czwartek, 6 października 2016

(9) Rozdział Dziewiąty

Jak szybko zbliżał się mój koniec? Jak szybko powinnam żegnać się ze światem?Czy mogłam liczyć jeszcze na jakiś ratunek?

         Blaise zimnym spojrzeniem mierzy uczniów, którzy rozmawiają w Pokoju Wspólnym Slytherinu po zakończonych lekcjach. Na początku nikt nie zwraca na niego uwagi. Dopiero jakaś pierwszoroczna dziewczyna, którą po raz pierwszy widzi na oczy, wpada na niego przez przypadek i mamrocząc pod nosem słowa przeprosin, ucieka do swojego Dormitorium, trzaskając za sobą drzwiami, tłum zaczyna interesować się nagłym powodem jej ucieczki. Rozmowy natychmiast cichną i cała uwago skupia się tylko na nim. Kiedyś na pewno ucieszyłby się z tego, jak niektórzy patrzą na niego z uznaniem, inni z dystansem, a pozostali z przerażeniem identycznym jak ten, który przez ułamek sekundy dostrzegł w oczach jedenastolatki, zanim odwróciła się do niego plecami. Teraz jednak czuje do siebie obrzydzenie z tego powodu, ponieważ jest to spowodowane pozycją społeczną, jaka ciągnie się za nim od rozpoczęcia wakacji.

         Robi kilka kroków do przodu, nie zwracając już na nikogo uwagi, przez co Ślizgoni natychmiast rozstępują się na dwie strony, chcąc zrobić mu w ten sposób szerokie przejście. Prycha pod nosem z dezaprobatą, pewnym siebie krokiem wchodząc w górę schodów. Kątem oka dostrzega jak Dafne drga, kiedy podmuch powietrza spowodowany tym, jak zarzucił pelerynę wysyła do jej nozdrzy zapach jego perfum. Naiwna, pusta idiotka; kpi z dziewczyny, nie wypowiadając słów na głos. Chce sobie chociaż raz oszczędzić jej histerycznego płaczu.

         Zamyka za sobą cicho drzwi do Dormitorium, które od pierwszego września zajmuje sam. Jego wzrok natychmiast łagodnieje, a w oczach pojawia się ból, kiedy dostrzega Pansy, siedzącą przy łóżku przyjaciela, rozebranego do pasa. Dziewczyna ma związane włosy i pochyla się nad ciałem blondynem, delikatnie przemywając na nim każdą ranę niewielką ścierką, na której mocno zaciska dłonie. Blaise klnie, zwracając na siebie jej uwagę. Czarnowłosa unosi na niego zmęczone spojrzenie i kręci głową, przez co kilka kosmyków opada jej na oczy. Zgarnia je za ucho jednym, szybkim ruchem, krzywiąc się nieznacznie. Szybko jednak przywołuje na usta delikatny uśmiech, którym chce dodać otuchy Ślizgonowi.

- Wbrew pozorom nie jest z nim aż tak źle, po prostu Sectumsempra spowodowała wiele głębokich ran i to jedyny problem – mówi łagodnym głosem, wracając do poprzedniego zajęcia. Czarnoskóry chwyta za oparcie krzesła i przyciąga je sobie, siadając zaraz obok przyjaciółki. Opiera łokcie o kolana, pochylając się do przodu i przygląda się uważnie jej mozolnej pracy. – Kazałam Goyle’owi przynieść mi kilka eliksirów, korzystając z tego, że akurat miał szlaban. Podałam je kilka minut przed twoim przyjściem i już za chwilę pewnie zaczną działać. Może nawet się obudzi – kończy zdawać relację, która według niej jest niezbędna, aby uspokoić skołatane nerwy Śmierciożercy. Ten jedynie kiwa głową w odpowiedzi, pustym wzrokiem śledząc poczynania jej palców. Brunetka wzdycha ciężko. – Dlaczego tak długo cię nie było? – pyta, chcąc nie dopuścić do gonitwy myśli, uczuć i emocji, która wyraźnie zaczynała się w głowie chłopaka.

- Musiałem sprowadzić kogoś do Granger. Po tym jak Lestrange zamknęła ją w lochu kazała nam nie spuszczać z niej nawet przez chwilę oka, żeby przypadkiem znowu nam nie uciekła. Gadała coś jeszcze o wielkim przedstawieniu na koniec miesiąca, ale jakoś nie za bardzo mnie to teraz obchodzi – mruczy pod nosem, marszcząc brwi. Po chwili zastanowienia kręci głową i jednym ruchem zdejmuje z siebie pelerynę, rzucając ją na podłogę. – Wyciągnięcie jej z tego pierdolnika będzie trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej – przewraca oczami, sięgając po ścierkę, którą od razu zaczął czyścić rany na ciele Dracona. Uśmiecha się lekko pod nosem dostrzegając jak chłopak krzywi się mocno, kiedy mocniej przyciska materiał do jego skóry.

- Uda nam się, zobaczysz. Ślizgoni zawsze stawiają na swoim i teraz nie będzie inaczej – kładzie mu dłoń na udzie i pociera je lekko kciukiem. Odsuwa się szybko, kiedy blondyn otwiera oczy. – Cześć raniony Smoku – śmieje się cicho, ignorując lekkie wypieki na swojej twarzy. Malfoy mruczy kilka przekleństw pod nosem, łapiąc w mało przyjemny sposób za nadgarstek przyjaciela.

- Jeszcze raz, a przysięgam że wsadzę ci to do gardła – mamrocze, kaszląc cicho. Pansy natychmiast podrywa się ze swojego miejsca, sięga po fiolkę z płynem i zanim chory zdąży zaprotestować wlewa mu jej zawartość do ust. Chłopak krzywi się, ale nic nie mówiąc przełyka nieprzyjemny w smaku eliksir leczniczy. – Coś ciekawego mnie ominęło? – pyta, oblizując czubkiem języka spierzchnięte usta.

- Oprócz tego, że sprowadziłem na zawał pierwszoroczną, nic tak naprawdę nie robiąc, to nie – wzrusza obojętnie ramionami, kończąc przemywać rany przyjaciela, które już powoli zaczynają się zasklepiać. – Musimy to wszystko w końcu jakoś ogarnąć, bo za chwilę sami się w tym wszystkim nie ogarniemy – odzywa się, przerywając ciszę, jaka przez kilka minut panowała między nimi. Jednak była ona potrzebna całej trójce. Musieli poukładać sobie rozbiegane myśli.

- Zgadzam się, nie zamierzam po raz kolejny klęczeć przed moją szaloną ciotką, bo na Salazaraz, przysięgam że nie zniosę tego po raz kolejny. Niech mnie torturują, ale jej nich nie będzie w pokoju – pokręcił głową, krzywiąc się mocno na wspomnienie zadowolonego wyrazu twarzy Bellatrix, kiedy uniósł spojrzenie błagając ją w niewerbalny sposób o litość. – Od czego zaczynamy? – chłopak przenosi spojrzenie na ciągle zamyśloną i nieobecną Pansy. To właśnie ona wymyśla większość planów, które mają pozytywne skutki, więc dlaczego i teraz nie mogliby zdać się na jej niezawodny instynkt?

         Dziewczyna unosi głowę, mrugając szybko, aby przegonić niechcianą mgłę, którą zaszły jej oczy. Poprawia szybko kucyka, przekładając go przez prawe ramię i zagryza lekko dolną wargę, zastanawiając się co powiedzieć.

- Przede wszystkim, musicie mi o wszystkim odpowiedzieć. Od momentu, w którym uratowałeś Granger na wakacjach, wtedy w tym zaułku, aż do teraz, bo jestem pewna, że ominęło mnie kilka ważnych szczegółów – uśmiecha się do nich krzepiąco. Draco czasami ma wrażenie, że gdyby nie ona, już dawno popadliby z Zabinim w paranoję.

~♦~

         Hermiona nie ma pojęcia, ile tak właściwie spędziła już czasu w swojej celi. Miała jednak serdecznie dość patrzenia na to jak woda w hogwardzkim jeziorze ciemnieje w nocy, by za kilka godzin z powrotem rozjaśnić się nieznacznie na wskutek pojawienia się na niebie słońca. Ciche westchnienie wydobywa się z jej ust, kiedy po korytarzu roznosi się głośny, dziewczęcy krzyk, błagający o litość.

         Wie, że nie powinna mieć za złe ofiarom tortur tego, jak się podczas nich zachowują. W końcu nie wie nawet, co w bliżej nieokreślonym czasie stanie się z nią, jeżeli na czas nie wymyśli odpowiedniego planu ucieczki. Pewnie będzie starała się powstrzymać, ale ile razy w przeszłości była już w podobnej sytuacji i silna wola łamała się za każdym razem. Zaciska mocno powieki, poprawiając się na twardej pryczy. Na pewno jakoś wydostanie się z tej chorej sytuacji.

- Przysłuchuj się, Szlamo, ciebie też czeka taki los – po raz pierwszy, odkąd Zabini poszedł gdzieś pospiesznie, unosi wzrok na swojego strażnika. Unosi nonszalancko brew i mierzy go zdystansowanym spojrzeniem.

- W twoich marzeniach, śmieciu – rechocze, starając się naśladować jego ton głosu. Uśmiecha się zadowolona pod nosem, wracając wzrokiem do kamiennego sufitu, który rozciąga się przez całą długość lochów. Udało jej się zwiedzić je nie raz, ale nigdy nie zwróciła uwagi na cele. Nie zdziwiłaby się, gdyby ktoś jej powiedział, że wcale ich tutaj wcześniej nie było i zostały wyczarowane na potrzebę chwili.

         Hermiona krzyczy głośno, kiedy czerwony snop światła trafia ją prosto w ramię. Nieprzygotowana na takie posunięcie, spada z pryczy i zaczyna zwijać się, sapiąc cicho pod nosem. Nie chce po raz kolejny pokazać, że Śmierciożerca zadał jej ból tym nieoczekiwanym atakiem, dlatego unosi się powoli, przeciera policzki wierzchem dłoni i patrzy wyzywająco prosto w oczy Lucjusza Malfoy’a. Ten uśmiecha się do niej perfidnie, po raz kolejny unosząc końcówkę różdżki prosto na wysokość jej czoła. Zadziera lekko głowę, przygotowując swoje ciało na kolejną dawkę bólu.

- Masz swoje preludium, odważna Gryfonko – syczy cicho, rzucając kolejnym urokiem.

~♦~

- To faktycznie dość skomplikowane – Pansy wypuszcza cicho powietrze, przez co jej ramiona opadają nieznacznie. Draco, zaraz po tym jak Zabini pomógł mu przewiązać brzuch i klatkę piersiową wyczarowanym wcześniej przez siebie bandażem, usiadł powoli na łóżku, chcąc pokazać przyjaciołom, że jest słaby. Musi być silny dla nich. – Przede wszystkim, musimy napisać do Zakonu Feniksa, że wiedzą o zmyłce ze śmiercią Lupina i Blake’a. Blaise bierz długopis, jesteś mistrzem w pisaniu krótkich wiadomości – dziewczyna macha na niego ręką, kiedy zaczyna protestować, przez co od razu odwraca się do nich plecami i zgarniając kartkę, zaczyna pisać na niej wiadomość. Malfoy uśmiecha się lekko pod nosem widząc zachowanie przyjaciela.

- Więc mówisz Pansy, że ciotunia chce urządzić przedstawienie, żeby wyciągnąć z Granger informacje – zwraca się do dziewczyny, zakładając ręce za głowę. Krzywi się lekko kiedy skóra naciąga się, powodując lekkie pieczenie. Ignoruje ten fakt. – Prawdopodobnie, nie uda nam się wcześniej jej stąd wyciągnąć. Będzie miała obstawę non stop – wzdycha ciężko, przymykając na chwilę oczy. Musi się przespać, bo zwariuje z tym wszystkim. Ciche pukanie wyrywa całą trójkę z zamyślenia. Parkinson podnosi się ze swojego miejsca i otwiera wejście. Unosi brew, widząc rozentuzjazmowaną minę Dafne. Zasłania sobą przejście, nie dopuszczając jej do wejścia do środka przez co fuczy zrezygnowana pod nosem.

- Draco, twój ojciec prawie zabił Szlamę! – piszczy w końcu.

~♦~

                  Remusie Lupin,

         Według naszych ostatnich informacji, Śmierciożecy i Czarny Pan wiedzą już o intrydze, jaką Zakon Feniksa uknuł w sprawie waszej, z Syriuszem Blackiem, domniemanej śmierci. Nie wiemy na razie nic na temat ewentualnej dywersji z ich strony, jednak prosimy o zachowanie ostrożności i obiecujemy donosić o kolejnych informacjach na ten temat.

         Ponadto, chciałbym osobiście zauważyć, że Zakon nie pomylił się co do podejrzeń na temat sposobów wychowawczych, jakie od pierwszego września bieżącego roku wprowadzili Śmierciożercy w Hogwarcie. Od tego czasu zginęło już kilka pierwszorocznych uczniów, pochodzących z mugolskich rodzin.


                   Z wyrazami szacunku,
                   Informatorzy.

~♦~

Może by ktoś w końcu zginął? To torturowanie zaczyna robić się strasznie nudne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz