czwartek, 19 stycznia 2017

(18) Rozdział Osiemnasty



Zawsze wiedziałam, co powoduje konkretne reakcje z mojej strony. Mój mózg od zawsze funkcjonował według określonego schematu i rzadko kiedy się z niego wyłamywał. Trudności powodowały zazwyczaj przeciwności losu, jednak zawsze miałam „plan B” w zanadrzu. Jedynie jego towarzystwa bałam się najbardziej. Nigdy nie wiedziałam, jak moje ciało zareaguje na jego bliskość czy chociażby lekki dotyk. Z nieznanych mi powodów ciągnęło mnie do tego chłopaka. Rozum zupełnie zaprzestawał funkcjonowania i… I podobało mi się to.

         Hermiona bezszelestnie zajmuje miejsce na trawniku obok Malfoy’a, czyszczącego swoją różdżkę i raz na jakiś czas przebiegającego znudzonym wzrokiem po twarzach tymczasowych mieszkańców Nory, którzy beztrosko przechadzają się po okolicy. Już dawno przestano zwracać uwagę na to, że ona i Harry nieustannie przebywają w towarzystwie Ślizgonów – zdrajców, pomagających dotychczas Zakonowi Feniksa w szpiegowaniu kolejnych posunięć Czarnego Pana. Po upływie zaledwie tygodnia przestali szeptać między sobą, a po miesiącu nie zaszczycali ich już nawet jednym, dłuższym spojrzeniem.

         Na początku Granger była zdziwiona, że wszyscy odpuścili sobie pilnowanie jej w aż tak krótkim czasie. Pamięta, jak Draco niejednokrotnie powtarzał, że prędzej czy później zaplanowana ucieczka stanie się porównywalna do zabraniu dziecku cukierka. Uwierzyła dopiero, kiedy Ron i Remus przestali co chwilę pukać do drzwi jej tymczasowego pokoju, umożliwiając jej w ten sposób wertowanie starych stronnic, przesiąkniętych zapachem stęchlizny, budujących opasłe tomiska, które zdążyła wykraść z działu ksiąg zakazanych, hogwardzkiej biblioteki. Studiowała stare zaklęcia i eliksiry w nadziei, że którekolwiek z nich pomoże jej i Draconowi w przeżyciu szaleńczego planu, na który się zgodziła.

— Mam już wszystko gotowe — mówi cicho, zerkając na plecy Rona, który stoi wraz ze swoim ojcem blisko bariery, która chroni Norę przed atakiem wroga. Blondyn mruga szybko i przekręca głowę w kierunku dziewczyny, marszcząc brwi. Wsuwa różdżkę za pasek spodni i odrzuca ścierkę na bok. — Uwarzyłam eliksir i wykradłam swoją różdżkę. Poznałam też kilka zaklęć, które mogą nam się przydać. Spakowałam jedzenie, zebrałam wszystkie potrzebne rzeczy. Jak dla mnie możemy ruszać nawet teraz — przewraca oczami, kiedy na ustach Ślizgona rozciąga się zadziorny uśmiech. Ostatnimi czasy pozwala sobie na zbyt wiele w jej obecności. — Jeżeli powiedz cokolwiek tandetnego, albo idiotycznego, to wysadzę cię w powietrze bez najmniejszych oporów.

— Oj, Granger, zupełnie nie znasz się na żartach — blondyn uśmiecha się szeroko, zadowolony z tego, że po raz kolejny może poznęcać się nad Gryfonką. W pewien sposób śmieszy go to, jak dziewczyna za wszelką cenę stara się unikać bliskości z rozmówcami. Wciąż miał przed oczami to, jak przesunęła się najdalej od niego w jej pokoju, kiedy starał się ją powstrzymać przed pogorszeniem stanu rany na przedramieniu. — Poczekamy na Wigilię. Kiedy wszyscy będą siedzieć przy stole Nott i Zabini zrobią odpowiednie zamieszanie i wtedy my zmyjemy się z tego miejsca. Aportuję nas prosto w miejsce, w którym na pewno nikt nas nie znajdzie — kiwa lekko głową, wyciągając nogi przed siebie. Układa skrzyżowane ręce za głową i zerka na niebo. Ciężkie, ciemne chmury zapowiadają deszcz, albo lekki śnieg. Ma cichą nadzieję, że niekorzystna pogoda nie potrwa zbyt długo. Nienawidzi moknąć i marznąć.

— Czyli już jutro — mówi szeptem dziewczyna, a wyraz jaki rozciągnął się na jej bladej twarzy wyraźnie wskazywał na to, że zagłębiła się właśnie w swoje własne myśli. Malfoy nie chce jej przeszkadzać. Doskonale wie, że lepiej dla nich obojga i dla jego planu będzie, jeżeli kasztanowłosa dokładnie przeanalizuje sobie wszystko teraz, a nie kiedy będą uciekać. Wtedy będzie mu potrzebna skupiona, bo rozkojarzona zawsze popełnia jakiś błąd. Zdążył się już o tym niejednokrotnie przekonać, kiedy dane mu było w niedalekiej przeszłości ratować ją przed Śmierciożercami. — Harry mnie zabije — chłopak unosi brew, słysząc wyraźne rozbawienie w głosie swojej towarzyszki.

— Wydawało mi się, że bardziej się tym przejmiesz — jednym, zgrabnym ruchem podnosi się z trawnika, otrzepuje spodnie z ziemi i wyciąga rękę przed siebie, proponując ciemnowłosej pomoc. Ona jednak, zupełnie ignorując gest Ślizgona, wstaje niezgrabnie i nie odwracając się do niego, rusza w kierunku wejścia do budynku. Draco przewraca oczami, wsuwając obie dłonie do kieszeni spodni. — Skoro najbliższe kilka miesięcy masz zamiar spędzić ze mną, mogłabyś chociaż udawać, że mi ufasz.

— Nie ufam nawet przyjaciołom, jesteś pewny że chcesz się dowiedzieć jakie mam zdanie na twój temat, Malfoy? — unosi wyżej jeden kącik ust, zadowolona ze swojej odpowiedzi. Po chwili kontynuuje, nie chcąc dopuścić do potyczki słownej. Nie lubi się z nim kłócić na błahe tematy. Denerwują ją jego zadziorne uśmieszki i dwuznaczne odpowiedzi, którymi zawsze rzuca w takich sytuacjach. — Obchodzi mnie to, co mówi Harry, ale nie mogę postąpić inaczej. Zakon Feniksa nie oferuje mi w tym momencie działa, a czekanie, którego nie znoszę. Tylko i wyłącznie dlatego chcę z tobą współpracować, Malfoy. Nie zapominaj o tym. Jeżeli Syriusz powie, że zaczną w końcu robić jakieś konkretne rzeczy mające na celu pokonanie Voldemorta, to możesz być pewny, że pójdę za nimi. Chociażby w ogień — zapewnia twardo i zaczyna wchodzić po schodach, mijając po drodze Rona, którego nie zaszczyca nawet krótkim spojrzeniem. Wciąż jest na niego zła za to, jak potraktował Ślizgonów, którzy zaledwie kilka godzin wcześniej uratowali go od zagłady.

Draco uśmiecha się pod nosem, dostrzegając kątem oka jak na twarzy Gryfona pojawiają się purpurowe rumieńce. Blondyn doskonale wie, że nie wszyscy przestali się interesować tym w jak bliskie kontakty wszedł z Granger. Ona tego nie dostrzega, jednak kilku członków Zakonu wciąż wodzi za nimi wzrokiem, oczekując jakiegokolwiek potknięcia z ich strony, dzięki któremu mogliby wyrzucić go z domu rodzinnego Weasley’ów, a ją zamknąć w pomieszczeniu bez klamek, aby nie przeszkadzała im więcej w udawaniu, że nic się nie dzieje.

Draco zahaczył ramieniem o ramię rudowłosego i wszedł za dziewczyną do pomieszczenia, w którym miała schowane wszystkie rzeczy, które planowała zabrać ze sobą. Odwrócił się jeszcze, zerkając na Ronalda i uśmiechnął się do niego zwycięsko, zamykając za sobą wejście do pokoju. Zanim po korytarzy rozniósł się szczęk zamykanego zamka, chłopak dostrzega jak jego przeciwnik zaciska mocno dłonie w pięści, powstrzymując się od rzucenia na niego. Malfoy doskonale wie, że rudy jest zazdrosny o Hermionę. Nie raz widział, jak wodzi za nią maślanymi oczami, kiedy ta akurat przechodzi obok, czy specjalnie siada w salonie, aby móc przyglądać się jej, kiedy robi sobie gorącej herbaty. Nie może znieść tego, że Potterowi pozwoliła się do siebie zbliżać, a do niego cały czas zachowuje dość duży dystans. Jasnowłosy nie zauważył jeszcze, żeby stali od siebie w odległości mniejszej niż jeden metr.

— Mógłbyś zostawić Rona w spokoju? To głupek, ale wciąż jest moim przyjacielem — Draco unosi brew, zerkając na plecy dziewczyny. Stoi przodem do biurka, na blacie którego rozłożona została przez nią biała, pomięta kartka z narysowanymi wieloma kreskami. Widział ją już wcześniej, ale nigdy nie wiedział, co oznaczają łączące się ze sobą w wielu miejscach linie, symboliczne słowa i obrazki. Zdążył jedynie zauważyć, że niektóre z nich są starsze od innych, ponieważ tusz pióra, które dziewczyna zawsze nosi przy sobie i którego wyłącznie używa, wyblakł. Niektóre elementy poprawiła, co również było widoczne, ponieważ kreski rozjeżdżają się nieznacznie. — Nie patrz tak na mnie, tylko chodź tutaj i popatrz. Musisz mi powiedzieć kilka rzeczy — wzdycha ciężko i macha na niego ręką, chcąc go w ten sposób pospieszyć.

         Jasnowłosy podchodzi do biurka, stając po jego drugiej stronie, żeby nie speszyć dziewczyny. Mimo wszystko, naprawdę potrzebuje jej zaufania, dlatego przez jakiś czas postanowił nie żartować sobie z niej i jej uprzedzeń tak, jak robił to na początku ich rozejmu.

— Przysięgam, że nic nie rozumiem z tych cholernych bazgrołów, Granger. Jeżeli cokolwiek uda ci się wytłumaczyć tak, żeby to do mnie dotarło, to dam ci worek galeonów — mamrocze cicho pod nosem, wodząc palcem po pomiętej kartce. Dziewczyna przewraca oczami i szybkim ruchem odrzuca jego dłoń na bok.

— Te cztery — wskazuje na rysunki, połączone ze sobą czterema liniami, które tworzą nierówny czworokąt. — To są założyciele Hogwartu. Skreślony to miecz Gryffindora. Uznałam, że skoro nim niszczy się Horkruksy, to sam nie może nim być. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale zapewniam cię, że w niedługim czasie się dowiem — odtrąca ponownie dłoń chłopaka, kiedy ten chce dotknąć krzywego obrazka z bronią Godryka. — Wszystkie pozostałe relikwie już zidentyfikowaliśmy. Dwa z nich są w moim posiadaniu, a znalezienie czwartego jest jednym z naszych zadań priorytetowych — przenosi powoli palec wskazujący na sam środek kartki, gdzie widnienie niezgrabny rysunek dużego okręgu z mniejszym, jakby przymocowanym do niego i niewielkiego zeszytu. Pod nimi znajdują się dwa pytajniki. — Pierścień ojca Riddle’a zniszczył Dumbledore, a dziennik Harry w komnacie Bazyliszka. Dzięki informacjom, które przekazałeś Zakonowi wiemy, że brakuje nam jeszcze dwóch. Musimy je jak najszybciej znaleźć — kiwa na koniec, na potwierdzenie swoich własnych słów i unosi wzrok na chłopaka, którego twarz zastygła w wyrazie głębokiej konsternacji. Napina na niej wszystkie mięśnie, brwi ma ściągnięte, przez co widnieje między nimi niewielka zmarszczka, a usta zaciska w wąską kreskę.

         Hermiona czuje przyjemne dreszcze, rozchodzące się wzdłuż jej kręgosłupa, kiedy dostrzega skupione spojrzenie chłopaka. Jest w nim coś, co zdecydowanie może określić mianem drapieżnego. Drobne iskierki powodują wrażenie, że źrenice chłopaka są nienaturalnie duże i głębokie. Zaciska zęby, kiedy dociera do niej, że chciałaby zobaczyć w nich swoje odbicie. Cofa się o krok, czym zwraca na siebie jego uwagę. Nie może dłużej na niego patrzeć – wie, że źle się to dla niej skończy. Draco patrzy na nią zdziwiony, kiedy nerwowymi ruchami zabiera kartkę, składa ją po zgięciach, przetartych w kilku miejscach i wsuwa do tylnej kieszeni spodni. Przechyla głowę na bok, uważnie obserwując każde posunięcie Hermiony, kiedy ta wychodzi z pokoju, mocno trzaskając za sobą drzwiami.

         Jest ciekawy, dlaczego szatynka tak zareagowała. Wie, że przyglądała mu się uważnie, kiedy on wciąż bez najmniejszego zrozumienia studiował słowa i sygnatury na podniszczonym papierze. Czy spowodował tym nawrót u niej jakiegoś wspomnienia? A może coś w jego wyglądzie ją zaniepokoiło? Natychmiast podchodzi do pękniętego lustra, wiszącego na ścianie i przygląda się w nim sobie. Nie ma na policzku żadnego, nowego zadrapania. Z cichym westchnieniem wzrusza jedynie ramionami i opuszcza pokój Granger. Gryfoni już na zawsze pozostaną dla niego zagadką bez rozwiązania.


         Hermiona schodzi powoli po schodach do salonu, w którym wyczarowano długi stół, przy którym ustawiono kilkadziesiąt krzeseł tak, aby każdy obecny mieszkaniec znalazł przy nim miejsce na dzisiejszą kolację wigilijną. Biały obrus przyozdabiają flakony z czerwonymi różami, zerwanymi ze szklarni, w której codziennie przez kilka godzin przesiaduje pani Weasley. Kilka świeczek pływało w mniejszych wazonach, wyczarowanych przez Ginny, która wróciła z Hogwartu na przerwę świąteczną. Dziewczyna odwraca wzrok, kiedy dostrzega jak Łapa i Lunatyk patrzą prosto na nią, zawzięcie przy tym dyskutując. Nie podoba jej się to. Rozgląda się po pomieszczeniu, uśmiechając się lekko, kiedy zauważa trzech Ślizgonów, żywo ze sobą rozmawiających.

         Poprzedniego dnia jeszcze raz miała do czynienia z Draco. Chłopak starał się dowiedzieć, dlaczego zareagowała tak nerwowo, jednak ona starannie unikała składania wyjaśnień. Zapewniła go za to, że jest w pełni gotowa do drogi i że jego przyjaciele mogą już układać plan działania. Blondyn w odpowiedzi jedynie uśmiechnął się tajemniczo, życzył jej udanej nocy i zniknął za zakrętem, prowadzącym do jego sypialni.

         Dziewczyna podchodzi do jednego z krzeseł i zajmuje na nim miejsce. Kątem oka zauważa jak inni członkowie Zakonu Feniksa robią to samo. Posyła delikatny uśmiech w kierunku Gin, która wybiera sobie krzesło zaraz obok niej. Malfoy siada na drugim końcu stołu chwilę po tym, jak jego przyjaciele opuszczają pomieszczenie. Granger napina wszystkie mięśnie, kiedy w ślad za nimi prawie od razu idą Ron z Harry’m. Wiedziała, że zawsze musi spotkać na swojej drodze jakieś utrudnienia. Rzuca ciche „przeprasza” w kierunku swojej przyjaciółki, przerywając jej tym samym wykład o tym, jak długo musiała szukać odpowiedniego prezentu dla swoich rodziców, podnosi się z siedzenia i mijając zdziwionego Ślizgona wychodzi za przyjaciółmi. Nie pozwoli im niczego zepsuć.

         Wydobywa różdżkę zza paska spodni, podąża za chłopcami, uważnie obserwując ich plecy. Jest pewna, że Malfoy już podąża za nią. Wręcz czuje na sobie jego spojrzenie. Teodor i Blaise zatrzymują się w miejscu, dopiero w tym momencie zauważając, że nie są sami. Ciemnoskóry mruży groźnie oczy, napinając przy tym wszystkie mięśnie. Palce ma owinięte dookoła różdżki, w każdym momencie gotowy do obrony. Nott natomiast pozostaje zdystansowany i w spokoju oczekuje na dalszy rozwój wydarzeń. Jedynie mocno zaciśnięta szczęka wskazuje na to, że nie podoba mu się towarzystwo dwójki Gryfonów.

Hermiona czuje szarpnięcie za nadgarstek. Odwraca głowę, starając się wyrwać rękę z niechcianego uścisku, jednak kiedy dostrzega Dracona, który w wymowny sposób pokazuje jej, aby była cicho, postanawia zacisnąć zęby i odczekać chwilę. Z powrotem zerka w kierunku przyjaciół, którzy nie wyglądają na kogoś z pokojowymi zamiarami.

— Potter i Weasley — syczy Zabini, mocniej zaciskając palce na drewnie. Ron unosi różdżkę, przez co czarnowłosy Ślizgon podnosi wysoko brew. — Czego wy od nas chcecie? Jeszcze samego Pottera byłbym w stanie znieść, ale ty Weasley, jeżeli nie chcesz nabawić się kilku siniaków, to zmywaj się stąd, dobrze ci radzę — gardłowy śmiech rudowłosego rozchodzi się nieprzyjemnym echem po pustej okolicy.

— Spokojnie, Ron — Harry od razu postanawia zareagować. Układa dłoń na ramieniu przyjaciela i wychodzi krok przed niego. — Jesteśmy tutaj po to, żeby was pilnować. Remus uważa, że to niebezpieczne jak bardzo Malfoy zbliżył się do Hermiony i uważa, że wy też możecie mieć z tym coś wspólnego. Dlatego kazał nam nie spuszczać was z oczu — wyjaśnia szybko chłopak, starając się brzmieć jak najbardziej przyjaźnie. Hermiona szybko wydobywa swoją różdżkę i celuje nią w plecy jednego z Gryfonów. Czuje jak blondyn zaczyna obserwować uważnie każdy jej ruch.

— Z tego, co wiem, mam swoją matkę, bliznowaty, dlatego nie potrzebuję jeszcze ciebie jako niańki. Zabieraj swojego klona i zmywaj się stąd, póki jeszcze cię nie zaatakowałem — warczy Blaise, również robiąc krok do przodu. Zerka ponad ramieniem przeciwnika, przez co jego źrenice zmniejszają się ze zdziwienia. Draco natychmiast odwraca się w tamtym kierunku, jednak zanim zdąży cokolwiek powiedzieć, Hermiona wypowiada szeptem zaklęcie, które godzi prosto między łopatki jej rudowłosego przyjaciela i powala go nieprzytomnego na trawnik. Potter odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Miona zerka z bólem prosto w oczy przyjaciela.

 — Przepraszam, Harry. Nie zapominaj, że mimo to i tak możesz na mnie liczyć — mówi cicho, po czym ponownie wypowiada zaklęcie, zanim czarnowłosy zdąża wydobyć różdżkę zza pazuchy. Chłopak opada zaraz obok drugiego Gryfona, nieprzytomny przez oszołomienie. Dziewczyna chowa swój magiczny atrybut za pasek spodni i podnosi wzrok na trójkę Ślizgnów. — Chyba nie będziecie mieli okazji na wasz wielki pokaz. Pora już na nas — mówi, z przerażeniem zerkając w kierunku Nory. Kilku bardziej wykwalifikowanych członków Zakonu własne biegnie w ich kierunku, celując w nich pierwszymi urokami. Teodor w ostatnim momencie uchyla się przed snopem kolorowego światła.

— Ona ma rację — zgadza się natychmiast Nott, kładąc dłoń na ramieniu Zabiniego. Wbija w nie lekko palce i unosi nieznacznie kąciki ust, po raz ostatni zerkając na swojego przyjaciela. — Powodzenia i do zobaczenia w najbliższym czasie, Smoku. Mam nadzieje, że zachowasz wszystkie członki przy swoim ciele — chłopak śmieje się cicho, po kilku sekundach kierując spojrzenie na dziewczynę, obejmującą się ramionami. — Granger — kiwa lekko głową i zanim Blaise czy Draco zdążą cokolwiek dodać, znika wraz z tym pierwszym, pozostawiając za sobą jedynie delikatny powiew powietrza.

— Hermiono, masz natychmiast rzucić różdżkę! — głośny krzyk Remusa powoduje nieprzyjemne dreszcze na ciele dziewczyny. Znienawidzą ją wszyscy, których kocha i na których jej zależy, jednak musi to zrobić. Dla ich dobra. Nie protestuje, kiedy Ślizgon łapie ją w talii, przyciąga do siebie i obejmuje.

— Spokojnie Granger, za chwilę znajdziemy się z daleka od Zakonu Feniksa i Śmierciożerców — i nie czekając na nic więcej aportuje ich, w tylko sobie znane miejsce.




 Dawno mnie tu nie było, ale to nie było zależne ode mnie. Matura to może i bzdura, ale jak się jej nie ma to jeszcze gorzej, dlatego pomyślałam że fajnie by ją było zdać i zaczęłam się jakby uczyć.
Kolejny postaram się dodać jak najszybciej, korzystając jeszcze z tego, że mam ferie. Przynajmniej dopóki tata nie przyjedzie, bo potem gdzieś mnie - dzięki Merlinowi - wywiezie.
Wracamy do akcji, nie lubię jak się mało dzieje. Już za długo był spokój i tak.
Pozdrawiam,
Cave xox

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz