sobota, 29 października 2016

(16) Rozdział Szesnasty



Odzyskując chociaż jednego przyjaciela czułam, jak niewielka część mojego serca wraca na swoje miejsce i sprawiła tym samym, że nabrałam nowych chęci i sił do dalszej walki w obronie magicznego świata.

         Hermiona z cichym westchnieniem otwiera oczy, kiedy rześki podmuch jesiennego wiatru wpadka do jej tymczasowego miejsca zamieszkania przez lekko uchylone okno. Skupia swoje spojrzenie na śnieżnobiałym suficie, pękniętym tylko w jednym miejscu - nad drzwiami. Kąciki ust dziewczyny mimowolnie wędrują do góry, tworząc na jej twarzy lekki uśmiech, kiedy przypomina sobie okoliczności, w jakich powstały zniszczenia. Doskonale pamięta wakacje po szóstym roku nauki w Hogwarcie, kiedy to starała się zawzięcie nauczyć Rona kilku przydatnych zaklęć, aby mógł atakować przeciwnika, jeżeli jakimś cudem nie będzie w pobliżu jej albo Harry'ego - wtedy nie przyjmowali nawet do wiadomości, że mogliby się rozdzielić na dłużej niż kilka minut. Bieg wydarzeń spowodował jednak, że oddalili się od siebie nie tylko w sensie fizycznym, poprzez zupełnie inne miejsca pobytu, jednak również ich stosunki uległy znacznemu ochłodzeniu. Hermiona zdaje sobie doskonale sprawę, że to między innymi przez rozdzielenie się. W końcu przestali spędzać ze sobą tak wiele czasu jak w szkole, a to doprowadziło ich wielką przyjaźń do stanu kompletnego upadku, w jakim znajduje sie aktualnie. Chociaż... To właśnie ona z całej trójki zmieniła się najbardziej- wydoroślała i nauczyła się szybko podejmować odpowiedzialne decyzje, które mogą zaważyć na życiu wielu osób, co niezaprzeczalnie zawdzięcza trwającej wojnie. Wojnie, która już dawno powinna była się zakończyć, gdyby nie seria błędów, jakie zostały popełnione przez ludzi, od których zależy najwięcej.

         Zacisk na chwilę powieki, chcąc w ten sposób zapanować nad potokiem wspomnień, który powoli zaczął kształtować się w jej umyśle, układając w kolejne obrazy przeszłości, nie raz męczące ją w przeciągu ostatniego roku. Przeciera zmęczoną twarz dłońmi, podnosząc się powoli do siadu; przez sytuację, jaką spowodował Ron nie wyspała się zupełnie i powoli zaczyna odczuwać tego nieprzyjemne skutki. Ziewa, zasłaniając jedną dłonią usta i przeciąga się rozkosznie, by po chwili wstać i podejść do okna. Ma już serdecznie dość zimna, z jakim zmaga się odkąd w przyrodzie zapanował wrzesień. Skoro już pozwoliła sobie na chwilę wytchnienia i pomoc ze strony Zakonu Feniksa, zamierz korzystać ze wszystkich wygód, jakie jej zaproponują.

         Zamaszystym ruchem odgarnia firankę na bok i zamyka okno, odcinając w ten sposób napływ coraz to nowej dawki chłodnego powietrza. Obejmuje się rękami i energicznie pociera ramiona, podchodząc do szafy, w której jak się domyśla, znajdują się wszystkie jej ubrania, powiększone przez jednego z członków Zakony, wyznaczonego przez Syriusza, jak to jest w przypadku sprowadzania nowych, rannych żołnierzy do Nory. Pomimo całego dystansu, jakiego nabrała do przyjaciół i zgorzknienia, jakie zaszczepiła w niej wojna, szczerze podziwia panią Weasley za to, że zgodziła się zmienić swój dom w prawdziwą twierdzę. To prawda, dom ma wiele pokoi ze względu na liczną rodzinę, jednak Hermiona uważa, że Blake i Lupin powinni zbudować oddzielny budynek i stworzyć pokoje, które w pełni mogłyby odpowiadać jedynie celom, do jakich zostały przeznaczone. Nie zamierza się jednak wypowiadać w tej kwestii, w końcu to zupełnie nie jej sprawa - i tak działa w terenie.

         Sięga właśnie do wnętrza drewnianego mebla po parę starych, zniszczonych dżinsów, ale ciche pukanie w drzwi i fakt, że intruz nie czekając na odpowiedź otwiera je, sprawiają że od razu cofa rękę i staje przodem do wejścia, mierząc ciemnowłosego chłopaka badawczym, mocno zdystansowanym spojrzeniem. Krzyżuje ręce na piersiach, okrytych jedynie cienką warstwą materiału, z jakiego uszyty został biały T-shirt, czeka na to, co ma jej do powiedzenia Potter. Kiwa lekko głową uznając, że powinna się z nim przywitać, jednak on zupełnie nie dostrzega, albo perfidnie ignoruje, ten gest, niezwłocznie przechodząc do konkretów.

— Hermiono — zaczyna powoli, a w jego głosie słychać dużą dozę ostrożności jakby bał się, że dziewczyna za chwilę ucieknie mu ponownie i rzuci się w wir walki, w niej odnajdując wytchnienie i ucieczkę przed wszystkimi problemami, dręczącymi nie tylko umysł, ale i odważne serce młodej Gryfonki. — Był u mnie dzisiaj z samego rana Zabini i powiedział, że po obiedzie on, Malfoy i Nott chcą porozmawiać z nami na jakiś bardzo ważny temat. To ma podobno dotyczyć wojny i Voldemorta, dlatego osobiście uważam, że powinniśmy się z nimi zobaczyć i sprawdzić, co planują — tłumaczy, nie spuszczając uważnego wzroku z brązowowłosej. Boli go fakt, że już nie może nazywać dziewczyny przyjaciółką. Wciąż kocha ją jak rodzoną siostrę i jest w stanie wskoczyć za nią w ogień, ale nie może pozostawać obojętny na to, jak reaguje na obecność jego i Rona. Potter ma wrażenie, jakby dziewczyn brzydziła się ich towarzystwa i wolała, gdyby nikt nie wchodził jej w drogę, którą kieruje się prosto do zwycięstwa swojego i swoich ideałów.

         W pomieszczeniu przez chwilę panuje niezręczna cisza, przerywana jedynie ciężkim oddechem Hermiony. Dziewczyna podejrzewa, że będzie musiała udać się do składziku po jakiś eliksir leczniczy, jeżeli nie chce skończyć z dość ciężkim zapaleniem płuc. Po kilku sekundach otwiera usta i z zawahaniem zabiera głos.

— Powiedziałeś komukolwiek o tym, co chciał zrobić Ron? — pyta, nie spuszczając wzroku z oczu chłopaka, ukrytymi za okrągłymi okularami, z którymi nie rozstaje się, odkąd tylko go poznała. Prawdę mówiąc dla niej, ten banalny przedmiot stał się częścią Harry'ego i nie potrafiła już wyobrazić sobie go bez niego. Czarnowłosy poprawia je nerwowo jednym palcem, kiedy zsunęły mu się na czubek nosa i kręci przecząco głową. Miona przewraca oczami, podchodząc kilka kroków bliżej niego. — Uważam, że powinniśmy to zrobić. Ron zachował się jak kompletny, bezduszny szaleniec, kierujący się nie instynktem, a pierwotnymi instynktami. Zupełnie nie pamiętał o tym, że Nott, Malfoy i Zabini uratowali was w momencie, w którym byliście o krok od śmierci. Rozumiem, że wciąż pała do nich nienawiścią, ja również, jednak szanuję ich przez wzgląd na to, co zrobili dla naszej sprawy i że nie raz, chociaż na początku o tym nie wiedziałam, byli gotowi poświęcić się dla mnie. Podejrzewam, że Syriusz im kazał, ale to nie ma znaczenia. mogli po prostu odmówić, a nie zrobili tego. Właśnie z tego powodu nie zamierzam dopuścić do tego, żeby cokolwiek stało im się w Norze. A jeżeli on tego nie uszanuje, to bez żadnych skrupułów zrobię mu dużą krzywdę — unosi wyżej głowę, kiedy - zupełnie podświadomie - podchodzi do Pottera na tyle, że prawie go dotyka. Nie jest od niego zbyt wiele niższa, jednak nie zamierza przestawać patrzeć mu w oczy; to w końcu właśnie dzięki nim możemy czytać z człowieka jak z otwartej księgi. Tylko niewielu potrafi sprawić, że ich oczy są zupełnie puste i opanowane.

         Ciche, ciężkie westchnienie Gryfona wyrywa ją z zamyślenia, w którym znalazła się czekając na jego odpowiedź i analizując dokładnie to, co sama powiedziała. Przez chwilę ma wrażenie, że posunęła się o krok za daleko, jednak natychmiast przypomina sobie szaleństwo, jakie emanowało od Weasley'a i ponownie jest gotowa bronić swoich racji.

— Masz stu procentową rację, Hermiono — mamrocze cicho Wybraniec, przez co sens jego słów z opóźnieniem dociera do dziewczyny. Otwiera szeroko oczy zdziwiona, że nie zaczął w żaden sposób bronić rudzielca. — Ale mogę zapewnić cię, że odpowiednio wytłumaczyłem mu to jak głupi jest i wątpię, żeby znowu zamierzał zrobić coś podobnego. Jeżeli jednak postanowi złamać dane mi słowo to obiecuję, że osobiście pomogę przetrzepać mu skórę, a dopiero po tym pójdę na niego donieść — lekki uśmiech na twarzy czarnowłosego sprawia, że w kącikach jego oczu pojawiają się drobne zmarszczki, dodające mu chłopięcego uroku. Granger mimowolnie śmieje się cicho na jego słowa i kręci głową. W chwili słabości podchodzi do niego i bez słowa owija mu ręce dookoła pasa, mocno przytulając się do swojego przyjaciela. Potter jest na początku zdziwiony, ale nie daje jej długo czekać na odwzajemnienie uścisku. Tak długo czekał, że Miona, jaką pamięta jeszcze ze szkolnych korytarzy, wróciła, przynajmniej do niego.

— Powiedz mi Harry, co się stało, że wszystko tak bardzo się zniszczyło? — pyta cichym, drżącym głosem, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Wie, że przy nim nie musi być silna i nie musi nikogo udawać. Przy nim może pozwolić sobie na płacz, słabości i narzekanie na wszystko, na czym świat stoi. Każdy potrzebuje człowieka, który zostanie powiernikiem najskrytszych tajemnic i przyjdzie w każdym momencie, w którym będzie potrzebny przyjacielowi.

— Nie wiem, Miona. Nie mam zielonego pojęcia, ale nawet sobie nie wyobrażasz, jak mnie to wszystko boli — wzdycha ciężko i robi krok do przodu, wchodząc do wnętrza pokoju. Zamyka za nimi drzwi, chcąc dać im choć odrobinę prywatności. W Norze mieszka teraz wiele Czarownic i wielu Czarodziejów, czyhających na każde, nawet najdrobniejsze plotki i sensacje - powodujące z resztą jeszcze większe plotki. — Staram się to wszystko codziennie zrzucać na wojnę, ale wiem też, że popełniliśmy wiele błędów i musimy się do tego przyznać. Nie powinniśmy byli rozdzielać się, to był najgorszy pomysł świata — nie protestuje, kiedy dziewczyna odsuwa się od niego. I tak jest dumny z tego, że chociaż przez chwilę pozwoliła mu na poczucie jej bliskości. Wie, ile to wszystko ją kosztuje i nie zamierza niczego przyspieszać. Chce tylko w pełni odzyskać przyjaciółkę i wie, że w końcu mu się to uda, a ten dzień będzie najlepszym, jakie dane mu będzie kiedykolwiek przeżyć.

         W pokoju ponownie zapanowuje cisza, jednak nie taka jak poprzednia - ta jest przyjemna, a Harry i Hermiona czują, że również potrzebna. Oboje starają się pozbierać w jedną całość, rozbiegane po wszystkich zakątkach świata i najskrytszych wspomnieniach, myśli. Ona w tym czasie przeciera również zarumienione policzki i czerwone od łez oczy, nie chcąc dłużej płakać. Odwraca się tyłem do przyjaciela i podchodzi do łóżka, zaścielając je starannie. Siada na nim, po czym kuli się w kącie między ścianami i przyciąga do siebie nogi, obejmując je mocno ramionami. Potter, po chwili zastanowienia przysiada się do niej i ostrożnie, nie chcąc jej w żadnym wypadku spłoszyć. Powoli przesuwa opuszkami palców po łydce kasztanowłosej, chcąc jej w ten sposób dodać otuchy i poczucia wsparcia z jego strony. Wie, że to niewiele jednak czuje, że również wystarczająco. Jego przypuszczenia zostają potwierdzone przez nikły, trochę smutny uśmiech dziewczyny, którego nie może zobaczyć przez to, że cały czas trzyma twarz schowaną między lekko rozchylonymi kolanami.

— Poradzimy sobie ze wszystkim, Hermi. Potrzebujemy po prostu czasu — szepcze, nie chcąc zmącić chwili, na którą czekał od długiego czasu; mimo iż wie, że siłą rzeczy powoli dobiega nieuniknionego końca. — Pewnie przegapiliśmy obiad, dlatego chodźmy lepiej do tej bandy Ślizgonów, żebyś mogła zejść ze mną na dół i żebyśmy zjedli coś porządnego. Nie przyjmuję odmowy — ucina szybko, kiedy dziewczyna prostuje się i otwiera szeroko usta, chcąc wykręcić się z konieczności spożywania ciepłego posiłku. Uśmiecha się do niego i kręci z niedowierzaniem głową. Tylko Harry zna ją na tyle dobrze, żeby domyślić się co chce powiedzieć zanim z jej ust wydobędzie się chociażby jedna sylaba. Może nie wszystko jest stracone?

~*~

         Hermiona wchodzi powoli do pomieszczenia, w którym dzisiejszej nocy o mało nie doszło do potrójnego morderstwa z ręki jej byłego, rudego przyjaciela. Rozgląda się niepewnie dookoła, po raz pierwszy krytycznym spojrzeniem oceniając jego wystrój. Pokój jest dość spory, znajdują się w nim trzy, pojedyncze łóżka, ustawione pod trzema ścianami. Po prawej stronie od wejścia stoi biurko, zaśmiecone całą stertą pomieszanych ze sobą papierów, przy którym na wyglądającym na niewygodne, drewnianym krześle siedzi Malfoy i śledzi jakieś notatkami, których nie jest w stanie rozczytać ze względu na zbyt dużą odległość, dzielącą ich. Z sufitu zwisa staromodny żyrandol z trzema ramionami i ozdobnymi abażurami, z niewielkimi frędzelkami u dołu. Odrywa od nich oczy dopiero, kiedy do jego uszu dobiega głośnie odchrząknięcie Notta.

— Jesteśmy — zaczyna spokojnie Potter, zerkając ponad ramieniem na swoją przyjaciółkę. Czeka aż podejdzie do niego i jednym ramieniem obejmuje ją za jej oba. Czuje mały wybuch euforii w sercu, kiedy Gryfonka nie odsuwa się od niego nawet na krok, a jedynie wciąż przygląda się pomieszczeniu, w którym znajduje się prawdopodobnie po raz pierwszy. — Teraz możecie mówić, po co chcieliście spotkać się z nami na osobności — dodaje, kiedy żaden z nich nie odzywa się nawet słowem. Zabini wzdycha ciężko, biorąc na siebie początek tej długiej i wyczerpującej rozmowy, po czym podnosi się z łóżka, odrzucając teczkę z papierami na bok. Wyciąga różdżkę i jednym sprawnym machnięciem blokuje drzwi, by po chwili drugim wyciszyć całe pomieszczenie. Potter czuje jak Miona spina się nieznacznie, dlatego automatycznie zaczyna gładzić jej ramię kciukiem w uspokajającym geście. Posyła do niej pokrzepiający uśmiech, po czym ponownie skupia całą swoją uwagę na czarnoskórym arystokracie.

— Lepiej usiądźcie, bo nie mam zamiaru zbierać was z podłogi po każdej rewelacji, jaką usłyszcie — mamrocze cicho, z powrotem opadając na swoje posłanie. Zgarnia papiery, robiąc w ten sposób miejsce dwójce Gryfonów i klnie na siebie za to, że postanowił odwlec wypicie eliksiru przeciwbólowego; czuje jak jego głowa za chwilę eksploduje. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz