czwartek, 13 kwietnia 2017

(28) Rozdział Dwudziesty Ósmy (Część Druga)



Spełniłam swoje zadanie. Nie byłam już potrzebna do wygranej i mogłam odejść z pola walki z poczuciem dobrze wykonanego zadania.

         Hermiona czuje, jak jej ciało coraz bardziej zaczyna opadać z sił. Ostre pieczenie przeszywa jej mięśnie za każdym razem, kiedy macha różdżką, odbierając życie kolejnym Śmierciożercom. Przestała już liczyć, ilu z nich pokonała pomimo tego, że w jej sercu gości bolesna pustka, kiedy musi patrzeć w ich oczy o martwym wyrazie, gdy opadają bezwładnie na ziemię, by po chwili zostać stratowanymi przez walczących w amoku czarodziei i czarownice. Wbrew pozorom, jej dusza nie zamieniła się całkowicie w kamień i wciąż potrafi odczuwać empatię, chociażby w stosunku do rodzin tych, którzy dzisiejszego wieczora polegli i polegną w obronie lub ku zdobyciu Hogwartu. Wciąż jednak starała się sobie powtarzać, że to ich wina, że to właśnie oni postanowili wpędzić magiczny świat w wojnę, która pochłonęła wiele ofiar, a ją samą doprowadziła na skraj wytrzymałości; zarówno psychicznej jak i fizycznej.

         Wzdycha ciężko, zaciskając powieki, kiedy ostre odłamki muru wbijają się jej w kolana, gdy opada na ziemię, chcąc chociaż na chwilę schować się i odsapnąć, aby zregenerować siły na dalszą batalię. Wie, że jeżeli to wszystko szybko się nie zakończy, to Zakon Feniksa i uczniowie, którzy postanowili bronić ukochanej szkoły przez wrogiem, narażając przy tym swoje młode życie, polegną w trymiga, a nad światem zapanuje Voldemort, który doprowadzi do jego powolnej autodestrukcji. Wychyla się, chcąc oszacować, ilu ludzi pozostało po każdej ze stron. Niestety, wszyscy poruszają się zbyt dynamicznie, aby zmęczony wzrok Hermiony był w stanie nad nimi zapanować. Klnie głośno, odwracając się przodem do Śmerciożercy, który nieznacznie chybił, przez co zaklęcie odbiło się od kamienia zaraz obok jej ramienia. Przechodzi szybko na czworaka w bok i w ostatnim momencie wyczarowuje barierę ochronną, by następnie pokonać przeciwnika. Wypluwa krew z ust, która znalazła się tam z rozciętej wargi. Przewraca oczami, słysząc głośny ryk, który przedziera się do jej uszu nawet przez dźwięki ciągłej walki, na którą sama tak długo czekała. Przybiera obojętny wyraz twarzy, zerkając prosto na Harry’ego, stojącego zaledwie kilka kroków przed nią.

— Do jasnej cholery, Miona! Miałaś pilnować z dziewczynami i Ronem, żeby nikt nie wszedł do Wielkiej Sali — krzyczy, podchodząc do niej w zaledwie kilku krokach. Ciemnowłosa podnosi się natychmiast i przyjmując bojową postawę przechyla głowę do tyłu, zerkając wyzywająco w oczy przyjaciela. — Dlaczego więc jesteś tutaj i narażasz się na śmierć?

— Bo tego wymaga ode mnie moje sumienie — odpiera butnie, znacznie ciszej niż Wybraniec. Ma dość traktowania jej jak muzealnego obiektu, do którego można jedynie podchodzić i obserwować. — Umiem o siebie zadbać, a poza tym teoretycznie właśnie robię to, co do mnie należy, bo skoro pokonam ich wszystkich teraz, to nie wejdą do cholernej Wielkiej Sali! — odwraca się na pięcie i idzie przed siebie, chcąc rzucić się z powrotem w wir walki. Skręca gwałtownie, na wszelki wypadek chcąc zniknąć z oczu Pottera i czując nową dawkę siły, spowodowaną wściekłością na Gryfona i adrenaliną, kiedy dostrzega wilkołaka, pędzącego prosto na nią, znowu zaczyna rzucać zaklęciami zadowolona, że jej wysiłek w końcu może się na coś przydać.

         Nie dostrzega jednak, że sam Lucjusz Malfoy wychodzi jej naprzeciwko i nie tracąc czasu wytrąca dziewczynie różdżkę z dłoni, przez co ta odlatuje na kilka metrów w bok, pozbawiając ją jakiejkolwiek możliwości na obronienie się przed groźnym mężczyzną. Warczy cicho, mierząc go rozwścieczonym spojrzeniem i odskakuje na bok, nie dopuszczając go do tego, aby jego zaklęcie ją dosięgło. Zderza się mocno barkiem ze ścianą budynku, przez co z jej gardła wydobywa się ciche skomlenie. Nieprzyjemny prąd rozchodzi się po ciele kasztanowłosej, co ignoruje wiedząc, że nie może się rozpraszać. Opada ponownie na pokaleczone kolana, starając się wmieszać w ten sposób w walczący tłum i odzyskać różdżkę. Zdąża zrobić jedynie kilka kroków, kiedy jej ciałem zaczynają wstrząsać konwulsje. Krzyczy głośno, przekręcając się na plecy. Wie, że śmierć z rąk ojca Dracona nie może być szybka i bezbolesna.

         Zaciska mocno zęby, nie poddając się. Nie może przecież zginąć bez walki. Krzywi się mocno, przyjmując kolejne dawki nad wyraz bolesnego cruciatusa i sapiąc pełznie do swojego magicznego atrybutu, który wydaje się w ogóle nie zbliżać. Łzy wysiłku płyną po jej policzkach, sprawiając tym jeszcze więcej przyjemności bezwzględnemu oprawcy, który podchodzi do niej w kilku krokach i następuje na dłoń dziewczyny, kiedy ta akurat sięga po swój drewniany, magiczny atrybut. Hermina otwiera szeroko usta, słysząc jak jej kości chrupią głośno, pod wpływem okropnego nacisku. Czuje kamienie, przebijające cienką skórę i nieprzyjemnie, powoli wbijające się w wewnętrzną część jej dłoni.

         Mimowolnie unosi błagalny wzrok na jasnowłosego, chcąc prosić go w ten sposób o odrobinę litości. Nic to jednak nie daje. Malfoy celuje w nią różdżką, mocniej przygniatając palce Hermiony do kamieni, przez co dziewczyna krzyczy głośno, a jej blade policzki robią się coraz bardziej mokre od łez. Przełyka głośno ślinę, krztusząc się przy tym. Chciała być silna, a okazuje się być zupełnym tchórzem.

— Odsuń się od niej! — fala ulgi zalewa odrętwiałe ciało Hermiony, kiedy do jej uszu dobiega krzyk Blaise’a. Jest mu niezmiernie wdzięczna za to, że jakimś cudem pojawił się tutaj, idąc jej w ten sposób z pomocą. — Albo cię zabiję, dobrze wiesz że jestem do tego zdolny, wujku — uśmiech, który pojawia się na jego twarzy przyprawia o zgrozę nawet Hermionę. Malfoy śmieje się głośno, po czym – zanim Ślizgon zdąża zareagować w jakikolwiek sposób – rzuca zaklęciem prosto w ciało ciemnowłosej.

         Granger krzyczy głośno i wygina plecy w łuk pod nienaturalnym kątem. Czuje, jak jej wnętrzności rozdzierają się w drobny mak, a z ust i nosa zaczyna cieknąć cienką stróżką krew. Zaciska dłonie w pięści, kiedy nacisk na jej prawą dłoń słabnie i ostatkami sił wyciąga się, chcąc sięgnąć swojej różdżki, która leży tak niedaleko. Muska ją opuszkami palców, zamyka oczy niemalże czując jak pod wpływem bolesnego zaklęcia uchodzi z niej życie i traci świadomość.

         Blaise, widząc bezwładnie ciało Granger, podbiega do niej i klęka przed nią, dotykając dwoma palcami jej szyi. Klnie głośno, czując ogromną frustrację, kiedy dociera do niego, że zamiast gadać mógł od razu działać. Jednak teraz było już za późno, Hermiona umarła, a on musi przenieść ją jak najszybciej do Wielkiej Sali i powiedzieć o tym Malfoy’owi. 


         Pansy przygląda się uważnie plecom swojego blond-włosego przyjaciela, który raz na jakiś czas pojawia się w wejściu do pomieszczenia sanitarnego, którego ona i dwójka Weasley’ów bronią z całych sił. Draco miał rację twierdząc, że Śmierciożercy będą chcieli się do niego wedrzeć, aby wykończyć wszystkich rannych. Był również niezmiernie zły, kiedy dowiedział się, że Ślizgonce nie udało się wywiązać ze swojej obietnicy i kiedy na chwilę straciła Hermionę z oczu, ta postanowiła dezerterować ze swojego stanowiska. Ona również ma to sobie za złe, jednak teraz już nie jest w stanie zmienić przeszłości.

         Otworzyła szeroko oczy, widząc jak Blaise biegnie w kierunku Wielkiej Sali, trzymając bezwładnie ciało na rękach. Poczuła jak zaskoczenie odbiera jej władzę nad kończynami, kiedy dociera do niej, kim jest pokonana osoba. Z daleka rozpoznaje przykurzone i przetłuszczone, jednak wciąż mocno kręcące się i charakterystycznie brązowe włosy. Rozgląda się nerwowo dookoła w poszukiwaniu Dracona. Nieprzyjemny dreszcz przebiega po jej kręgosłupie, kiedy chłopak podbiega do niej i kładzie jej dłonie na ramionach. Sens jego słów nie dociera do dziewczyny. Jest w stanie jedynie patrzeć ponad jego ramieniem na zbliżającego się Ślizgona z Hermioną na rękach. Blednie, gdy Draco zdziwiony jej biernością na słowa o zbliżającym się zwycięstwie, odwraca wzrok, chcąc sprawdzić co sprowadziło jego przyjaciółkę do takiego stanu. Czarnowłosa nie zdąża zareagować. Malfoy wybiega z zamku, a ona jest pewna, że chce zrobić coś nieodpowiedzialnego i bardzo złego.



Ups.

1 komentarz:

  1. Hej! Chętnie zajmę się betowaniem, jeżeli jesteś wciąż zainteresowana. ^^
    karagounisaria@gmail.com

    OdpowiedzUsuń