poniedziałek, 23 stycznia 2017

(20) Rozdział Dwudziesty



Dobrze było w końcu podjąć jakieś konkretne działanie. Miło było poczuć się potrzebnym i mieć świadomość, że każda kolejna minuta przybliżała nas do zakończenia wojny.

         Hermiona siedzi z kartką papieru, którą znalazła w biurku, w gabinecie swojego ojca i stara się przypomnieć sobie nazwiska osób, które na przestrzeni lat zabił Voldemort. Zawzięcie przygryza ołówek, mrużąc przy tym oczy. Malfoy zabronił jej używania magii, przez co nie mogła powiększyć sobie pióra babci. Wzdycha ciężko, odkładając papier przed siebie. Przyciąga kolana, obejmując je rękami i chowa w nich twarz, mocno zaciskając powieki. Spojówki niemiłosiernie szczypią ją od rzadkiego mrugania i słabego światła mrugającej na zewnątrz latarni. Ma już dość siedzenia i nic nierobienia, według niej zmarnowali cały dzień. Wolałaby już uganiać się za Śmierciożercami i błagając Merlina o szczęście, złapać jednego, a potem odpowiednio przycisnąć. Bo skoro oni torturowali członków Zakonu Feniksa, to dlaczego Zakon nie może torturować ich?

— Pokaż, co znalazłaś Granger. Może wspólnie coś ustalimy — wzdycha ciężko chłopak i podchodzi do niej, siadając naprzeciwko. Bez zbędnych pozwoleń zabiera jej kartkę i przelatuje wzrokiem bo nazwiskach, napisanych zgrabną czcionką. — Riddle zabił rodziców Pottera — mówi po dłuższej chwili milczenia, którą spędził na analizowaniu faktów. Hermiona przewraca oczami i nie podnosząc głowy uderza o siebie kilkukrotnie dłońmi.

— Brawo, naprawdę. To była spostrzegawcza uwaga — kpi, uśmiechając się pod nosem. Przyciąga nogi bliżej do siebie, pocierając je dłońmi, chcąc wytworzyć w ten sposób chociaż odrobinę ciepła. Postanowili nie rozpalać ogniska w swojej kryjówce, aby żaden Śmierciożerca, patrolujący okoliczny teren, nie zwrócił uwagi na dym. — No rozwiń w końcu myśl, pokaż że naprawdę jesteś inteligentny — mamrocze cicho, kiedy chłopak się nie odzywa. Hermiona naprawdę chce nawiązać z nim nić porozumienia. Wciąż zależy jej na tym, aby przed śmiercią przyczynić się do wygrania wojny.

— Doprawdy — zaczyna wyniośle, unosząc jedną brew. — Zaczynam szczerze wątpić, Granger czy zdołamy się dogadać. Żałuję, że nie zabrałem ze sobą Zabiniego. Może i nie jest, rzekomo, tak inteligentny jak ty, ale w nim mam przynajmniej pomoc — kończy, podnosząc się z podłogi. Hermiona klnie cicho pod nosem i również podrywa się na równe nogi. Podchodzi do niego szybkim krokiem i staje przed nim, kładąc mu dłonie na ramionach.

— Dobra Malfoy, przepraszam. Nie powinnam tego powiedzieć — wypuszcza cicho powietrze przez rozchylone usta. — Nie jest mi łatwo tutaj być — odsuwa się od niego, krzyżując ręce na piersiach. Spuszcza wzrok na swoje buty. — Przyzwyczaiłam się do bycia sama ze sobą, a nasze stosunki nie były najlepsze w przeszłości. Wiem — kontynuuje, zanim chłopak zdąża wtrącić się jej w słowo. — Pokazałeś mi w Norze, że też zależy ci na wygraniu tej wojny i obiecuję, że już więcej nie będę ani się na ciebie rzucać, ani ironizować. Daj mi po prostu chwilę czasu.

         Chłopak uśmiecha się pod nosem. Nie sądził, że Granger jest w stanie przeprosić za coś, co zrobił. Otwiera usta, chcąc opowiedzieć jej o planie jaki wymyślił, kiedy przeglądał zawzięcie nazwiska poległych, jednak z jego ust wydobywa się tylko cichy jęk. Odsuwa się od Gryfonki i łapie za przedramię, na którym wciąż widnieje mroczny znak. Łapie zdezorientowaną dziewczynę za nadgarstek i ciągnie ją w dół, chowając się przy ścianie pod oknem. Obejmuje kasztanowłosą ramieniem i łapie dłonią za jej usta. Przykłada szybko palec wskazujący do swoich i wciąż mocno się krzywiąc, nasłuchuje tego, co dzieje się na zewnątrz.

         Hermiona otwiera szeroko oczy, kiedy do jej uszu dobiega odgłos ciężkich kroków i zgrzytanie łańcuchów, które zbuntowane nastolatki czasami przypinają sobie do za dużych spodni. Przysuwa się bliżej chłopaka, starając się zapanować przy tym nad drżeniem całego ciała. Nie jest jeszcze gotowa na walkę. Zbyt wiele czasu upłynęło od ostatniej, kiedy to przebywała w domu pełnym przyjaźnie nastawionych do niej ludzi. Zaciska jednak palce na rękojeści swojej różdżki, chcąc mieć ją cały czas w pogotowiu. Nie podda się przecież, będzie się bronić dopóki będzie zdolna do walki.

— Nie mam pojęcia, dlaczego Crouch wysyła nas zawsze akurat w ten rewir. To bezsensowne, tutaj nie ma żywej duszy, a już na pewno nikt nie znalazłby kryjówki — Hermiona zaciska powieki, kiedy chłopak wbija jej palce w ramię. Wie, że Draco rozpoznaje głos Śmierciożercy, sama już gdzieś wcześniej go słyszała, ale ona zawsze miała do czynienia z nimi, kiedy zakrywają twarze srebrnymi maskami. — Równie dobrze moglibyśmy pójść w centrum tego zapyziałego miasta, tam też nikt się nie zapuszcza.

         Malfoy drga lekko, kiedy kolejna fala bólu rozlewa się po jego ramieniu. Wie, że ucieczka będzie nieunikniona, w końcu skoro on wyczuwa ich obecność, to oni tym bardziej zdają sobie sprawę, że jeden z ich bandy grasuje gdzieś niedaleko. Wciąż ma jednak cichą nadzieję, że może pomyślą, iż po prostu napotkali na swojej drodze jakąś inną grupę zwiadowczą i odpuszczą sobie poszukiwania. Naprawdę, tego wieczoru wolałby sobie jeszcze odpuścić walkę z półgłówkami Voldemorta.

— Zamknij w końcu paszczę, Lestrange i powiedz czy poczułeś to co ja — Draco zabiera powoli dłoń z ust dziewczyny. Nie mogą się jeszcze aportować – kartki z nazwiskami leżą na podłodze, a jemu nie uśmiecha się od nowa spisywać je wszystkie przez kilka godzin.

Powoli, bezszelestnie opada na podłogę i wyciąga przed siebie nogę. Stara się wejść do umysłu dziewczyny, chcąc znaleźć w jej wspomnieniach jak wygląda Dolina Godryka, jednak ona skutecznie blokuje swój umysł w obawie, że to Śmierciożercy próbują się do niego wedrzeć. Malfoy nigdy nie był tam osobiście. Zaciska dłonie w pięści, kiedy czubkiem buta dotyka papieru i korzystając z tego, że zawiał wiatr, który strąca kilka kamieni na chodnik, powodując tym cichy hałas, zagłuszający rozmowę z zewnątrz, przyciąga go do siebie powoli. Zaciska szczęki, hamując przekleństwo, kiedy zgiełk przestaje być słyszalny, a on nie zdąża podnieść interesującego go przedmiotu. Czuje na sobie uważny wzrok Granger, co wcale nie pomaga mu w działaniu.

Chwyta ostrożnie opuszkami palców róg kartki i unosi ją tak, aby nie wydała dźwięku. Przyciąga ją do siebie chroniąc przed kolejnym podmuchem wiatru, jednak jest za późno. Papier szeleści, co dokładnie da się usłyszeć w opustoszałej okolicy. Niestety, na spalonych drzewach nie ma liści. Klnie głośno i mnąc kartkę wkłada ją szybko do kieszeni spodni, w ostatnim momencie kładąc się na dziewczynie, przez co chroni jej ciało przed kamieniami, powstałymi w wyniku wysadzenia przez zaklęcie ściany, za którą starali się schować.

— Szybko Granger, aportuj nas do Doliny Godryka — mamrocze prosto do jej ucha i odwraca się szybko, jednym machnięciem różdżki odgarniając z nich wszystkie głazy, a następnym tworząc dookoła nich tarczę ochronną przez urokami, rzucanymi przez Śmierciożerców.

— To Zdrajca Krwi i Szlama Pottera! — krzyczy jeden z nich, czym wywołuje szeroki, złośliwy uśmiech na twarzy blondyna, którego nie powstydziłby się żaden Ślizgon. Puszcza zadziornie perskie oko w ich kierunku i już po chwili czuje drobne palce na swoim udzie, a w następnej mocne szarpnięcie w okolicach podbrzusza.


         Hermiona krzywi się mocno, kiedy razem z Malfoy’em znajdują się już na środku głównej ulicy, biegnącej przez Dolinę Godryka. Jego kurtka jest cała porozcinana, a z pleców i tyłu głowy leci mu krew. Ignorując zaciekawione spojrzenia ludzi, spacerujących po okolicy w Wigilijny wieczór, łapie go za rękę, a następnie ciągnie prosto w kierunku domu rodziców Harry’ego. Dziewczyna domyśla się, że do właśnie w to miejsce chce dostać się Ślizgon. W pewnym momencie szybkiego marszu musi owinąć sobie jego rękę dookoła ramion, ponieważ nogi chłopaka zaczynają się plątać, a on z powodu szybkiej utraty krwi, powoli traci panowanie nad ciałem.

— Alohomora — szepce dziewczyna, upewniając się że nikt na nich nie patrzy i wciąga Malfoy’a do wnętrza budynku, zamykając za nimi drzwi na silne zaklęcie. Krzywi się, widząc dookoła siebie skutki ataku Voldemorta na Potterów. Przy schodach wciąż widoczna jest krew Jamesa, a większość mebli leży w częściach na całej podłodze. — Proszę, powiedz że twojej różdżce nic się nie stało, nie wzięłam ze sobą żadnej zapasowej — mamrocze cicho, zdejmując z chłopaka pozostałości sportowej kurtki oraz czarnego golfu, który ma na sobie.

Odrzuca ciuchy na bok i układa Dracona tak, aby mieć pełny dostęp do jego pleców. Wyjmuje z kieszeni pomniejszoną torebkę, natychmiast przywracając jej naturalne rozmiary. Wsuwa do niej dłoń z kawałkiem winorośli i przywołuje eliksir leczniczy. Na zewnątrz panuje ujemna temperatura, a w nieużywanym od lat domu wcale nie jest cieplej. Musi przez to działać szybko, aby dodatkowo nie przemrozić Ślizgona.

Drżącymi dłońmi rozlewa ciecz po ranach na ciele chłopaka. Zagryza mocno dolną wargę, błagając Merlina, Godryka i Salazara, aby to zadziałało. Wie, że bez Malfoy’a jest skazana na porażkę; chociaż nigdy nie przyzna tego przed nim. Pozwala cichemu westchnieniu ulgi uciec z gardła, kiedy blondyn wyrzuca spod siebie swoją różdżkę w nienaruszonym stanie. Powiększa mu jeszcze nowe ciuchy i odkłada obok, spokojnie czekając aż substancja wchłonie się całkowicie. Po tym czasie podaje mu je i odsuwa się pod przeciwległą ścianę, opierając o niego plecami.

— Jeszcze pomyślę, że się o mnie martwisz — chłopak śmieje się cicho, zakrywając swoje ciało. Granger przewraca oczami i kładzie się na boku, układając głowę na skrzyżowanych rękach. Spanie w wygodnym łóżku Ginny zupełnie jej nie odpowiadało. Zdążyła się już przyzwyczaić do twardych powierzchni.

— Idę spać, Malfoy. To miejsce jest chronione zbyt potężnymi czarami, żeby ktokolwiek nas w nim znalazł, więc ty też spokojnie możesz się na chwilę położyć. Jutro z samego rana wrócimy do szukania Horkruksów — mówi, po czym zamyka oczy i pozwala sobie na kilkugodzinny odpoczynek.


         Draco wstaje razem z nadejściem poranka. Słońce wpada do pomieszczenia i razi go w oczy. Chłopak mamrocze cicho pod nosem, przekręcając się na drugi bok. Stara się usnąć jeszcze, jednak sen już całkiem uciekł z jego powiek. Podnosi się powoli, przeciąga i unosi jedną brew, widząc nastolatkę, uważnie wertującą księgę. W oczach Draco wolumin wygląda na stary – ma pożółkłe strony i widać, że dziewczyna obchodzi się z nim ostrożnie, niemalże z namaszczeniem, jakby za chwilę miał się rozlecieć.

— Dzień dobry — mówi cicho brązowowłosa, nie podnosząc wzroku znad tekstu. — Możesz zdjąć kurtkę, uruchomiłam ogrzewanie w całym domu — dodaje szybko. Jasnowłosy dopiero teraz zauważa, że jego towarzyszka ma na sobie jedynie bluzę, wciąganą przez głowę. Natychmiast pozbywa się wierzchniego okrycia i przeciąga.

— Miłego, Granger — odpowiada w końcu, zachrypniętym po śnie głosem. Zerka na zegarek marszcząc czoło. Mógł się spodziewać, że słońce w zimie wschodzi późno i nie powinien być zdziwiony, że wskazówki pokazują godzinę dwunastą. — Dlaczego nie obudziłaś mnie wcześniej? Pomógłbym ci w przeglądaniu tych książek. Przysuwa się do niej, zaciekawiony tym, na jaki temat dziewczyna poszukuje dokładniejszej wiedzy. Przewraca oczami, kiedy Hermiona zamyka opasłe tomisko i chowa je z powrotem do torby, ówcześnie pomniejszając znacznie jego rozmiary. — Naprawdę, wydaje mi się, że zabrałaś ze sobą pół wyposażenia domu Weasley’ów — dziewczyna ignoruje tę uwagę i zgrabnie podnosi się z podłogi.

— Będziesz musiał posiedzieć chwilę sam — zaczyna powoli i w końcu zerka prosto w jego oczy. Draco zdążył już zauważyć, że jej zmieniły się od czasów szkolnych. Teraz już nie może czytać z nich jak z otwartej księgi i czasami wydaje mu się, że są zamglone, jakby umysłem znajdowała się z dala od teraźniejszości. — Pójdę do pokoju Harry’ego i cofnę się w czasie w znacznie bezpieczniejszy sposób niż za pomocą zmieniacza czasu — rzuca w niego torebką, a przez zdezorientowanie ledwo zdąża ją złapać, w czym pomaga mu jedynie wrodzony refleks zawodnika Quidditcha. — Powinnam wrócić wieczorem, więc będziesz miał dużo czasu, żeby przeszukać cały dom w poszukiwaniu czegoś interesującego — kończy i zaczyna wchodzić po schodach, nie czekając na odpowiedź z jego strony. Draco jednak nie może powstrzymać się od dorzucenia czegoś od siebie.

— Czemu aż do wieczora? Naprawdę mam siedzieć tutaj zupełnie sam? — Hermiona uśmiecha się pod nosem, odwracając głowę, żeby popatrzeć na niego przez ramię. Wzrusza nimi lekko.

— Powiedziałam bezpieczniejszy, nie szybszy — mówi i wchodzi na szczyt schodów, po chwili zamykając za sobą wejście do dziecięcego pokoju. Jest zdziwiona, że całe pomieszczenie wygląda na nienaruszone. Jedynie duża plama krwi w miejscu, gdzie została zabita Lily wskazuje na tragiczne zdarzenia z przeszłości.

         Dziewczyna, starając za bardzo się nie rozglądać, podchodzi do przeciwległej ściany i siada w kącie tak, że ma doskonały widok na całe pomieszczenie. Bierze głęboki oddech i zamyka oczy. Zaciska palce dookoła rękojeści różdżki i przypomina datę, o której nie raz wspominał jej Harry, po czym przywołuje w umyśle formułkę zaklęcia, mającego przenieść ją w czasie. Już po chwili wszystko dookoła niej się zmienia, a ona nie może wyjść z podziwu nad tym, jak uroczym niemowlakiem był jej przyjaciel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz