i rzuca na pokój kilka zaklęć, z których nie zrezygnował nawet w Malfoy Manor, gdzie teoretycznie w towarzystwie Czarnego Pana miała nie stać mu się żadna krzywda. Jednak przezorny jest zawsze ubezpieczony i młody mężczyzna nie zamierza rezygnować z tej zasady dla spokoju własnego ducha.

         Zdejmuje z siebie ciuchy, opadając po chwili na łóżko. Zawija sie w kołdrę i mimowolnie zamykając oczy, odpływa do krainy snów, zmęczony zbyt dużą ilością nieoczekiwanych zdarzeń jak na zbyt krótki czas.

~♦~

         Syriusz zamyka po cichu drzwi do pokoju, w którym umieścili nieprzytomną Hermionę, po czym przechodzi do gabinetu swojego przyjaciela. Wie doskonale, że ten chciałby z nim porozmawiać. Znają się już zbyt długo, aby nie był w stanie domyślić się jego zamiarów po samej obserwacji zachowania. Mężczyzna siada na krześle przy biuru, zwracając tym samym na siebie uwagę zamyślonego Lupina. Ten podnosi na niego nieprzytomny wzrok, po chwili kiwając lekko głową w zrozumieniu.

— Musimy to w końcu zakończyć, bo ta dziewczyna prędzej czy później doprowadzi się do wyniszczenia, którego nie będziemy w stanie naprawić żadnym zaklęciem czy eliksirem — odzywa się po krótkiej chwili, którą spędzili w kompletnej ciszy, porządkując własne myśli. — A ja już nie mogę na to dłużej patrzeć. Obiecaliśmy Albusowi, że dopilnujemy całej trójki i nie mogę znieść myśli, że nie dajemy sobie rady akurat z Hermioną — syczy cicho, pocierając powieki dwoma palcami. Ma już serdecznie dość tego wszystkiego i czuje, że jeżeli nie prześpi się chociaż przez chwilę, dając tym samym chwilę na odpoczynek umysłowi, dręczonemu przez tak wiele sprzecznych emocji, to wybuchnie w najmniej odpowiednim momencie. Black kiwa potakująco głową na słowa przyjaciela.

— Mam już chyba jakiś plan, ale musisz mi dać odrobinę czasu na dopracowanie go. Na pewno ci się spodoba, a i myślę że pozwoli nam w końcu doprowadzić całą tą wojnę do finiszu.

1 komentarz:

  1. Nott.. Nott ratujący Granger? Nott stojący po dobrej stronie; będący szpiegiem? Zaskoczyłaś mnie i muszę przyznać, że było to zaskoczenie pozytywne.
    Chciałabym już przeczytać rozmowę Dracona z Hermioną.. Poza tym mam nadzieję, że nasza gwiazda szybko dojdzie do siebie.
    Weny, czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń