wtorek, 24 stycznia 2017

(21) Rozdział Dwudziesty Pierwszy



         Teodor zakłada na swoją twarz srebrną maskę, a włosy zakrywa czarnym kapturem szaty, której miał nadzieję nie widzieć nigdy więcej na oczy. Odwraca się w kierunku przyjaciela, z którym za chwilę dobrowolnie wejdzie prosto w paszczę lwa i kiwa nieznacznie głową w jego kierunku dając mu w ten sposób znak, że jest już gotowy. Zabini odpowiada tym samym i nie czekając na nic więcej rusza wolnym krokiem w kierunku bram Hogwartu. Oboje zatrzymują się dopiero, kiedy na ich drodze staje wysoka, metalowa brama, pilnowana przez Śmierciożerców. Nott wyciąga przed siebie lewą rękę i bez słowa podciąga rękaw białej koszuli, odsłaniając Mroczny Znak. Mężczyzna po drugiej stronie przygląda się im przez chwilę, po czym otwiera zamek za pomocą zaklęcia i z obleśnym uśmiechem wpuszcza ich do środka.

         Ślizgon natychmiast kieruje swoje kroki do wnętrza zamku. Głowę nieustannie trzyma wysoko podniesioną, starając się nie pokazać przed mijanymi postaciami jak bardzo boi się, że zaraz ktoś ich rozpozna i ugodzi Avadą w plecy, nie pozwalając nawet na słowa wytłumaczenia. Wie, że Zabini rozgląda się uważnie dookoła i mrozi spojrzeniem każdego, kto chociażby odważy się na nich popatrzeć. Za dobrze go zna. Blaise jest osobą pamiętliwą, nigdy nie zapomni tego, co dzieje się z uczniami Hogwartu – miejsca, do którego czarnoskóry wracał zawsze z szerokim uśmiechem na twarzy, a teraz uważa za najgorsze więzienie dla nieletnich. Szturcha go lekko ramieniem, kiedy stają obok siebie, zatrzymując się przed wejściem do Pokoju Wspólnego Krukonów.

         Teo owija palce dookoła kołatki i stuka nią kilkukrotnie w drewniane drzwi, które otwierają się przed nim od razu na oścież. Diabeł zdążył mu napomknąć, że wszystkie zabezpieczenia zostały pozdejmowane, aby Śmierciożercy mogli bez problemu poruszać się po Hogwarcie. Nie jest więc zdziwiony. Wchodzi do środka, ściągając na siebie uwagę wszystkich uczniów. Przewraca oczami, kiedy część z nich podnosi się z kanap i ucieka do swoich pokojów.

— Luna Lovegood — mówi krótko, przeczesując spojrzeniem wszystkich, którzy odważyli się zostać. Kilku chłopaków zaciska mocno dłonie w pięści, odwracając się w kierunku drobnej blondynki, czytającej podręcznik do Czarnej Magii. Ta, słysząc swoje nazwisko, drga lekko. Szybko jednak reflektuje się, odkłada książkę i wstaje z miejsca, podchodząc do nich. Czarnowłosy Krukon wyciąga rękę, blokując jej w ten sposób przejście.

— Nie zrobiliście jej już wystarczająco dużo krzywdy? Patrzcie na nią jak wygląda. To chyba odpowiednia kara za to, że w nocy spacerowała po korytarzach, dajcie jej w końcu spokój! — Nott unosi wysoko brew. Nie spodziewał się, że mieszkańcy domu Roweny są gotowi wstawiać się za siebie nawet przed Śmierciożercami. Podziwia ich za to – żaden ze Ślizgonów nie pisnąłby jednym słowem – jednak na razie nie może tego po sobie pokazać.

         Jednym machnięciem różdżki sprawa, że szatyn robi kilka kroków w bok. Zabini natychmiast podchodzi do Luny, łapie ją za nadgarstek i bez najmniejszego wysiłku wyciąga z Pokoju Wspólnego na korytarz wierzy Ravenclawu. Teodor za pomącą zaklęcia zamyka za nimi wejście. Schodzą w dół, zatrzymując się na siódmym piętrze. Upewniwszy się, że nikt ich nie śledził, zdejmują swoje maski. Nott słyszy dokładnie ciche westchnienie ulgi, wypuszczone przez dziewczynę.

— Rozmawiałaś z Heleną, Luna — pyta od razu, chcąc jak najszybciej uciec z tego miejsca wykorzystując fakt, że jest jeszcze w jednym kawałku. Dziewczyna kiwa twierdząco głową, wsadzając kosmyk włosów za ucho. Spuszcza wzrok na swoje buty i rusza przed siebie. Chłopcy wymieniają ze sobą zdziwione spojrzenia, jednak natychmiast ruszają za nią.

— Helena powiedziała mi, że diadem jej matki jest schowany w Pokoju Życzeń. Voldemort osobiście go tam zaniósł — mówi cicho, zagłuszając odgłosy kroków, odbijające się echem od ścian, zapełnionych pustymi obrazami. Wszystkie postacie wyniosły się, nie chcąc oglądać upadku szkoły. — Voldemort przy jego tworzeniu zabił albańskiego rolnika, proszę abyście przekazali tę informację Hermionie — dodaje szybko i zatrzymuje się przed jedną ze ścian. Zamyka oczy, wyobrażając sobie miejsce, o którym opowiedziała jej Szara Dama. Kiedy pojawiają się przed nią drzwi, wchodzi przez nie bez zawahania. Chwilę po niej robią to również Ślizgoni.


         Hermiona otwiera powoli oczy, rozglądając się po pomieszczeniu, w którym znalazła się zaledwie kilka sekund wcześniej. Wszystkie kolory od razu wydały jej się znacznie żywsze, a ciche dźwięki pozytywki powodują przyjemnie ciepłą atmosferę. Na środku wciąż stoi dziecięce łóżeczko, w którym leży mały chłopiec z czarnymi włosami, ubrany w czerwony śpioch. Dziewczyna uśmiecha się delikatnie, dostrzegając nawiązanie do barw Domu Lwa.

         Kiedy tylko pozytywka przestaje grać, chłopiec otwiera oczy i podpierając się o szczeble łóżeczka, wstaje, rozglądając się po swoim pokoju. Zaczyna cicho gaworzyć, gdy spogląda w kierunku brązowowłosej. Dziecięcy uśmiech od razu zaczyna gościć na jego pucołowatej twarzy, a z jego ust wystają dwa zęby. Gryfonka śmieje się cicho na ten widok.

         Drga nieznacznie, kiedy drzwi do pomieszczenia otwierają się. Do pokoju wchodzi wysoka, piękna kobieta. Ma długie włosy, upięte w koka i błękitną sukienkę przed kolano. Dziewczyna napina wszystkie mięśnie, kiedy chłopiec z radością wskazuje palcem jej stronę. Lily odpowiada mu coś, jednak Granger nie jest w stanie dokładnie tego usłyszeć. Widzi jedynie jak porusza ustami i bierze chłopca na ręce. Miona marszczy brwi. Nie rozumie, dlaczego słowa pani Potter do niej nie dotarły. Przecież nie znajduje się od niej w zbyt dużej odległości, a piosenkę i śpiew ptaków zza okna słyszy dokładnie.

         Z zamyślenia wyrywa ją kolejny trzask. Drzwi zamknęły się za nimi, więc Hermiona – kierowana ciekawością – chce podnieść się z podłogi i dokładniej rozejrzeć po pokoju. Jednak w tym samym momencie wszystko dookoła niej zaczyna się rozmazywać. Szybko siada z powrotem w miejscu, z którego przeniosła się w czasie i zaciska powieki. Zaklęcie powstrzymuje ją przed namieszaniem w przeszłości. Bierze głęboki oddech, po chwili wypuszczając powietrze przez lekko rozchylone usta. Otwiera oczy, zadowolona że udało jej się powstrzymać powrót. Musi wytrzymać do momentu morderstwa Potterów. A potem… Potem niech się dzieje co chce.


         Powiedzieć, że pomieszczenie jest zagracone, to za mało. Regały, wysokie do samego sufitu, obłożone były najróżniejszymi przedmiotami, najprawdopodobniej związanymi z ich właścicielami – w mniejszym lub większym stopniu. Książki, zeszyty, peruki, fotografie, fotele, szczątki zwierząt, a nawet stare modele mioteł i długopisy. Zabini podchodzi do stołu z ciemnego drewna i podnosi z niego niewielkie pudełko, którym zaczyna się bawić.

— Czyli, musimy przeszukać cały ten pierdzielnik, żeby znaleźć jakąś małą błyskotkę, dobrze zrozumiałem? — Blaise siada na stole i rozgląda się dookoła, rozkładając ręce na boki. — Super, nie wyjdziemy stąd do Nowego Roku, jak nie dłużej — mamrocze cicho pod nosem, odrzucając za sobą pudełko, którego pokrywa opada w locie, powodując że cała zawartość wylatuje na kamienną posadzkę. Cała trójka robi zdziwione miny, kiedy po całym pomieszczeniu rozchodzi się echo uderzania metalem o twardą powierzchnię. Zabini i Nott natychmiast rzucają się w tamtym kierunku, przez co ich szaty szeleszczą z każdym gwałtownym ruchem. Oboje w tym samym momencie rzucają się na podłogę i łapią za diadem

         Luna śmieje się cicho, patrząc na to, jak unoszą ozdobę i zaczynają się szarpać o to, kto powinien ją trzymać. Nigdy wcześniej nie podejrzewała, że arystokraci Czystej Krwi, prawie dorośli mężczyźni mogą zachowywać się jak kilkuletnie dzieci. Nott unosi w końcu srebrny przedmiot i odsuwa się o krok od przyjaciela.

— A teraz się stąd zmywamy — oznajmia, zakładając na twarz srebrną maskę, którą wydobył z kieszeni spodni. Nakładają kaptury na głowy i pochylają się nieznacznie, przybierając zgarbione postury. — Przepraszam Lovegood, ale wiesz jak jest — podchodzi do dziewczyny i z ogromnym żalem w sercu, przykłada koniec różdżki do jej policzka, tworząc na nim kilka krwawiących rozcięć.

         Chłopak chowa diadem pod płaszcz i chwytając dziewczynę za ramię, wyprowadza ją z Pokoju Życzeń, prowadząc z powrotem do Pokoju Wspólnego Krukonów. Zostawia ją dopiero przed wejściem do niego i razem z drugim Ślizgonem wychodzą na dziedziniec. Są bardzo zdziwieni, kiedy po drodze nie spotykają żadnego Śmierciożercy. Jest już po zajęciach, a w tym czasie po zamku powinno kręcić się ich zdecydowanie więcej. Już po chwili znają odpowiedź na to pytanie.

         Stają w miejscu, kiedy wyjście na błonia zostają im zablokowane przez przynajmniej dwadzieścia zakapturzonych postaci. Teodor słyszy, jak jego przyjaciel klnie głośno. Trąca go ledwo zauważalnie stopą w łydkę i wolnym krokiem znów rusza przed siebie. Najważniejsze jest to, aby  grać dalej. Bardzo prawdopodobnym jest to, że poplecznicy Czarnego Pana jedynie podejrzewają, z kim mają do czynienia.

— Teodor Nott — mówi jeden z nich, wyciągając przed siebie rękę z różdżką, aby uniemożliwić chłopakowi dalszy marsz. Ślizgon porzuca wszystkie nadzieje o braku walki i w głowie zaczyna powoli układać nowy plan. — Powinienem ci podziękować, objąłem po tobie pozycję i szczerze przyznam, że nie wiem co ci się w niej nie podobało do tego stopnia, że postanowiłeś zdradzić — odrażający rechot przyprawia Teodora o mdłości, które ledwo powstrzymuje.

— To zdecydowanie zajęcie odpowiedniejsze dla ciebie, Goyle. Z naszej dwójki ty bardziej przypominasz kata — odpowiada i w mgnieniu oka wyciąga różdżkę, oszałamiając byłego przyjaciela. Korzystając z zamieszania jakie tym spowodował, w kilku krokach cofa się do tyłu i odrzucając maskę na bok, staje obok Blaise’a. — Jesteś gotowy, Zabini? Chyba musimy się bronić.

— To będzie bardziej rozrywka niż walka — czarnoskóry uśmiecha się zadziornie pod nosem, wyciągając różdżkę bardziej przed siebie i zaczyna rzucać zaklęciami, błagając Melina w duchu, aby mimo wszystko, ktoś z uczniów przyszedł im na pomoc.


         Draco zaczyna się już powoli nudzić ciągłym chodzeniem w tę i z powrotem po domu. Zdążył przeszukać już wszystkiego jego zakamarki i nie znalazł nic ciekawego poza kilkoma zdjęciami Pottera z dzieciństwa, o których nawet nie zamierzał wspominać Granger. W akcie ostatecznej desperacji poszedł do dziewczyny, która do kilku godzin siedziała nieruchomo w kącie dziecięcego pokoju, otoczona dziwnie wyglądającą mgłą i przyglądał się jej przez jakiś czas, zastanawiając co by się stał, gdyby dotknął jej w takim stanie. Powstrzymał się jednak wiedząc doskonale, że takie działanie mogłoby przedłużyć ich współpracę, do czego naprawdę nie chciał dopuścić.

         Teraz siedzi na kanapie w salonie i bawi się swoją różdżką, obracając ją mozolnie w palcach. Starał się znaleźć sobie jakieś bardziej interesujące zajęcie, ale jedyne na co wpadł, to setne przeszukiwanie pokoi, z którego natychmiast zrezygnował.

         Unosi znudzone spojrzenie na okno, zasłonięte lekko prześwitującymi firankami, kiedy dostrzega za nim ruch. Na zewnątrz zaczyna powoli zapadać zmrok, przez co spaceruje po nich znacznie mniej ludzi. Marszczy brwi, kiedy spokój po drugiej stronie szklanej powłoki znów zostaje zakłócony. Kierowany instynktem owija palce dookoła rękojeści różdżki i niezauważalnie podchodzi do ściany, przylegając do niej całą powierzchnią swoich pleców. Powoli unosi firankę czubkiem drewnianego przedmiotu i marszczy brwi, dostrzegając na zewnątrz co najmniej pięć postaci w czarnych kapturach. Jest zdziwiony, że jego Mroczny Znak nie zaczął pulsować tak, jak miało to miejsce poprzedniego dnia w mugolskiej dzielnicy Londynu.

         Natychmiast odsuwa się od ściany i pomstując na Hermionę, która powiedziała mu, że dom jest zabezpieczony silnymi czarami, przez co znacznie stracił czujność, przechodzi do przedpokoju. Spogląda na zegarek, zastanawiając się ile czasu zajmie Granger błądzenie po przeszłości. Nie poradzi sobie samodzielnie z taką ilością Śmierciożerców. Godzinę, może krócej – nawet nie liczy, że udałoby mu się przetrwać chociaż pół minuty dłużej, pomimo ogromnych zdolności magicznych. Bierze głęboki oddech i zaczyna barykadować wejście meblami, które bezszelestnie przenosi za pomocą zaklęcia. Ma tylko nadzieję, że Gryfonka znajdzie jakieś ważne i pomocne informacje, które dadzą jej odpowiedzi na pytania, dotyczące Horkruksów Voldemorta i że dzięki temu jego poświęcenie nie pójdzie na marne.


 Nudne jak flaki z oleje, powinien w końcu ktoś zginąć. W ogóle siebie nie poznaję. :|

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz