piątek, 11 listopada 2016

(17) Rozdział Siedemnasty



Bratanie się z wrogami nigdy nie było w moim stylu, nawet z tymi rzekomo nawróconymi. Jednak odrzucanie przyjaciół również nie leżało w mojej naturze.

         Hermiona pochyla się do przodu i opiera łokcie o kolana, zaczynając pocierać dwoma palcami bolące skronie. Dziewczyna ma wrażenie, że jej głowa za chwilę eksploduje z powodu natłoku informacji, jakie przed chwilą otrzymała, a pulsowanie może porównać do tykania mugolskiej bomby zegarowej. Nie potrafi znieść faktu, że po raz kolejny w zbyt krótkim odstępie czasu nie ma pojęcia, co powinna zrobić i co myśleć o sytuacji, w jakiej się znalazła. Bierze powoli oddech, wciągając powietrze przez nos, by po chwili wypuścić je lekko rozchylonymi ustami. Prostuje się powoli i zmęczonym wzrokiem przesuwa po wszystkich chłopakach, wpatrujących się w nią jak w wyjątkowo ciekawy okaz z muzeum. Przełyka ślinę i skupia spojrzenie na siedzącym na przeciwko niej Malfoy'u. Ma nieodparte wrażenie, że to właśnie on wpadł na genialny pomysł, aby rozpocząć współpracę z nią i z Harry', i po raz pierwszy musi przyznać, że chce się z nim zgodzić. Po tym, jak miała do czynienia z nim i z Zabinim czuje, że może im zaufać.

— Dobrze — odzywa się w końcu, a jej głos jest nieprzyjemnie szorstki i zachrypnięty przez to, jak długo nie wypowiedziała słowa, uważnie słuchając tego, co mieli jej do powiedzenia. — Chcę wziąć w tym wszystkim udział, ale musicie najpierw przysięgnąć, że to nie jest żaden przekręt i nie wbijecie nam noża w plecy — dodaje od razu, skupiając się na tym, żeby hardo patrzeć w blado-niebieskie oczy blondyna. Ten w odpowiedzi najpierw uśmiecha się złośliwie pod nosem, kręcąc głową z wyraźnym rozbawieniem. Dziewczyna ignoruje to, zachowując maskę zimnej obojętności na twarzy.

— Dobrze, Granger. Skoro potrzebujesz specjalnych zapewnień o naszych szczerych chęciach, to dostaniesz ich — chłopak podnosi się z wrodzoną gracją z krzesła i podchodzi do niej, wyciągając przed siebie rękę. Brązowowłosa patrzy na nią z zawahaniem, jednak również wstaje powoi i mniej zgrabnie z wygodnego łóżka. W ostatnim momencie wyprzedza ją Harry, który chwyta pewnie rękę arystokraty i zaciska na niej mocno swoje palce. Żaden ze Ślizgonów nie komentuje jego zachowania. — Blaise, mógłbyś?

         Czarnoskóry natychmiast podrywa się ze swojego miejsca i sięga po swoją różdżkę, dotąd leżącą na blacie drewnianego biurka. Ujmuje ją pewnie i mierzy prosto w złączone dłonie wrogów, którzy postanawiają zakopać tymczasowo topór wojenny. Co prawda żaden z nich nigdy nie wypowie na głos tego, że chce podjąć współpracę z drugim, czy że mimo wszystko wyznają jednakowe wartości, o czym bezsprzecznie świadczy ich zachowanie, jednak słowa nie zawsze są potrzebne. Czasami to tylko zbędna przeszkoda, która powoduje niepotrzebne kłótnie i zatargi. Zabini unosi wzrok na Gryfonkę, z przejęciem obserwującą dalsze poczynania chłopców.

— Co mam powiedzieć? — pyta, badawczym spojrzeniem mierząc podenerwowaną dziewczynę. Ta przez chwilę nic nie mówi. Zagryza dolną wargę i skupia się na swoich myślach. Unosi głowę i odpowiada pewnym siebie głosem.

— Chcę, żeby przysiągł że ani on, ani ty, ani Teodor nie zdradzicie nas, kiedy coś pójdzie nie po naszej myśli i że to, co nam przed chwilą powiedzieliście nie jest kłamstwem, które ma nas wpędzić w waszą pułapkę — na koniec kiwa lekko głową, dając Ślizgonowi znak, że może zaczynać. Robi krok do tyłu, zatrzymując się kilka centymetrów przed Nottem, trzymającym ręce skrzyżowane na klatce piersiowej.

— Draconie Malfoy'u — zaczyna spokojnie chłopak, czując jak przez opuszki jego palców przechodzi mało przyjemny prąd, spowodowany nadchodzącym zaklęciem. — Czy przysięgasz, że każde słowo, które wypowiedziałeś jest prawdą i że nie planujemy żadnej intrygi — urywa i czeka na to, co odpowie jego przyjaciel.

— Przysięgam — odpowiada bez zawahania, ze szczerym rozbawieniem przyglądając się spiętej twarzy Pottera. Nigdy by nie podejrzewał, że kiedykolwiek popatrzy na kogoś innego niż karalucha, którego należy zgnieść, aby pozbyć się go jak najszybciej z tego świata. — Dalej — dodaje niecierpliwie, chcąc mieć już przysięgę za sobą. Przezroczysta smuga światła, która wypłynęła z różdżki Blaise'a i owinęła ich dłonie dookoła sprawiła, że poczuł bolesne mrowienie w całym przedramieniu.

— Czy przysięgasz, że przez czas, jaki przeznaczymy na ratowanie świata, ani razu nie zdradzimy Pottera i Granger, a będziemy pomagać im w dążeniu do naszego wspólnego celu? — czarnoskóry zadaje drugie pytanie, zerkając na dziewczynę, która przelotnie kiwa głową, chcąc potwierdzić że podoba jej się to co przed chwilą powiedział.

— Przysięgam — mówi szorstko Draco, odczekuje chwilę i jak oparzony odskakuje do tyłu, zaczynając potrząsać obolałą dłonią. Ignoruje Gryfina, patrzącego na niego z głupią, szczerze zaskoczoną miną. Hermiona podchodzi do niego i pstryka mu przed oczami, przez co przyjaciel natychmiast zaczyna mrugać szybko powiekami. Potrząsa lekko głową powodując, że kilka przydługich, krzywo obciętych włosów spada mu na czoło i oczy.

— A ja nie zdążyłem nic przysięgnąć, nie chcesz gwarancji? — pyta, kiedy tylko odzyskuje zdolność trzeźwego myślenia. Jasnowłosy w odpowiedzi śmieje się głośno i rozmasowując obolałe miejsce, odwraca się do niego przodem ze złośliwym uśmiechem, rozciągającym jego usta.

— Ty zdeklarowałeś się już kilka lat temu, kiedy kazałeś Tiarze Przydziału umieścić się w Gryffindorze. Wasza popieprzona duma nie pozwoliłaby wam nawet pomyśleć o zdradzie, a co dopiero jej dokonać — kpi, wyraźnie rozbawiony tym, że Harry nie zdołał się tego domyśleć. Miona natychmiast piorunuje go spojrzeniem. Puka się kilkukrotnie palcem wskazującym po głowie.

— Nie każdy wie, co siedzi w twojej głowie, Malfoy — syczy, zwężając niebezpiecznie powieki. Chłopak powtarza jej gest i otwiera usta, żeby odpowiedzieć jej równie zaczepnym komentarzem, jednak Teodor nawet nie dopuszcza go do głosu uznając, że tym dwojgu należy jak najszybciej przerwać, aby nie doprowadzić do jakiejś bardzo poważniej w skutkach awantury.

— Proponuję się rozejść. Za chwilę ktoś pewnie zainteresuje się tym, dlaczego przez kilka godzin żadne z nas nie dawało znaku życia. Podejrzewam, że wszyscy zauważyli nieobecność Wybrańca wśród członków Zakonu Feniksa, dlatego proponuję, abyśmy w tym momencie rozeszli się każdy w swoim kierunku, a w najbliższym czasie spotkamy się ponownie, żeby jeszcze raz przedyskutować pierwszą część naszego planu działania — Ślizgon uśmiecha się lekko, wsuwając dłonie do kieszeni. Harry szybko zasłania dłonią usta przyjaciółki i patrzy na całą trójkę przepraszająco, kierując się prosto do wyjścia z pomieszczenia tak szybko, jak pozwala mu na to wyrywanie się dziewczyny.

— Do zobaczenia wkrótce — rzuca za sobą, a kiedy drzwi zamykają się za nim, natychmiast puszcza kasztanowłosą, ratując tym samym swoje ciało - szczególnie przedramię - przed masakrowaniem go przez równo obcięte paznokcie dziewczyny, powodujące uczucie wbijania drobnych szpilek w jego skórę.

         Hermiona fuka tylko urażona, mierząc przez chwilę przyjaciela nienawistnym spojrzeniem. Jest urażona tym, że nie dał jej dojść do słowa. W końcu nie wiedział, co miała zamiar powiedzieć i nie miał prawa tego zrobić. Odwraca się na pięcie, zarzucając włosami i z wysoko uniesioną głową maszeruje do swojego pokoju, mocno trzaskając za sobą drzwiami.

~*~

         Dziewczyna przeciąga się rozkosznie i podnosi do pozycji siedzącej, od razu otwierając oczy. Zerka na zegarek, wskazujący kilka minut po godzinie szóstej rano. Jest szczerze zdziwiona, że pomimo wczesnej pory, po raz pierwszy od bardzo dawna czuje się wypoczęta i wyspana, a żaden mięsień nie napina się boleśnie. Szczypie lekko swoje przedramię, chcąc upewnić się, że na pewno w dalszym ciągu nie przebywa we śnie. Kiedy to nie zmienia rzeczywistości, wstaje powoli z posłania i podchodzi do okna, odsuwając ciężkie zasłony na boki, aby móc zobaczyć co dzieje się na zewnątrz.

         Deszczowe chmury na stałe znalazły sobie miejsce na niebie. Silny wiatr przegania je we wschodnim kierunku, przy okazji szarpiąc nagimi, ogołoconymi z liści drzewami, rosnącymi na działce państwa Weasley'ów. Kasztanowłosa dostrzega kilku Aurorów, spokojnie przechadzających się dookoła jeziora. Pewnie za niedługi czas kończy im się warta i w końcu będą mogli odpocząć. Podpiera głowę na dłoni i skupia swoje spojrzenie na Ronie, siedzącym na trawie i czyszczącym swoje buty z błota. Chciałaby wiedzieć, co się z nim stało podczas ich rozłąki, że tak bardzo zmienił swoje nastawienie do świata. Stał się chamski, złośliwy i pomimo całej nienawiści, jaką darzył Ślizgonów, wcześniej nie byłby w stanie sam ich zaatakować.

         Z cichym westchnieniem podchodzi do biurka, na którym stoją przygotowane specjalnie dla niej eliksiry. Nie chce brać ich wszystkich pomimo tego, że zdecydowała się posłuchać niektórych rad Członków Zakonu, na temat jej powrotu do zdrowia. Na wojnie nie miała szans, żeby ich zażywać, dlatego postanawia nie przyzwyczajać zbytnio swojego organizmu do magicznych środków. Chwyta tylko fiolkę z płynem, przyspieszającym gojenie się ran i podchodzi do łóżka, na którym siada, po czym ustawiając naczynie koło swoich stóp i od razu zaczyna powoli odwiązywać biały bandaż, który ląduje między jej stopami na podłodze.

         Zaczyna przyglądać się uważnie swojemu przedramieniu, pokrytemu w dużej ilości skrzeplinami starej krwi. Krzywiąc się mocno i zaciskając zęby, zrywa większość powodują, że w kilku miejscach pojawiają się zaczerwienienia, a w innych znów zaczyna płynąć szkarłatna maź. Nie obchodzi jej to, że może sobie w ten sposób narobić większej ilości blizn. Ma tylko nadzieję, że zakryją napis, godzący prosto w jej serce.

         Podnosi wzrok, kiedy do jej uszu dobiega skrzypnięcie otwieranych drzwi. Szybko jednak wraca do przerwanej czynności, kiedy zauważa jasnowłosego Ślizgona, wchodzącego do pokoju bez zbędnych zaproszeń. Nie próbuje nawet zakryć ran - w końcu chłopak był w pomieszczeniu, kiedy Bellatrix zarzynała ją jak świnię. Musiał widzieć, co na wiek wieków pozostanie na przedramieniu dziewczyny. Hermiona wzdycha cicho, przesuwając się na bok, kiedy chłopak siada na łóżku zbyt blisko niej. Sięga po watę, leżącą na łóżku i macza ją w eliksirze, chcąc mieć to już jak najszybciej za sobą. Nie zdąża jednak przyłożyć specyfiku do skóry, ponieważ Draco łapie ją z nadgarstek, postanawiając się w końcu odezwać.

— Nie tak, Lestrange miała zaczarowany nóż. Jeżeli użyjesz tego, rana będzie bardziej widoczna — Malfoy odsuwa się powoli od Hermiony, kiedy tylko zauważa jak na całym jej ciele pojawia się gęsia skórka, a wszystkie mięśnie napinają się i powodują, że dziewczyna sztywnieje. Słyszał o tym, że nienawidzi dotyku, jednak nie podejrzewał, że aż do tego stopnia. On sam nie pała do bliskości innych osób, ale u Gryfonki wygląda to już jak jakaś poważna choroba. — Zawiń to z powrotem i przeczekaj. Rany cięte nie goją się aż tak trudno, jak się wydaje.

— Wiem o tym — mamrocze szybko i nie patrząc na chłopaka, szybko owija biały bandaż dookoła kończyny. Nie podejrzewała, że będzie chciał jej pomóc, jednak była mi za to wdzięczna. Spogląda na niego, przyglądając mu się przez chwilę. Dopiero teraz zaczyna zastanawiać się, po co do niej przyszedł. — Czy to mi kiedyś zejdzie? — pyta, nie mogąc się od tego powstrzymać. Szybko tego żałuje, kiedy blondyn odwraca wzrok na ścianę i pochyla się do przodu, opierając łokciami o kolana.

— Nie sądzę — mówi, kiedy udaje mu się poukładać wszystko w głowie. — To skomplikowane, kiedyś ci to może wytłumaczę, ale teraz musimy zastanowić się nad czymś innym, bo nie mamy czasu — siada bokiem na łóżku i spogląda prosto w podejrzliwie patrzące na niego oczy ciemnowłosej. Uśmiecha się pod nosem, kontynuując. — Nie chciałem o tym mówić przy chłopakach i Potterze, bo zabiliby mnie od razu, ale mam pewien pomysł i będę potrzebował twojej pomocy. Możemy z tego nie wyjść cało, ale może nam się również udać. Co ty na to?

— Nie wypuszczę cię stąd, dopóki nie powiesz mi o co chodzi, Malfoy — mówi pewnym siebie głosem i sięga po różdżkę, zamykając drzwi za pomocą zaklęcia. Wycisza pomieszczenie i zaciska mocniej palce na różdżce. Prawdopodobnie właśnie pakuje się w coś bez odwrotu, czego później będzie żałować nie raz, ale nie może zrezygnować. Wszystko, co pomoże w zakończeniu wojny jest dobre i ona musi się tego chwycić.

~*~

Jest tu jeszcze ktoś oprócz mnie? 

4 komentarze:

  1. Ja jestem!
    I nie mam słów co do tego rozdziału..
    Jeżeli chodzi o początek - nie dziwi mnie fakt, że Harry wyręczył Hermionę z tą przysięgą wieczystą, bo chyba tak to się nazywało. W końcu Potter zawsze robił wszystko, by pomóc przyjaciółce-cieszy mnie, że się tego trzymasz. Zadzwil mnie jednak Malfoy, który jej pomógł. Cóż.. podoba mi się. I jestem ciekawa jaki ma plan.
    Oczywiście, czekam na kolejny rozdział.
    I błagam. Nie każ mi czekać, bo cuje się jakby mijały wieki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem i dopiero teraz komentuję bo chciałam doczytać całość. Podoba mi się bardzo, chociaż czasami wkurza mnie Hermiona. Ale to Twoja wizja opowiadania więc jest ok. No i oczywiście czekam na więcej :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeestem
    Czeekam na kolejny rozdział
    Jest super
    Nie przerywaj
    Masz mój doping
    Do końca!!!
    Muszę wiedzieć, co za plan ma Draco
    Niech Ron się okaże jeszcze większym idiotą. Najlepiej, niech w ogóle przejdzie do Voldemorta.
    Lubię fragmenty, kiedy opisujesz co inni myślą na temat Hermiony. I może zabrzmi to trochę tandetnie i płasko, lubię też te fragmenty, kiedy ukazujesz Herm jako silną, niezależną kobietę, która mimo przeżyć jest samodzielna i zdolna do własnych decyzji. Trochę mi przeszkadza ten powrót "Hermiony że szkolnych korytarzy". Wolałabym, aby trochę dłużej jej zajął ten powrót, ale jeżeli jest taka tylko dla Harry'ego, a dla innych nadal jest niedostępna i nieprzewidywalna, to wporząsiu.
    No.
    Czytam już od 3 miesięcy, ale nie lubię komentować. Teraz tak się zabrałam w sobie, bo ja naprawdę chcę ciąg dalszy, a twoja końcówka notki trochę mi się skojarzyła z zamiarem odejścia od bloga.
    NIE ODCHODŹ.
    NIE RÓB DŁUŻSZEJ PRZERWY NA POUKŁADANIE MYŚLI, czy jak Ty tam wolałabyś nazwać zawieszenie bloga, chwilowo.
    Uwielbiam go.
    I nie zniosę, jeżeli po tylu dniach,tygodniach i miesiącach czekania, nagle się dowiem o Twoim odejściu. NIE ZNIOSĘ.
    piszesz na prawdę dobrze. Co ja gadam, tak dobrze, że jak sobie zaraz przeczytam swoje wypociny, to nabawię się kompleksów.
    Więc wiesz.
    Pisz dalej.
    Ja tu jestem.
    Czekam.
    Nie zawiedź mnie.
    Proszę.
    Zbyt wielu blogerów już to zrobiło.


    Weny!!!

    ~Tori

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawieszę bloga, bo wiem że już bym do niego nie wróciła, a bardzo zależy mi na tej historii - jak na każdej, którą piszę. Obiecuję postarać się ciebie nie zawieść ;)

      Usuń