czwartek, 13 kwietnia 2017

(28) Rozdział Dwudziesty Ósmy (Część Druga)



Spełniłam swoje zadanie. Nie byłam już potrzebna do wygranej i mogłam odejść z pola walki z poczuciem dobrze wykonanego zadania.

         Hermiona czuje, jak jej ciało coraz bardziej zaczyna opadać z sił. Ostre pieczenie przeszywa jej mięśnie za każdym razem, kiedy macha różdżką, odbierając życie kolejnym Śmierciożercom. Przestała już liczyć, ilu z nich pokonała pomimo tego, że w jej sercu gości bolesna pustka, kiedy musi patrzeć w ich oczy o martwym wyrazie, gdy opadają bezwładnie na ziemię, by po chwili zostać stratowanymi przez walczących w amoku czarodziei i czarownice. Wbrew pozorom, jej dusza nie zamieniła się całkowicie w kamień i wciąż potrafi odczuwać empatię, chociażby w stosunku do rodzin tych, którzy dzisiejszego wieczora polegli i polegną w obronie lub ku zdobyciu Hogwartu. Wciąż jednak starała się sobie powtarzać, że to ich wina, że to właśnie oni postanowili wpędzić magiczny świat w wojnę, która pochłonęła wiele ofiar, a ją samą doprowadziła na skraj wytrzymałości; zarówno psychicznej jak i fizycznej.

         Wzdycha ciężko, zaciskając powieki, kiedy ostre odłamki muru wbijają się jej w kolana, gdy opada na ziemię, chcąc chociaż na chwilę schować się i odsapnąć, aby zregenerować siły na dalszą batalię. Wie, że jeżeli to wszystko szybko się nie zakończy, to Zakon Feniksa i uczniowie, którzy postanowili bronić ukochanej szkoły przez wrogiem, narażając przy tym swoje młode życie, polegną w trymiga, a nad światem zapanuje Voldemort, który doprowadzi do jego powolnej autodestrukcji. Wychyla się, chcąc oszacować, ilu ludzi pozostało po każdej ze stron. Niestety, wszyscy poruszają się zbyt dynamicznie, aby zmęczony wzrok Hermiony był w stanie nad nimi zapanować. Klnie głośno, odwracając się przodem do Śmerciożercy, który nieznacznie chybił, przez co zaklęcie odbiło się od kamienia zaraz obok jej ramienia. Przechodzi szybko na czworaka w bok i w ostatnim momencie wyczarowuje barierę ochronną, by następnie pokonać przeciwnika. Wypluwa krew z ust, która znalazła się tam z rozciętej wargi. Przewraca oczami, słysząc głośny ryk, który przedziera się do jej uszu nawet przez dźwięki ciągłej walki, na którą sama tak długo czekała. Przybiera obojętny wyraz twarzy, zerkając prosto na Harry’ego, stojącego zaledwie kilka kroków przed nią.

— Do jasnej cholery, Miona! Miałaś pilnować z dziewczynami i Ronem, żeby nikt nie wszedł do Wielkiej Sali — krzyczy, podchodząc do niej w zaledwie kilku krokach. Ciemnowłosa podnosi się natychmiast i przyjmując bojową postawę przechyla głowę do tyłu, zerkając wyzywająco w oczy przyjaciela. — Dlaczego więc jesteś tutaj i narażasz się na śmierć?

— Bo tego wymaga ode mnie moje sumienie — odpiera butnie, znacznie ciszej niż Wybraniec. Ma dość traktowania jej jak muzealnego obiektu, do którego można jedynie podchodzić i obserwować. — Umiem o siebie zadbać, a poza tym teoretycznie właśnie robię to, co do mnie należy, bo skoro pokonam ich wszystkich teraz, to nie wejdą do cholernej Wielkiej Sali! — odwraca się na pięcie i idzie przed siebie, chcąc rzucić się z powrotem w wir walki. Skręca gwałtownie, na wszelki wypadek chcąc zniknąć z oczu Pottera i czując nową dawkę siły, spowodowaną wściekłością na Gryfona i adrenaliną, kiedy dostrzega wilkołaka, pędzącego prosto na nią, znowu zaczyna rzucać zaklęciami zadowolona, że jej wysiłek w końcu może się na coś przydać.

         Nie dostrzega jednak, że sam Lucjusz Malfoy wychodzi jej naprzeciwko i nie tracąc czasu wytrąca dziewczynie różdżkę z dłoni, przez co ta odlatuje na kilka metrów w bok, pozbawiając ją jakiejkolwiek możliwości na obronienie się przed groźnym mężczyzną. Warczy cicho, mierząc go rozwścieczonym spojrzeniem i odskakuje na bok, nie dopuszczając go do tego, aby jego zaklęcie ją dosięgło. Zderza się mocno barkiem ze ścianą budynku, przez co z jej gardła wydobywa się ciche skomlenie. Nieprzyjemny prąd rozchodzi się po ciele kasztanowłosej, co ignoruje wiedząc, że nie może się rozpraszać. Opada ponownie na pokaleczone kolana, starając się wmieszać w ten sposób w walczący tłum i odzyskać różdżkę. Zdąża zrobić jedynie kilka kroków, kiedy jej ciałem zaczynają wstrząsać konwulsje. Krzyczy głośno, przekręcając się na plecy. Wie, że śmierć z rąk ojca Dracona nie może być szybka i bezbolesna.

         Zaciska mocno zęby, nie poddając się. Nie może przecież zginąć bez walki. Krzywi się mocno, przyjmując kolejne dawki nad wyraz bolesnego cruciatusa i sapiąc pełznie do swojego magicznego atrybutu, który wydaje się w ogóle nie zbliżać. Łzy wysiłku płyną po jej policzkach, sprawiając tym jeszcze więcej przyjemności bezwzględnemu oprawcy, który podchodzi do niej w kilku krokach i następuje na dłoń dziewczyny, kiedy ta akurat sięga po swój drewniany, magiczny atrybut. Hermina otwiera szeroko usta, słysząc jak jej kości chrupią głośno, pod wpływem okropnego nacisku. Czuje kamienie, przebijające cienką skórę i nieprzyjemnie, powoli wbijające się w wewnętrzną część jej dłoni.

         Mimowolnie unosi błagalny wzrok na jasnowłosego, chcąc prosić go w ten sposób o odrobinę litości. Nic to jednak nie daje. Malfoy celuje w nią różdżką, mocniej przygniatając palce Hermiony do kamieni, przez co dziewczyna krzyczy głośno, a jej blade policzki robią się coraz bardziej mokre od łez. Przełyka głośno ślinę, krztusząc się przy tym. Chciała być silna, a okazuje się być zupełnym tchórzem.

— Odsuń się od niej! — fala ulgi zalewa odrętwiałe ciało Hermiony, kiedy do jej uszu dobiega krzyk Blaise’a. Jest mu niezmiernie wdzięczna za to, że jakimś cudem pojawił się tutaj, idąc jej w ten sposób z pomocą. — Albo cię zabiję, dobrze wiesz że jestem do tego zdolny, wujku — uśmiech, który pojawia się na jego twarzy przyprawia o zgrozę nawet Hermionę. Malfoy śmieje się głośno, po czym – zanim Ślizgon zdąża zareagować w jakikolwiek sposób – rzuca zaklęciem prosto w ciało ciemnowłosej.

         Granger krzyczy głośno i wygina plecy w łuk pod nienaturalnym kątem. Czuje, jak jej wnętrzności rozdzierają się w drobny mak, a z ust i nosa zaczyna cieknąć cienką stróżką krew. Zaciska dłonie w pięści, kiedy nacisk na jej prawą dłoń słabnie i ostatkami sił wyciąga się, chcąc sięgnąć swojej różdżki, która leży tak niedaleko. Muska ją opuszkami palców, zamyka oczy niemalże czując jak pod wpływem bolesnego zaklęcia uchodzi z niej życie i traci świadomość.

         Blaise, widząc bezwładnie ciało Granger, podbiega do niej i klęka przed nią, dotykając dwoma palcami jej szyi. Klnie głośno, czując ogromną frustrację, kiedy dociera do niego, że zamiast gadać mógł od razu działać. Jednak teraz było już za późno, Hermiona umarła, a on musi przenieść ją jak najszybciej do Wielkiej Sali i powiedzieć o tym Malfoy’owi. 


         Pansy przygląda się uważnie plecom swojego blond-włosego przyjaciela, który raz na jakiś czas pojawia się w wejściu do pomieszczenia sanitarnego, którego ona i dwójka Weasley’ów bronią z całych sił. Draco miał rację twierdząc, że Śmierciożercy będą chcieli się do niego wedrzeć, aby wykończyć wszystkich rannych. Był również niezmiernie zły, kiedy dowiedział się, że Ślizgonce nie udało się wywiązać ze swojej obietnicy i kiedy na chwilę straciła Hermionę z oczu, ta postanowiła dezerterować ze swojego stanowiska. Ona również ma to sobie za złe, jednak teraz już nie jest w stanie zmienić przeszłości.

         Otworzyła szeroko oczy, widząc jak Blaise biegnie w kierunku Wielkiej Sali, trzymając bezwładnie ciało na rękach. Poczuła jak zaskoczenie odbiera jej władzę nad kończynami, kiedy dociera do niej, kim jest pokonana osoba. Z daleka rozpoznaje przykurzone i przetłuszczone, jednak wciąż mocno kręcące się i charakterystycznie brązowe włosy. Rozgląda się nerwowo dookoła w poszukiwaniu Dracona. Nieprzyjemny dreszcz przebiega po jej kręgosłupie, kiedy chłopak podbiega do niej i kładzie jej dłonie na ramionach. Sens jego słów nie dociera do dziewczyny. Jest w stanie jedynie patrzeć ponad jego ramieniem na zbliżającego się Ślizgona z Hermioną na rękach. Blednie, gdy Draco zdziwiony jej biernością na słowa o zbliżającym się zwycięstwie, odwraca wzrok, chcąc sprawdzić co sprowadziło jego przyjaciółkę do takiego stanu. Czarnowłosa nie zdąża zareagować. Malfoy wybiega z zamku, a ona jest pewna, że chce zrobić coś nieodpowiedzialnego i bardzo złego.



Ups.

niedziela, 9 kwietnia 2017

(28) Rozdział Dwudziesty Ósmy (Część Pierwsza)

         Słabłam. Z każdą minutą oczekiwania czułam, jak cała odwaga i siły ulatują z mojego przemęczonego ciała, a umysł coraz bardziej domaga się chwili odpoczynku. Jednak nie chciałam go słuchać – ani jego, ani głosu rozsądku, który podpowiadał mi, że inni również mogą mieć rację. Liczyłam się tylko ze swoim zdaniem i zamierzałam umrzeć tak, jak żyłam na wojnie, pod własne dyktando.
         Hermiona schodzi powoli w kierunku wyjścia z zamku, chcąc dowiedzieć się, co dzieje się na zewnątrz. Boi się tego, dlatego chce odepchnąć ten moment jak najdalej w czasie, chociaż Draco na pewno już tam jest. Obejmuje się ramionami i mruży lekko oczy, kiedy mocny wiatr wpada przez otwarte drzwi i szaleje po całym parterze, rozwiewając jej włosy na wszystkie strony. Mimowolnie zerka w kierunku Wielkiej Sali, która pozostaje prawie pusta. Jedynie pani Pomfrey z profesor Sprout nadzorują ustawianie ławek i sprzątanie po walce, aby uczynić z całego pomieszczenia miejsce, w którym będą pomagać najbardziej poszkodowanym. Hermiona uważa, że to złe miejsce. Wielka Sala będzie znajdowała się zbyt blisko walczących i wydaje jej się, że jedno z pomieszczeń na piętrze byłoby odpowiedniejsze, jednak postanawia zachować to tylko dla siebie. Przecież nie zna pobudek, dla których postanowiły to zrobić akurat tu; na pewno musiały przedyskutować to z profesor McGonagall, a ona wie co robi.

         Dziewczyna wzdycha cicho i ze wzrokiem utkwionym w czubkach swoich butów opuszcza zamkowe mury, poddając się na pojedyncze promienie słońca, którym udało się przebić przez ciężkie, burzowe chmury. Unosi lekko kąciki ust, kiedy po uniesieniu spojrzenia dostrzega machających w jej kierunku bliźniaków. Szczerze zazdrości im optymizmu, który nie opuszcza ich nawet w najtrudniejszych chwilach. Wie, że za szerokimi uśmiechami goszczącymi na ich twarzach, w sercach chłopaków gości strach nie mniejszy niż ten, który przepełnia serce każdego innego, obecnego w Hogwarcie czarodzieja i czarownicę. Nawet Śmierciożercy boją się tego, co ma nastąpić już za chwilę. Tylko głupiec cieszyłby się ze śmierci, którą już da wyczuć się w powietrzu.

         Drży lekko, kiedy czuje delikatny dotyk dziewczęcych palców na swoim ramieniu. Opuszcza ręce wzdłuż ciała, dłonie wsuwając do kieszeni dżinsowych spodni i odsuwa się nieznacznie w bok, nie chcąc, aby dłużej ją ktoś dotykał; bez względu na to kim jest osoba, przerywająca jej chwilę zamyślenia. Unosi wzrok i kiwa lekko głową w kierunku Parkinson, po czym znowu zaczyna rozglądać się po dziedzińcu. Szybko pozbywa się burzy emocji, którą na pewno dało się dostrzec w jej oczach. Chce, aby wszyscy zapamiętali ją jako silną i odważną, nawet jeśli przez resztę wojny będzie musiała pozostać zdana sama na siebie. Przyzwyczaiła się do tego. Stara się przywołać wszystkie uczucia, które towarzyszyły jej podczas samotnej wyprawy na poszukiwanie rozwiązania wszystkich zagadek. Samotność jest dobra, bo Hermiona może być samolubna i skupić się tylko na sobie w trakcie walki

— Ziemia do Granger, słyszysz mnie? pyta Pansy. Hermiona kiwa lekko głową, zaciskając dłonie w pięści, kiedy słowa Pansy w końcu do niej docierają. Nie chce na nią patrzeć; nie teraz kiedy toczy wewnętrzny bój sama ze sobą. — Draco cię szuka. Chciał, żeby ci przekazać, że chce się jeszcze spotkać zanim Voldemort nas zaatakuje. Z nami wszystkimi, za dwie minuty w Wielkiej Sali. Lepiej żebyś przyszła. Weasley też tam będzie — czarnowłosa dziewczyna unosi brew, uważnie przyglądając się twarzy Gryfonki. Wie, że dzieje się z nią coś niedobrego, ale zdaje sobie również sprawę z tego, że Hermiona nigdy nie przyjmie jej pomocy. Po prostu obraca się na pięcie i wchodzi do wnętrza zamku, szturchając ją lekko ramieniem w ramach zaczepki.
         Hermiona przewraca oczami, jeszcze raz przeczesuje spojrzeniem okolicę i wchodzi do środka za Ślizgonką. Wolałaby nie mieć już z nimi do czynienia, aby móc skupić się na walce, która wręcz wisi już w powietrzu. Staje pomiędzy Harry’m i Ronem, swój wzrok skupiając na ścianie za plecami Malfoy’a. Czuje na sobie jego palące spojrzenie, jednak ignoruje je. W głowie cały czas układa własny plan na to, jak powinna działać, kiedy już rzuci się w wir walki ze Śmierciożercami. Najważniejszym jego punktem jest to, aby nie dać się zabić zbyt szybko.

— Dobrze, więc skoro już są wszyscy, chciałbym ustalić kilka rzeczy, które na pewno ułatwią nam wygraną — Draco zaczyna powoli, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Rozgląda się uważnie dookoła, aby mieć pewność że nikt ich nie podsłuchuje i ponownie skupia swój badawczy wzrok na dziewczynie stojącej naprzeciwko niego. Zupełnie nie podoba mu się wyraz jej pustych oczu i wypranej z emocji twarzy. Wie, że Hermiona coś kombinuje i postara się ze wszystkich sił nie dopuścić, aby zrobiła coś czego później może żałować.

— Po pierwsze i najważniejsze, nie walczymy w pojedynkę. Wszyscy muszą mieć jakiegoś partnera, żeby w razie potrzeby miał im kto pomóc. Proponuję, żeby dziewczyny zostały tu, w Wielkiej Sali i starały się nie wpuszczać nikogo do środka. Wiem, że to nie będzie najtrudniejsze zadanie ze wszystkich Granger, ale pamiętaj o co cię prosiłem — mówi, a kąciki jego ust lekko drgają, kiedy Gryfonka w końcu skupia na nim swoje oburzone spojrzenie. Liczy na to, że wyrwanie jej z zamyślenia jakoś opóźni jej zapędy samobójcze.

— Dobrze wiem, o co mnie poprosiłeś i zamierzam dotrzymać słowa — syczy cicho, zaciskając dłonie w pięści. Kątem oka dostrzega jak Ron, stojący obok, drga, bawiąc się swoją różdżką. Przez cały ten czas rudowłosy udaje niezainteresowanego rozmową ze Ślizgonami, jednak dziewczyna wie, że to tylko pozory. W rzeczywistości on również jest gotowy bratać się ze swoimi wrogami, tylko po to, aby zwyciężyć z armią Voldemorta. — Lepiej skup się na innych, a mnie daj spokój — dodaje szybko i przysuwa się w kierunku Harry’ego, pocierając ramieniem o jego ramię. Czuje drobne ukłucia w klatce piersiowej i nieprzyjemne mrowienie w dole brzucha, jednak ignoruje to i skupia się ponownie na swoim własnym planie działania. Nie kłamała, naprawdę zamierza dotrzymać słowa, jednak planuje zrobić to na swój własny sposób.

         Draco zaciska mocno szczękę, zgrzytając, ledwo słyszalnie, zębami. Powstrzymuje się od powiedzenia dziewczynie czegoś niemiłego, wiedząc, że doprowadzi tym do wybuchu wielkiej kłótni, która nie pomoże im we współpracy. Odzyskuje panowanie nad sobą. Zastanawia się tylko rozgoryczony, kiedy on i Granger wrócili do kompletnego nienawidzenia siebie.

— Spokojnie, taki mam zamiar — mamrocze pod nosem, przenosząc spojrzenie na Zabiniego. — Ty i Nott wejdziecie na wieżę astronomiczną i będziecie kontrolować sytuację na górze. Zawsze w razie nieoczekiwanych wypadków, będziecie mogli wsiąść na miotły i atakować przeciwnika z powietrza, o ile jeszcze pamiętacie jak się na nich lata — kpi prowokacyjnie, uśmiechając się zadziornie do przyjaciela. Przenosi swoje spojrzenie na Wybrańca, który przygląda im się z rozbawieniem. Kontynuuje swoją przemowę, zanim czarnowłosy chłopak zacznie sobie z niego żartować.

— Pomyślałem sobie, że Weasley również powinien zostać z dziewczynami. Ktoś dodatkowy przyda im się do pomocy, a ty mógłbyś walczyć wtedy ze mną. Najlepiej na dziedzińcu, żeby być w centrum zainteresowania.

         Hermiona nie słucha już dalszego wywodu. Wie, że obraziła blondyna i że przez to nie będzie się do niej już więcej zwracał. Z jednej strony czuje okropne wyrzuty sumienia, jednak z drugiej wie w głębi serca, że tak będzie lepiej. Jeżeli Malfoy skupi się na nienawiści do niej, to będzie skuteczniej walczył i nie będzie zamartwiał się o jej bezpieczeństwo, przez co się nie rozproszy. Zaczyna sobie to powtarzać.

         Niezauważalnie wycofuje się do tyłu i odchodzi w jeden z najbardziej odosobnionych kątów Wielkiej Sali, chcąc przygotować się w samotności do walki. Musi sprawdzić jakie eliksiry jeszcze jej zostały po wyprawie na poszukiwania Horkruksa i które z nich będą przydatne. Zaciska mocno szczękę, zamykając oczy, kiedy jej ciało przeszywa nieprzyjemny ból, w momencie gdy siadała na zimnej, brudnej posadzce. Jest niesamowicie zmęczona i wycieńczona. Najchętniej położyłaby się spać, jednak wie, że musi być silna. Dla siebie i dla przyjaciół; dla sprawy, dla której nieustannie naraża swoje życie i zdrowie. Ma tylko nadzieję, że po jej śmierci ktoś wspomni o wyczynach szarej kujonki, Hermiony Granger.

♦♦♦

         Hermiona ziewa szeroko, przecierając oczy, kiedy do jej uszu dociera głośny szmer, rozchodzący się echem po Wielkiej Sali, w pełni przygotowanej już na opatrywanie rannych. Marszczy brwi, drapiąc się po policzku, gdy tylko zdaje sobie sprawę, że cały zamek jest pogrążony we śnie. Jedynie rozmowy i szuranie butów o posadzkę, dochodzące zza otwartych drzwi i najprawdopodobniej należące do osób patrolujących okolicę, przerywają nieznośną ciszę, jaka panuje w całym budynku. Dziewczyna przeciąga się, mamrocząc cicho pod nosem. Jest zła na siebie, że zasnęła nad opasłym tomem, w którym starała się znaleźć rozwiązanie problemu Harry’ego.

         Zamyka książkę i chowa ją do torebki, którą nieustannie nosi w kieszeni obcisłych spodni i podnosi się niezgrabnie z podłogi. Wytęża słuch, kiedy rozmowy milkną nagle, jak za wyłączeniem dźwięku w mugolskim telewizorze. Sięga bezszelestnie po różdżkę i trzymając ją przy udzie, przechodzi ostrożnie w głąb pomieszczenia. Klnie w myślach na egipskie ciemności, panujące na zewnątrz i na Voldemorta, który opóźnia swój atak. Nastolatka doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że chce on w ten sposób wykończyć ich psychicznie ciągłym oczekiwaniem, dzięki czemu staną się łatwym celem. Ona jednak nie zamierza poddawać się jego niecnym sztuczkom. Zamierza walczyć, nawet i do ostatniej kropli krwi, jeżeli będzie tego wymagała od niej sytuacja.

         Napina mięśnie, kiedy do jej uszu dociera odgłos cichych, zbliżających się kroków. Przez chwilę zastanawia się, czy jakiemukolwiek Śmierciożercy udałoby się przedostanie przez wszystkie bariery ochronne, jednak szybko odpycha od siebie te myśli. Te przebrzydłe gnidy znają całą masę sztuczek, więc niczego nie może być pewna. Zatrzymuje się dopiero, kiedy wyciągnięta przed twarzą różdżka dotyka klatki piersiowej intruza, zakłócającego jej spokój. Przewraca oczami i wypuszcza nieświadomie wstrzymywany oddech przez nieznacznie rozchylone usta. Chmury odsłaniają na chwilę księżyc, którego blask przez zaledwie kilka sekund oświetla twarz Draco

— Coś się stało? — pyta dziewczyna i stara się ze wszystkich sił, aby jej głos brzmiał obojętnie i nie zdradzał tego, że przespała kilka godzin. Na szczęście udało jej się to, przez co dumna z siebie unosi wyżej podbródek. Chłopak kiwa twierdząco głową.

— Co takiego? — pyta niecierpliwie, kiedy chłopak wciąż trwa w coraz bardziej denerwującej ją ciszy.

— Zaraz zacznie się atak. Szmalcownicy właśnie skradają się do murów — mamrocze cicho pod nosem, podchodząc do niej kilka kroków. Dziewczyna ignoruje ten fakt, zerkając na twarz jasnowłosego chłopaka, którą w końcu może dostrzec w ciemności. Widzi brzydkie worki pod jego oczami, będące najprawdopodobniej efektem zmęczenia. Dusi w sobie chęć odgarnięcia mu z czoła kilku niesfornych kosmyków włosów, wpadających do oczu. Mocniej zaciska przez to palce na rękojeści różdżki, prawie ją miażdżąc.

Wcześniej jednak chciałem znaleźć ciebie, aby zamienić z tobą kilka słów. Muszę się upewnić, że na pewno mnie posłuchasz i będziesz uważała na swoje życie — prosi chłopak. Unosi dłoń i założył jej kilka kosmyków włosów za ucho. Wkładając w to ogromny wysiłek, odsuwa głowę od jego dłoni, przez co chłopak natychmiast z powrotem ją opuszcza, ganiąc się w myślach

— Możesz być o to spokojny — zapewnia, kiwa lekko głową i odsuwa się od niego. 

— Obudźmy wszystkich. Zgaduję, że głównie po to tutaj przyszedłeś — mamrocze cicho pod nosem i odwracając się do niego plecami zaczyna szturchać śpiących w ramiona i plecy, aby obudzić ich i dać im czas na przygotowanie się do długo wyczekiwanej walki.

♦♦♦

         Głośny wybuch wyrywa ją z zamyślenia. Podrywa się od razu i podbiega do wyjścia z Wielkiej Sali, chcąc zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Jednak w ostatnim momencie powstrzymuje ją od tego silny uścisk na nadgarstku. Warczy cicho pod nosem, miażdżąc spojrzeniem Pansy, która również patrzy wyzywająco w jej oczy. Draco poprosił ją, aby nie pozwoliła Granger zrobić sobie krzywdy, a ona zamierza dotrzymać danego przyjacielowi słowa. Gryfonka wyrywa, nienawistnym gestem, nadgarstek z dłoni swojej przeciwniczki i staje po drugiej stronie wejścia, w głowie obmyślając plan jak znaleźć się w centrum walki, nie łamiąc obietnicy złożonej Ślizgonowi.

         Wyciąga różdżkę i zaciskając na niej palce opiera się ramieniem o framugę wyważonych drzwi, w oczekiwaniu, aż cała akcja przeniesie się do wnętrza zamku. Nieświadomie zaczyna liczyć, chcąc uspokoić zszargane nerwy, kiedy kolejne dźwięki wybuchów dochodzą do jej uszu. Czuje ogromną falę irytacji, zalewającą jej zmęczone ciało. Ma dość tego, że nie może nic zrobić i musi czekać jak ostatni tchórz. Formuje z ust wąską kreskę, jak to w zwyczaju ma pani profesor McGonagall. Zerka kątem oka w kierunku Pansy, która zamyślona spogląda prosto w kierunku okna wychodzącego na dziedziniec, po czym najciszej jak się da rusza w kierunku wyjścia z zamku, zrywając w ten sposób ze stereotypem, dotyczącym szczerości Gryfonów.

         Przygryza dolną wargę, prześlizgując się między uczniami przyglądającymi się jak bariera powoli ustępuje pod wpływem zaklęć, rzucanych przez Śmierciożerców. Wie, że nie ma sensu jej odnawiać i jedyne, co można zrobić to w końcu podjąć się walki. Czuje przyjemne mrowienie w opuszkach palców i dreszcz podniecenia na całym ciele, kiedy unosi rękę, celując w czarny tłum przypominający morze rozlewające się po okolicy. Przechodzi jeszcze bardziej do przodu, chcąc zmieszać się z tłumem w razie, gdyby czarnowłosa dziewczyna zorientowała się, że Hermiona postanowiła zdezerterować ze swojego stanowiska i wyruszyła na poszukiwania jej.

         Kiedy tarcza rozlatuje się na miliona kawałków, ona natychmiast rzuca pierwszym zaklęciem, które ugadza Śmierciożercę w klatkę piersiową. Zakapturzona postać opada na trawnik i turla się po zboczu, aż zatrzymuje się u podnóża. Dziewczyna uśmiecha się do siebie pod nosem i rzuca się w wir walki, zadowolona że wojna w końcu zaczyna dobiegać do upragnionego końca.


sobota, 25 marca 2017

(27) Rozdział Dwudziesty Siódmy



Bałam się, ale kto nie bałby się iść na własną śmierć? Głos z tyłu głowy podpowiadał mi, że zrobiłam już swoje i teraz powinnam zadbać o siebie, nie o innych. Szybko go uciszyłam, nie chcąc aby dłużej przeszkadzał mi w walce za ideały, w które nigdy nie przestałam wierzyć.

         Hermiona syczy cicho, kiedy skóra na jej palcach zostaje po raz kolejny zraniona przez ostrą krawędź przekręcanej właśnie kartki. Unosi kciuk do ust i zasysa go lekko, chcąc jak najszybciej pozbyć się krwi i móc wrócić do wertowania ksiąg, które co chwilę przynosi jej Ślizgon.  Wzdycha ciężko, wyciągając nogi przed siebie; kręgosłup zaczyna dawać jej się we znaki, przez co często musi zmieniać pozycję, w której przesiaduje na niewygodnym, twardym krześle bibliotecznym. Podnosi zmęczony wzrok na kolejne woluminy, które wyglądają jakby miały rozlecieć się od jednego dotknięcia, po czym przenosi go na towarzysza swojej niedoli, który siada naprzeciwko niej i sięga po jeden z nich, otwierając na spisie rozdziałów. Wspólnie stwierdzili, że lepiej będzie zaczynać od niego, aby znaleźć tylko te części tomów, związane z ich nie małym problemem, a następnie prześledzić e szybko wzrokiem.

— To są wszystkie książki o czarnej magii i Horkruksach, nie ma już na pewno ani jednej więcej. Te przyniosłem z działu ksiąg zakazanych, więc jeżeli w nich nie ma rozwiązania, to po prostu ono nie istnieje — Hermiona zaciska mocno szczękę, zamykając z hukiem przedmiot, trzymany w dłoniach. Wie, że nie powinna złościć się na Teodora za to, że powiedział prawdę, jednak jest zbyt zdesperowana, aby myśleć całkowicie trzeźwo. Chłopak kręci głową z ciężkim westchnieniem. — Ja też naprawdę chciałbym pomóc, Granger. Ty najlepiej powinnaś o tym wiedzieć, ale jeżeli nie mogę tego zrobić, to po prostu muszę pogodzić się ze wszystkim, co mnie dotyka. I ty też powinnaś, bo popadniesz w paranoję i oszalejesz — mruczy pod nosem, po czym zajmuje się przeszukiwaniem tomu, leżącego przed nim na drewniany stoliku.

         Dziewczyna kręci głową i wstaje od stołu. Szybko jednak musi złapać się o jeden z regałów, stojących obok niego, ponieważ tępy ból przeszywa jej głowę. Syczy cicho, obsuwając się powoli na kolana, kiedy nie jest już w stanie dłużej utrzymać równowagi. Słyszy głośny krzyk, nawołujący jej nazwisko, kiedy podpiera się dłońmi o podłogę i zaciska mocno powieki. Nie jest w stanie odpowiedzieć Teodorowi na pytanie co się dzieje i stara się skupić wyłącznie na tym, że ktoś o bardzo potężnej mocy, z uporem maniaka stara się wkraść do jej umysły, aby zobaczyć wspomnienia. Zaciska szczękę tak, że jej zęby prawie ulegają pokruszeniu. Zgrzyta nimi, zaciskając dłonie mocno w pięści, przez co paznokcie wbijają jej się w ich wewnętrzną część. Kręci głową. Nie podda się. Nie pozwoli na to, aby ktokolwiek grzebał w jej umyśle bez zezwolenia na to. Ostatnim, co pamięta to głośne trzaśnięcie drzwiami i czarna pustka, w którą zapada.


         Draco podnosi wzrok znad swojej różdżki, kiedy w wejściu do Wielkiej Sali tworzy się jakieś zamieszanie. Zaciska usta w wąską linię i zeskakuje z drewnianego stołu. Ma zamiar rozegnać całe to zbiegowisko, aby ci idioci przestali blokować wejście w razie jakiegoś nagłego i nieoczekiwanego wypadku. Blondyn nie rozumie, jak ci ludzie mogą być na tyle głupi, aby nie wiedzieć, że trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Przecież do jasnej cholery są w kulminacyjnym momencie wojny.

         Jego nastawienie do zaistniałej sytuacji zmienia się w momencie, w którym dostrzega co stało się obiektem zainteresowania kilkunastu uczniów, którzy mieli pomagać w barykadowaniu wejścia do lochów zamku. Czuje, jak cała krew odpływa mu z twarzy, a przez jego kręgosłup przechodzi nieprzyjemny dreszcz, który czuje nawet w czubkach palców u stóp. Podbiega natychmiast do Teo, którzy klęczy skulony na podłodze w otwartych drzwiach, a wyraz jego twarzy ewidentnie wskazuje na to, że walczy z czymś wyjątkowo nieprzyjemnym.

— Do jasnej cholery rozejdźcie się wszyscy, czy wy nie widzicie, że nie ma tu nic ciekawego? — wrzeszczy tak głośno, jak tylko pozwalają mu na to płuca. Zbiegowisko natychmiast rozchodzi się na boki w obawie o to, że znany im wszystkim z tej gorszej strony Malfoy, może wybuchnąć, a im stanie się przez to niemała krzywda. Draco wie jednak, że to nie może być takie proste, a pojedyncze, ukradkowe spojrzenia uczniów w ich kierunku jedynie utwierdzają go w tym przekonaniu. W końcu zgubna ciekawość zawsze ciągnie ludzi do niebezpieczeństwa.  — Nott walcz z tym, oboje wiemy, że potrafisz — mamrocze do niego cicho, zaciskając dłoń na jego ramieniu; wbija mu w nie palce doskonale wiedząc, jak ból potrafi otrzeźwiająco działać na człowieka. Ciemnowłosy syczy cicho, podpierając się jedną ręką o drzwi.

— Ja wiem — sapie cicho, biorąc duży haust powietrza, który w całości wypełnia jego płuca. Otwiera powoli oczy i patrzy na jasnowłosego zamglonym spojrzeniem. 
 — Idź do biblioteki i powiedz to Granger — chłopak kręci głową, z powrotem zaciskając powieki. Opuszcza głowę i przełyka głośno ślinę, kiedy ból w jego głowie zaczyna się powoli zmniejszać. Wypuszcza ciche westchnienie ulgi, rozluźniając nieznacznie dłonie, które do tej pory zaciskał z całe siły w pięści.

         Draco już tego nie widział. Po słowach Ślizgona natychmiast poderwał się z posadzki i pobiegł do biblioteki, starając się zrobić to najszybciej jak tylko potrafił. Nie mógł pozwolić, żeby Granger się coś stało. Nie po tym, jak uratował ją tyle razy, prawie za każdym poświęcając również swoje bezpieczeństwo.

         Sapie cicho, stając w miejscu, kiedy jego mózg przeszywa fala tępego, nieprzyjemnego bólu. Jest tak niedaleko biblioteki jednak nie może zrobić nawet kroku. Opiera się plecami o zimną, kamienną ścianę za sobą i stara się uspokoić swój oddech, biorąc kilka głębokich wdechów, wypuszczając przy tym spokojnie powietrze z płuc. Nie może się poddać. Musi wygrać sam ze sobą. Doskonale wie, kto stara się wejść również i do jego umysłu. Zdawał sobie sprawę z tego, że Czarny Pan nie popuści tak łatwo tym, którzy nie dość, że zdradzili go to i przez długi czas donosili o jego zamiarach do samego Zakonu Feniksa. Nie ma innego sposobu na torturowanie ich z daleka. Dlatego stara się przełamać wszystkie bariery, jakie starają się utrzymać na ich wspomnieniach. Draco zastanawia się przez chwilę, ile przyjemności sprawia mu fakt, że cierpią. Nie jest jednak w stanie myśleć o tym za długo, ponieważ obsuwa się na podłogę, wyciągając przed siebie nogi. Dyszy ciężko, zamykając oczy. Odchyla powoli głowę do tyłu i klnie cicho. Było już tak blisko. Przecież jest już naprzeciwko wejścia do biblioteki.


         Hermiona otwiera powoli oczy i rozgląda się po pomieszczeniu, w którym na całej podłodze zostały rozłożone książki, w których wraz z Nottem starała się znaleźć odpowiedzi na dręczące ich pytanie, jak pomóc jej przyjacielowi. Wzdycha cicho, starając się podnieść, jednak jej mięśnie są zbyt zdrętwiałe od długiego leżenie w niewygodnej pozycji, przez co nie mogłaby utrzymać równowagi nawet przez chwilę. Jęcząc cicho przewraca się na plecy i zaczyna wodzić wzrokiem po białym suficie. Głowa boli ją niemiłosiernie, jakby ktoś usiłował wbić jej w nią milion wyjątkowo tępych kołków. Zamyka na chwilę oczy, starając się zapanować nad swoim ciałem.

         Podnosi się po kilku minutach, nawet na chwilę nie puszczając regału, którego podpierała się również zanim zemdlała. Prostuje się powoli, a jej kości strzelają nieprzyjemnie. Wolnym krokiem podchodzi do drzwi i otwiera je z niemałym wysiłkiem. Klnie głośno, widząc jak Malfoy zwija się z bólu pod ścianą. Podchodzi do niego i klęka naprzeciwko, potrząsając lekko jego ramię, chcąc zwrócić na siebie uwagę.

— Draco — zaczyna niepewnie, zachrypniętym głosem. — Draco słyszysz mnie? Wiem, że dasz radę, to trwa tylko chwilę. Musisz to wytrzymać — przysuwa się do niego bliżej, nie przestając poruszać jego ramieniem. Blondyn tworzył powoli oczy i popatrzył na nią zbolałym spojrzeniem.

— Zamknij się w końcu Granger, wcale mi to nie pomaga — chrypi cicho, wywołując lekko uśmiech na twarzy dziewczyny. Przynajmniej wie, że nie cierpi na tyle, aby postradać zmysły. Odsuwa się od niego, siadając pod ścianą.

         Mija kilka minut, zanim chłopak w końcu rozluźnia swoje mięśnie, a na jego twarzy widać wyraźną ulgę. Puszcza dłonie i wyciera je szybko w ciemne spodnie, pozbywając się krwi z miejsc, gdzie paznokcie przebiły mu naskórek. Odwraca głowę w kierunku Gryfonki, przyglądającej się swojej różdżce i wzdycha ciężko, poprawiając się na podłodze. Uspokaja szybko oddech i podnosi się z posadzki. Hermiona patrzy na niego zdziwiona, że tak szybko udało mu się zapanować nad bólem całego ciała.

— Nie patrz tak na mnie, tylko się zbieraj i chodź ze mną. Doskonale wiesz, co znaczą te ataki. Voldemort jest blisko i już niedługo zacznie się walka — wyciąga rękę w jej kierunku, chcąc pomóc jej wstać. Miona łapie za nią po chwili zawahania i wstaje, znacznie mniej zgrabnie niż jasnowłosy. Rusza za Malfoy’em, szybko domyślając się, że idzie on w kierunku wierzy astronomicznej, z której można będzie przyjrzeć się całej okolicy.

         Wbiega za nim po schodach, starając się przy tym zignorować piekący ból w udach i jednocześnie utrzymać równomierny oddech. Stara się jak najszybciej zapomnieć o nieprzyjemnym pulsowaniu w skroniach, które cały czas odbiera jej zdolności logicznego myślenia. Atak na jej umysł był wyjątkowo silny, przez co musiała włożyć dużo siły w odparcie go, a teraz odczuwa tego nieprzyjemne skutki. Wzdycha cicho, kiedy wiatr rozwiewa jej włosy, zasłaniając przy tym twarz. Zebrała je szybko w kucyka i podeszła do dużej dziury w ścianie, zakończonej łukiem, która miała pełnić funkcje okna.

         Zaciąga się powietrzem, kiedy widzi na niewielkim wzniesieniu ogromną, czarną plamę, której krawędzie nieustannie poruszały się w różnych kierunkach. Domyśla się, że są to Śmierciożercy z całego świata, którzy przybyli na wezwanie swojego Pana, chcąc mu wiernie służyć. Dziewczyna prycha pod nosem, zwracając na siebie uwagę swojego towarzysza. Ignoruje go jednak wciąż wpatrując się zmrużonymi oczami w nieprzyjaciela, który postanowił zniszczyć niegdyś jej ukochany Hogwart. Zastanawia się przez chwilę, ilu w tym tłumie jest tchórzów. Takich, którzy już dawno przestali podzielać poglądy Voldemorta i nie mają na tyle odwagi, aby odejść z jego zastępów. Kątem oka zerknęła na blondyna, równie zamyślonego jak ona. Podziwiała go za to, że odważył się przeciwstawić. Wiedziała, ile musiało kosztować go odejście od rodziców, które mimo wszystko kocha każde dziecko, bez względu na to jacy są. Drga lekko, kiedy Draco odwraca wzrok na nią, przyłapując ją tym samym na wpatrywaniu się w niego. Przyglądają się sobie przez chwilę w milczeniu, które przerywa Gryfonka.

— Powinniśmy zejść do Wielkiej Sali i poinformować wszystkich o tym, że on już tutaj jest — mówi cicho bojąc się, że jakikolwiek głośniejszy dźwięk może doprowadzić do definitywnego początku ostatniej bitwy. Blondyn kręci przecząco głową, kładąc jej dłonie na przedramionach, na których zaciska delikatnie palce.

— Nie tylko nas zaatakowano, Hermiono. W drzwiach do Sali spotkałem Teo, który również wyglądał jakby zaraz miał zwymiotować swoje wnętrzności. Wszyscy już wiedzą, patrz — wskazuje brodą za okno, przez co Miona od razu odwraca wzrok w tamtym kierunku. Otwiera szeroko oczy, widząc kolorowe błyski, wylatujące w powietrze i tworzące barierę ochronną dookoła zamku.

         Niewiele myśląc chwyta za swoją różdżkę, unosi ją i również zaczyna pomagać przy budowaniu powłoki ochronnej. Świadomość, że nieunikniona batalia zbliża się wielkimi krokami bardzo ją przeraża. Przed oczami przewijają jej się niechciane obrazy martwych przyjaciół i Ślizgonów, którzy postanowili pomóc. Nawet jej własna śmierć nie budzi w niej tak wielu, od dawna skrywanych emocji. Nie dopuści do tego, żeby któremuś z nich stała się krzywda. Chociażby to była ostatnia obietnica, jaką złoży, dotrzyma jej i bez wahania będzie bronić nie tylko zamku, ale i przyjaciół. Nawet, jeśli oni nie będą tego chcieli.