niedziela, 9 kwietnia 2017

(28) Rozdział Dwudziesty Ósmy (Część Pierwsza)

         Słabłam. Z każdą minutą oczekiwania czułam, jak cała odwaga i siły ulatują z mojego przemęczonego ciała, a umysł coraz bardziej domaga się chwili odpoczynku. Jednak nie chciałam go słuchać – ani jego, ani głosu rozsądku, który podpowiadał mi, że inni również mogą mieć rację. Liczyłam się tylko ze swoim zdaniem i zamierzałam umrzeć tak, jak żyłam na wojnie, pod własne dyktando.
         Hermiona schodzi powoli w kierunku wyjścia z zamku, chcąc dowiedzieć się, co dzieje się na zewnątrz. Boi się tego, dlatego chce odepchnąć ten moment jak najdalej w czasie, chociaż Draco na pewno już tam jest. Obejmuje się ramionami i mruży lekko oczy, kiedy mocny wiatr wpada przez otwarte drzwi i szaleje po całym parterze, rozwiewając jej włosy na wszystkie strony. Mimowolnie zerka w kierunku Wielkiej Sali, która pozostaje prawie pusta. Jedynie pani Pomfrey z profesor Sprout nadzorują ustawianie ławek i sprzątanie po walce, aby uczynić z całego pomieszczenia miejsce, w którym będą pomagać najbardziej poszkodowanym. Hermiona uważa, że to złe miejsce. Wielka Sala będzie znajdowała się zbyt blisko walczących i wydaje jej się, że jedno z pomieszczeń na piętrze byłoby odpowiedniejsze, jednak postanawia zachować to tylko dla siebie. Przecież nie zna pobudek, dla których postanowiły to zrobić akurat tu; na pewno musiały przedyskutować to z profesor McGonagall, a ona wie co robi.

         Dziewczyna wzdycha cicho i ze wzrokiem utkwionym w czubkach swoich butów opuszcza zamkowe mury, poddając się na pojedyncze promienie słońca, którym udało się przebić przez ciężkie, burzowe chmury. Unosi lekko kąciki ust, kiedy po uniesieniu spojrzenia dostrzega machających w jej kierunku bliźniaków. Szczerze zazdrości im optymizmu, który nie opuszcza ich nawet w najtrudniejszych chwilach. Wie, że za szerokimi uśmiechami goszczącymi na ich twarzach, w sercach chłopaków gości strach nie mniejszy niż ten, który przepełnia serce każdego innego, obecnego w Hogwarcie czarodzieja i czarownicę. Nawet Śmierciożercy boją się tego, co ma nastąpić już za chwilę. Tylko głupiec cieszyłby się ze śmierci, którą już da wyczuć się w powietrzu.

         Drży lekko, kiedy czuje delikatny dotyk dziewczęcych palców na swoim ramieniu. Opuszcza ręce wzdłuż ciała, dłonie wsuwając do kieszeni dżinsowych spodni i odsuwa się nieznacznie w bok, nie chcąc, aby dłużej ją ktoś dotykał; bez względu na to kim jest osoba, przerywająca jej chwilę zamyślenia. Unosi wzrok i kiwa lekko głową w kierunku Parkinson, po czym znowu zaczyna rozglądać się po dziedzińcu. Szybko pozbywa się burzy emocji, którą na pewno dało się dostrzec w jej oczach. Chce, aby wszyscy zapamiętali ją jako silną i odważną, nawet jeśli przez resztę wojny będzie musiała pozostać zdana sama na siebie. Przyzwyczaiła się do tego. Stara się przywołać wszystkie uczucia, które towarzyszyły jej podczas samotnej wyprawy na poszukiwanie rozwiązania wszystkich zagadek. Samotność jest dobra, bo Hermiona może być samolubna i skupić się tylko na sobie w trakcie walki

— Ziemia do Granger, słyszysz mnie? pyta Pansy. Hermiona kiwa lekko głową, zaciskając dłonie w pięści, kiedy słowa Pansy w końcu do niej docierają. Nie chce na nią patrzeć; nie teraz kiedy toczy wewnętrzny bój sama ze sobą. — Draco cię szuka. Chciał, żeby ci przekazać, że chce się jeszcze spotkać zanim Voldemort nas zaatakuje. Z nami wszystkimi, za dwie minuty w Wielkiej Sali. Lepiej żebyś przyszła. Weasley też tam będzie — czarnowłosa dziewczyna unosi brew, uważnie przyglądając się twarzy Gryfonki. Wie, że dzieje się z nią coś niedobrego, ale zdaje sobie również sprawę z tego, że Hermiona nigdy nie przyjmie jej pomocy. Po prostu obraca się na pięcie i wchodzi do wnętrza zamku, szturchając ją lekko ramieniem w ramach zaczepki.
         Hermiona przewraca oczami, jeszcze raz przeczesuje spojrzeniem okolicę i wchodzi do środka za Ślizgonką. Wolałaby nie mieć już z nimi do czynienia, aby móc skupić się na walce, która wręcz wisi już w powietrzu. Staje pomiędzy Harry’m i Ronem, swój wzrok skupiając na ścianie za plecami Malfoy’a. Czuje na sobie jego palące spojrzenie, jednak ignoruje je. W głowie cały czas układa własny plan na to, jak powinna działać, kiedy już rzuci się w wir walki ze Śmierciożercami. Najważniejszym jego punktem jest to, aby nie dać się zabić zbyt szybko.

— Dobrze, więc skoro już są wszyscy, chciałbym ustalić kilka rzeczy, które na pewno ułatwią nam wygraną — Draco zaczyna powoli, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Rozgląda się uważnie dookoła, aby mieć pewność że nikt ich nie podsłuchuje i ponownie skupia swój badawczy wzrok na dziewczynie stojącej naprzeciwko niego. Zupełnie nie podoba mu się wyraz jej pustych oczu i wypranej z emocji twarzy. Wie, że Hermiona coś kombinuje i postara się ze wszystkich sił nie dopuścić, aby zrobiła coś czego później może żałować.

— Po pierwsze i najważniejsze, nie walczymy w pojedynkę. Wszyscy muszą mieć jakiegoś partnera, żeby w razie potrzeby miał im kto pomóc. Proponuję, żeby dziewczyny zostały tu, w Wielkiej Sali i starały się nie wpuszczać nikogo do środka. Wiem, że to nie będzie najtrudniejsze zadanie ze wszystkich Granger, ale pamiętaj o co cię prosiłem — mówi, a kąciki jego ust lekko drgają, kiedy Gryfonka w końcu skupia na nim swoje oburzone spojrzenie. Liczy na to, że wyrwanie jej z zamyślenia jakoś opóźni jej zapędy samobójcze.

— Dobrze wiem, o co mnie poprosiłeś i zamierzam dotrzymać słowa — syczy cicho, zaciskając dłonie w pięści. Kątem oka dostrzega jak Ron, stojący obok, drga, bawiąc się swoją różdżką. Przez cały ten czas rudowłosy udaje niezainteresowanego rozmową ze Ślizgonami, jednak dziewczyna wie, że to tylko pozory. W rzeczywistości on również jest gotowy bratać się ze swoimi wrogami, tylko po to, aby zwyciężyć z armią Voldemorta. — Lepiej skup się na innych, a mnie daj spokój — dodaje szybko i przysuwa się w kierunku Harry’ego, pocierając ramieniem o jego ramię. Czuje drobne ukłucia w klatce piersiowej i nieprzyjemne mrowienie w dole brzucha, jednak ignoruje to i skupia się ponownie na swoim własnym planie działania. Nie kłamała, naprawdę zamierza dotrzymać słowa, jednak planuje zrobić to na swój własny sposób.

         Draco zaciska mocno szczękę, zgrzytając, ledwo słyszalnie, zębami. Powstrzymuje się od powiedzenia dziewczynie czegoś niemiłego, wiedząc, że doprowadzi tym do wybuchu wielkiej kłótni, która nie pomoże im we współpracy. Odzyskuje panowanie nad sobą. Zastanawia się tylko rozgoryczony, kiedy on i Granger wrócili do kompletnego nienawidzenia siebie.

— Spokojnie, taki mam zamiar — mamrocze pod nosem, przenosząc spojrzenie na Zabiniego. — Ty i Nott wejdziecie na wieżę astronomiczną i będziecie kontrolować sytuację na górze. Zawsze w razie nieoczekiwanych wypadków, będziecie mogli wsiąść na miotły i atakować przeciwnika z powietrza, o ile jeszcze pamiętacie jak się na nich lata — kpi prowokacyjnie, uśmiechając się zadziornie do przyjaciela. Przenosi swoje spojrzenie na Wybrańca, który przygląda im się z rozbawieniem. Kontynuuje swoją przemowę, zanim czarnowłosy chłopak zacznie sobie z niego żartować.

— Pomyślałem sobie, że Weasley również powinien zostać z dziewczynami. Ktoś dodatkowy przyda im się do pomocy, a ty mógłbyś walczyć wtedy ze mną. Najlepiej na dziedzińcu, żeby być w centrum zainteresowania.

         Hermiona nie słucha już dalszego wywodu. Wie, że obraziła blondyna i że przez to nie będzie się do niej już więcej zwracał. Z jednej strony czuje okropne wyrzuty sumienia, jednak z drugiej wie w głębi serca, że tak będzie lepiej. Jeżeli Malfoy skupi się na nienawiści do niej, to będzie skuteczniej walczył i nie będzie zamartwiał się o jej bezpieczeństwo, przez co się nie rozproszy. Zaczyna sobie to powtarzać.

         Niezauważalnie wycofuje się do tyłu i odchodzi w jeden z najbardziej odosobnionych kątów Wielkiej Sali, chcąc przygotować się w samotności do walki. Musi sprawdzić jakie eliksiry jeszcze jej zostały po wyprawie na poszukiwania Horkruksa i które z nich będą przydatne. Zaciska mocno szczękę, zamykając oczy, kiedy jej ciało przeszywa nieprzyjemny ból, w momencie gdy siadała na zimnej, brudnej posadzce. Jest niesamowicie zmęczona i wycieńczona. Najchętniej położyłaby się spać, jednak wie, że musi być silna. Dla siebie i dla przyjaciół; dla sprawy, dla której nieustannie naraża swoje życie i zdrowie. Ma tylko nadzieję, że po jej śmierci ktoś wspomni o wyczynach szarej kujonki, Hermiony Granger.

♦♦♦

         Hermiona ziewa szeroko, przecierając oczy, kiedy do jej uszu dociera głośny szmer, rozchodzący się echem po Wielkiej Sali, w pełni przygotowanej już na opatrywanie rannych. Marszczy brwi, drapiąc się po policzku, gdy tylko zdaje sobie sprawę, że cały zamek jest pogrążony we śnie. Jedynie rozmowy i szuranie butów o posadzkę, dochodzące zza otwartych drzwi i najprawdopodobniej należące do osób patrolujących okolicę, przerywają nieznośną ciszę, jaka panuje w całym budynku. Dziewczyna przeciąga się, mamrocząc cicho pod nosem. Jest zła na siebie, że zasnęła nad opasłym tomem, w którym starała się znaleźć rozwiązanie problemu Harry’ego.

         Zamyka książkę i chowa ją do torebki, którą nieustannie nosi w kieszeni obcisłych spodni i podnosi się niezgrabnie z podłogi. Wytęża słuch, kiedy rozmowy milkną nagle, jak za wyłączeniem dźwięku w mugolskim telewizorze. Sięga bezszelestnie po różdżkę i trzymając ją przy udzie, przechodzi ostrożnie w głąb pomieszczenia. Klnie w myślach na egipskie ciemności, panujące na zewnątrz i na Voldemorta, który opóźnia swój atak. Nastolatka doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że chce on w ten sposób wykończyć ich psychicznie ciągłym oczekiwaniem, dzięki czemu staną się łatwym celem. Ona jednak nie zamierza poddawać się jego niecnym sztuczkom. Zamierza walczyć, nawet i do ostatniej kropli krwi, jeżeli będzie tego wymagała od niej sytuacja.

         Napina mięśnie, kiedy do jej uszu dociera odgłos cichych, zbliżających się kroków. Przez chwilę zastanawia się, czy jakiemukolwiek Śmierciożercy udałoby się przedostanie przez wszystkie bariery ochronne, jednak szybko odpycha od siebie te myśli. Te przebrzydłe gnidy znają całą masę sztuczek, więc niczego nie może być pewna. Zatrzymuje się dopiero, kiedy wyciągnięta przed twarzą różdżka dotyka klatki piersiowej intruza, zakłócającego jej spokój. Przewraca oczami i wypuszcza nieświadomie wstrzymywany oddech przez nieznacznie rozchylone usta. Chmury odsłaniają na chwilę księżyc, którego blask przez zaledwie kilka sekund oświetla twarz Draco

— Coś się stało? — pyta dziewczyna i stara się ze wszystkich sił, aby jej głos brzmiał obojętnie i nie zdradzał tego, że przespała kilka godzin. Na szczęście udało jej się to, przez co dumna z siebie unosi wyżej podbródek. Chłopak kiwa twierdząco głową.

— Co takiego? — pyta niecierpliwie, kiedy chłopak wciąż trwa w coraz bardziej denerwującej ją ciszy.

— Zaraz zacznie się atak. Szmalcownicy właśnie skradają się do murów — mamrocze cicho pod nosem, podchodząc do niej kilka kroków. Dziewczyna ignoruje ten fakt, zerkając na twarz jasnowłosego chłopaka, którą w końcu może dostrzec w ciemności. Widzi brzydkie worki pod jego oczami, będące najprawdopodobniej efektem zmęczenia. Dusi w sobie chęć odgarnięcia mu z czoła kilku niesfornych kosmyków włosów, wpadających do oczu. Mocniej zaciska przez to palce na rękojeści różdżki, prawie ją miażdżąc.

Wcześniej jednak chciałem znaleźć ciebie, aby zamienić z tobą kilka słów. Muszę się upewnić, że na pewno mnie posłuchasz i będziesz uważała na swoje życie — prosi chłopak. Unosi dłoń i założył jej kilka kosmyków włosów za ucho. Wkładając w to ogromny wysiłek, odsuwa głowę od jego dłoni, przez co chłopak natychmiast z powrotem ją opuszcza, ganiąc się w myślach

— Możesz być o to spokojny — zapewnia, kiwa lekko głową i odsuwa się od niego. 

— Obudźmy wszystkich. Zgaduję, że głównie po to tutaj przyszedłeś — mamrocze cicho pod nosem i odwracając się do niego plecami zaczyna szturchać śpiących w ramiona i plecy, aby obudzić ich i dać im czas na przygotowanie się do długo wyczekiwanej walki.

♦♦♦

         Głośny wybuch wyrywa ją z zamyślenia. Podrywa się od razu i podbiega do wyjścia z Wielkiej Sali, chcąc zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Jednak w ostatnim momencie powstrzymuje ją od tego silny uścisk na nadgarstku. Warczy cicho pod nosem, miażdżąc spojrzeniem Pansy, która również patrzy wyzywająco w jej oczy. Draco poprosił ją, aby nie pozwoliła Granger zrobić sobie krzywdy, a ona zamierza dotrzymać danego przyjacielowi słowa. Gryfonka wyrywa, nienawistnym gestem, nadgarstek z dłoni swojej przeciwniczki i staje po drugiej stronie wejścia, w głowie obmyślając plan jak znaleźć się w centrum walki, nie łamiąc obietnicy złożonej Ślizgonowi.

         Wyciąga różdżkę i zaciskając na niej palce opiera się ramieniem o framugę wyważonych drzwi, w oczekiwaniu, aż cała akcja przeniesie się do wnętrza zamku. Nieświadomie zaczyna liczyć, chcąc uspokoić zszargane nerwy, kiedy kolejne dźwięki wybuchów dochodzą do jej uszu. Czuje ogromną falę irytacji, zalewającą jej zmęczone ciało. Ma dość tego, że nie może nic zrobić i musi czekać jak ostatni tchórz. Formuje z ust wąską kreskę, jak to w zwyczaju ma pani profesor McGonagall. Zerka kątem oka w kierunku Pansy, która zamyślona spogląda prosto w kierunku okna wychodzącego na dziedziniec, po czym najciszej jak się da rusza w kierunku wyjścia z zamku, zrywając w ten sposób ze stereotypem, dotyczącym szczerości Gryfonów.

         Przygryza dolną wargę, prześlizgując się między uczniami przyglądającymi się jak bariera powoli ustępuje pod wpływem zaklęć, rzucanych przez Śmierciożerców. Wie, że nie ma sensu jej odnawiać i jedyne, co można zrobić to w końcu podjąć się walki. Czuje przyjemne mrowienie w opuszkach palców i dreszcz podniecenia na całym ciele, kiedy unosi rękę, celując w czarny tłum przypominający morze rozlewające się po okolicy. Przechodzi jeszcze bardziej do przodu, chcąc zmieszać się z tłumem w razie, gdyby czarnowłosa dziewczyna zorientowała się, że Hermiona postanowiła zdezerterować ze swojego stanowiska i wyruszyła na poszukiwania jej.

         Kiedy tarcza rozlatuje się na miliona kawałków, ona natychmiast rzuca pierwszym zaklęciem, które ugadza Śmierciożercę w klatkę piersiową. Zakapturzona postać opada na trawnik i turla się po zboczu, aż zatrzymuje się u podnóża. Dziewczyna uśmiecha się do siebie pod nosem i rzuca się w wir walki, zadowolona że wojna w końcu zaczyna dobiegać do upragnionego końca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz