wtorek, 3 marca 2015

(1) Rozdział Piewrszy


Ciemność panuje dookoła mnie. Ciemność mam w umyśle. Ciemność nie pozwala mi logicznie myśleć. Ciemność jest teraz mną. Nie mam pojęcia, czy jeszcze żyję. Może umarłam, nie obchodzi mnie to. Nie czuję bólu, nie cierpię. Nawet poprzecinane kolana mnie już nie bolą. Chciałabym, żeby było tak już na zawsze, ale doskonale wiem, że to jeszcze nie jest mój koniec. Muszę wrócić do walki. Muszę pozbyć się kojącej ciemności.
         Otwiera powoli oczy i rozgląda się uważnie dookoła. Księżyc dalej znajduje swoje miejsce na niebie, a gwiazdy dookoła niego. Podnosi się niezgrabnie z popękanego asfaltu i starając się nie zwracać uwagi na martwych Śmierciożerców, leżących przed nią, rusza do przodu, chcąc jak najszybciej odejść daleko od tego miejsca. Kolana pieką ją niemiłosiernie, a ostre kawałki szkła wbijają coraz głębiej w skórę, ale stara się je zignorować. Nie może dłużej tutaj zostać. Zbyt wielu z jego sługusów zginęło, żeby nie przysłali kogoś w to miejsce.

         Po kilkunastu metrach zatrzymuje się w miejscu i pochyla do przodu, starając się złapać oddech. Chodzenie sprawia dziewczynie niesamowity wysiłek, odkąd obraz w jej głowie przez cały czas wiruje. Musi jak najszybciej znaleźć dla siebie w miarę bezpieczne miejsce, żeby móc w końcu odpocząć, wziąć prysznic i zjeść coś więcej niż czerstwy chleb, przepijany wodą. Bierze głęboki oddech, zamyka oczy i powoli odlicza od dziesięciu, żeby zapanować nad swoim ciałem. Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć… Nora to jedyne miejsce, które kojarzy jej się z bezpieczeństwem. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden… Trzask roznosi się po opustoszałej okolicy.

~♦~

         Świat przestaje na razie wirować. Przeklina gorzko pod nosem, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że stoi w wodzie. Jest doskonałą czarownicą, więc dlaczego akurat to jedno, cholerne zaklęcie nigdy nie chce zadziałać tak, jak powinno? Rozgląda się, zastanawiając jak daleko jest od swojego celu. Pięćset metrów - nie mniej, nie więcej. Zaciska zęby tak, że prawie zaczynają zgrzytać i rusza przed siebie. Chodzenie nagle staje się czynnością wręcz niewykonalną. Kolana palą żywym ogniem, a wzrok po raz kolejny rozmywa się jej. Przełyka głośno ślinę, wychodząc z wody na grząskie błoto. Jeżeli teraz się w nim zatrzyma, to ugrzęźnie i udusi się. Zaciska z całej siły palce na różdżce, coraz mocniej machając rękami na boki, żeby odsunąć od siebie wysoką trawę, która otacza ją z każdej, możliwej strony. Czuje jej źdźbła na całej twarzy, jak odbijają się od niej, raniąc ostrymi krawędziami. Tak samo było z dłońmi i każdą inną, odkrytą częścią ciała. Czuje pot, spływający po całym jej ciele. Włoski na karku ma już pewnie od dawna sklejone. Ma spierzchnięte usta, co wskazuj na wysoką gorączkę, a każdy mięsień boli po wczorajszym biegu. Jednak nie poddaje się, cały czas powtarzając sobie, że ma już nie daleko do celu.

         Zatrzymuje się dopiero, kiedy słyszy śmiech. Ten konkretny śmiech. Bellatrix tutaj jest, a to oznacza jeszcze większe kłopoty. Zaraz potem krzyk; głośny, dziewczęcy krzyk. To Ginny woła Harry‘ego. Dziewczyna natychmiast stara się przyspieszyć, przez co coraz wyżej podnosi nogi, w efekcie czego musi zginać coraz mocniej kolana, a szkło wchodzi coraz głębiej. Syczy głośno, nie zwalniając. Przygryza mocno dolną wargę, chcąc złagodzić tym chociaż odrobinę bólu. Po jej policzkach już dawno spływają łzy, których nie jest w stanie powstrzymać, a po brodzie płynie krew z przegryzionej skóry.

         Staje w miejscu dopiero, kiedy znajduje się na niewielkiej polanie, na samym środku wysokiej trawy. Naprzeciwko siebie dostrzega Gin, która nerwowo rozgląda się po krzakach i przez cały czas stara się odnaleźć Harry‘ego. Czyżby chłopcy również postanowili tutaj przyjść? Może coś się stało i to była jedyna droga ratunku? Musi się z nimi zobaczyć. Zaciska na chwilę powieki, kiedy świat wiruje. Bierze głęboki oddech, chcąc w większym stopniu dotlenić płuca, jakby to w jakikolwiek sposób miało pomóc.

- Drętwota! – otwiera szeroko oczy patrząc, jak szatyn rzuca zaklęciem w Śmierciożercę, który bez problemu je odbija. Podnosi rękę i sama również stara się go unieruchomić. Trafia bezbłędnie, przez co mężczyzna natychmiast pada na błoto. Mruga kilkukrotnie i robi krok do tyłu, ponieważ kręci jej się w głowie.

- Hermiona! – słyszy krzyk Ginny, która rzuca jej się na szyję. Obejmuje ją odruchowo, chyba nie chcąc odrzucać od siebie przyjaciółki, ale dziwnie czuje się, przyciągając do siebie jakąkolwiek osobę. Nieprzyjemny dreszcz przechodzi jej po plecach przez co spina się nieznacznie, ale ruda na szczęście tego nie zauważa.

         Brązowowłosa podnosi wzrok nad ramię Ginny, gdzie dostrzega Harry ‘ego, który patrzy na nią zmartwiony. Najwyraźniej domyśla się, że skoro przyszła do Nory, to musiała być bardzo zdesperowana i potrzebuje pomocy. Jednak widzi kogoś jeszcze za jego plecami. Odsuwa od siebie dziewczynę, która piszczy zdezorientowana.

- Bombarda! – krzyczy, a Złoty Chłopak pada na ziemię, żeby nie oberwać zaklęciem, które trafia w innego Śmierciożercę, który odlatuje do tyłu. Kątem oka zauważa, że przyjaciel robi to samo, co ona przed chwilą.

- Ascendio! – w ostatnim momencie opada na kolana, przez co szkło wbija się tak głęboko, że kiedy prostuje nogi już nawet go nie widać. Jęczy głośno, zamykając na kilka sekund oczy. To wystarczy, ta chwila nieuwagi sprawia, że coś odrzuca ją do tyłu. Jednak nie poddaje się. Przewraca się na brzuch, podpierając się na przedramionach.

- Hermiona! – tym razem głos podnosi Potter. Nie zwraca na to jednak uwagi, ponieważ kolejni poplecznicy Czarnego Pana zjawiają się w miejscu, gdzie są również oni. Jednym ruchem podnosi się z ziemi na równe nogi i rzuca kolejne zaklęcia.

         Dookoła słychać tylko krzyki, a kolorowe światła błyskają co kilka sekund. Bolate Acendelai, Bombarda Maxima, Confundus, Confringo, Expelliarmus, Avada Kedavra... Te i wiele innych zaklęć przelatuje pomiędzy trójką Gryfonów, a Śmierciożercami. Walka jest zacięta i żadna ze stron nie chce się wycofać. To kolejna z wielu bitew podczas tej wojny. Może ona zadecydować o tym, kto zwycięży. Ale równie dobrze może być kolną z tych, które nie miały najmniejszego znaczenia, jedynie przynosząc wiele ofiar.

         Nagle Śmierciożercy zastygają w miejscu. Trójka przyjaciół stoi do siebie plecami, stykając się nimi i przygląda się im uważnie. Każde z nich miało wysoko uniesioną różdżkę, gotowe do ataku lub obrony – w zależności od tego, czego będzie wymagała sytuacja. Jednak nie musieli już nic robić. Zakon Feniksa przychodzi im z pomocą. Dziewczyna uśmiecha się do siebie delikatnie. Już nie musi dalej walczyć sama ze sobą. Chowa różdżkę za pasek. Nagle czuje, jak grawitacja przejmuje władzę nad jej ciałem. Tylko natychmiastowa reakcja przyjaciela ratuje ją od bliższego spotkania z ziemią.

- Hermiona, Hermiona spokojnie. Zakon już tutaj jest. Zaraz zabierzemy cię do Nory i pomożemy ci wrócić do siebie. Nie odpływaj, błagam cię Hermiona, nie odpływaj – mówi do niej przez cały czas, przerzucając sobie jej rękę za szyję, żeby chociaż trochę ją podtrzymać. W cale nie podoba mu się to, jak bardzo jest słaba. Ona nigdy wcześniej nie doprowadziła się do aż tak podłego stanu. Nigdy wcześniej nie przyszła również tutaj, co oznaczało, że jest naprawdę bardzo źle.

- Harry uważaj, to równie dobrze może być jakiś szpieg Voldemort ‘a, który podszywa się pod Hermionę! – krzyczy Remus. Chłopak patrzy na niego z pretensją, jakby chciał mu tym przekazać, że jest głupi, a nie mówi tego tylko dlatego, że nie wypada. Jednak mężczyzna nie zwraca na to najmniejszej uwagi. Śmierciożerców już nie ma dookoła, uciekli jak tchórze. - Mów, co zrobiłaś swoim rodzicom, zanim opuściłaś dom rodzinny w Londynie – żąda mężczyzna, a ona śmieje się cicho pomimo tego, w jakim stanie się znajduje. Mogła domyśleć się, że zapyta ją właśnie o ten szczegół. Przecież tylko jemu o nim powiedziała, bojąc się konsekwencji, jakie niosła za sobą decyzja, mająca ochronić dwie, najważniejsze osoby w jej życiu.

- Wymazałam im pamięć, żeby o mnie zapomnieli i uratować ich tym samym od niebezpieczeństwa, jakie na mnie ciąży – charczy, natychmiast zaczynając kaszleć. Dławi się własną krwią, która wypływa jej z ust i plami zniszczoną koszulkę, jaką ma na sobie.

- Hermiona! – ktoś po raz kolejny wypowiada jej imię, ale nie jest już w stanie stwierdzić kto. Traci zdolność myślenia, ale świadomość cały czas pozostaje w umyśle brązowowłosej.

         Doskonale wie, że ktoś krzyczy coś do innych, a później podnosi ja na rękach i zaczyna biec. Wszystkie kończyny ma zupełnie bezwładne, zwisają w powietrzu. Krzywi się, kiedy ostra trawa znów zaczyna zderzać się z jej ciałem. Cały czas ma otwarte oczy, ale obraz jest tak zamazany, że nie może niczego dostrzec. Oprócz nieba, na którym słońce raz na jaki czas wygląda zza gęstych, deszczowych chmur. Zaciska powieki, kiedy czuje, jak do gardła podchodzi jej cała zawartość żołądka. Nie wymiotuje tylko dlatego, że praktycznie nic w nim nie ma. Jednak dzieje się coś znacznie gorszego. Całym jej ciałem zaczynają wstrząsać dreszcze. Kolejne krzyki przepełniają przestrzeń dookoła niej. O twarz nie obija jej się już trawa, co może oznaczać, że wyszli z niej. Odruch wymiotny po raz kolejny wstrząsa jej ciałem, ale tym razem już nie jest w stanie powstrzymać się. Nieprzyjemna, gorzka maź wypływa z jej ust i spływa po policzku, mieszają się z krwią. Opada na podłogę Nory, do której w końcu dotarli, plamiąc ja w kilku miejscach.

- Szybko, potrzebujemy eliksirów! Jest z nią tragicznie! – krzyczy Remus, a ona w duchu błaga go, żeby w końcu przestał się odzywać. Jednak krzyki nie ustają, a ona nie przestaje wymiotować. Czuje miękką powierzchnię pod plecami. Ma wrażenie, jakby zapadała się w nią.

         Kilka zaklęć omiata jej ciało. Strach natychmiast przepełnia umysł dziewczyny. Gdzieś w głębi siebie doskonale wie, że mają jej pomóc, ale to, co działo się przez ostatnich kilka miesięcy i stan, w jakim aktualnie się znajduje skutecznie osłabiają logiczne myślenie dziewczyny. Zaczyna miotać się w każdym kierunku błagając ich, żeby dali jej święty spokój. Jednak to nie pomaga. Instynktownie sięga po różdżkę, chcąc się jak najszybciej bronić, ale nie znajduje jej tam. Ktoś łapie ją za ręce i nogi. Czuje w ustach nieprzyjemny posmak eliksirów. Nie chce niczego połykać. Nie może tego połykać. Oni na pewną chcą się na niej zemścić za śmierć jednych z nich. Wypluwa wszystko, co ma w ustach, a później znów wymiotuje. Powoli zaczyna tracić siły, ale nie poddaje się. Tak jak wczoraj, w zaułku w mugolskiej części Londynu. Zaciska powieki, kręcąc głową. Słyszy głosy, nawołujące jej imię i błagające o to, żeby dała sobie pomóc. Ale to oni. Na pewno nie chcą, żeby przeżyła. Nienawidzą jej, chcą się jej pozbyć, żeby mogli dotrzeć do Harry‘ego i zabić go w imię Voldemorta. On nie może zwyciężyć. Zaciska szczękę, kiedy czyjeś palce starają się otworzyć jej usta. Próbuje szarpać się jeszcze mocniej, ale tylko powoduje w ten sposób jeszcze większy ból w każdym calu swojego ciała. Jedno zaklęcie, a później ciemność i cisza. Nie czuje nic i już nic nie widzi. Czyżby umarła?

~~

- Na razie nic więcej nie możemy zrobić. Nie podejrzewałem, że może być z nią aż tak bardzo źle – mówi gorzko Remus i rozgląda się po twarzach wszystkich, zgromadzonych w pomieszczeniu. Zapanowała cisza, nikt nie wiedział, co można by jeszcze powiedzieć.

         Harry stoi w wejściu do salonu i patrzy ze łzami w oczach na cierpienie swojej najlepszej przyjaciółki. Od kiedy widzieli się po raz ostatni minęło już tak wiele czasu, że zdążył zapomnieć, jak bardzo pokręcone są jej brązowe włosy. Chociaż po chwili zastanowienie zauważył, że nieznacznie wyprostowały się sprawiając, że sięgają dziewczynie do połowy łopatek. Są postrzępione na końcach, co może wskazywać na nieudolne próby przycięcia ich przez Gryfonkę. Nigdy nie umiała tego robić.

         Boi się o nią. Boi się o nią, jak brat o siostrę i nie jest w stanie nic na to poradzić. Nawet nie chce tego zmieniać. Jest dla niego jedną z najważniejszych osób na świcie i – jak wiele innych, chce poświęcić się dla niego. Zaciska dłonie i powieki z całej siły. To wszystko musi się skończyć, bo jeszcze kilka dni i Czarny Pan nie będzie musiał go dłużej szukać, ponieważ sam popełni samobójstwo. Zdecydowanie zbyt wiele ludzi oddało życie tylko po to, żeby on mógł żyć. Nawet teraz, w tym momencie gdzieś na świcie ginie kolejny Czarodziej lub kolejna Czarownica, a on nawet nie zdążył poznać jej imienia. To sprawia, że nienawidzi siebie coraz bardziej.

A najbardziej boli świadomość, że nic nie jest w stanie zrobić.


~~

Dziękuję Olciakowi za zabetowanie rozdziału :)
Chciałam napisać coś mądrego, ale nie mam zielonego pojęcia, od czego powinnam zacząć.
Czytałam ten rozdział nieskończoną ilość razy, zastanawiając się, co mogłabym jeszcze ulepszyć/poprawić, ale na nic więcej nie wystarczyło mi pomysłów... Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłam.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na początku przyszłego/pod koniec tego miesiąca,
Cave xx

10 komentarzy:

  1. Jak tu można być zawiedzionym? Po tak cudnym rozdziale? Moim zdaniem notka jest idealny i nic nie musisz w niej poprawiać. :) Przyznam się, że mnie zaskoczyłaś i dobrze, bo twoim zadaniem jest zaskakiwać czytelnika.Myślałam, że Miona obudzi się w jakimś brudnym, śmierdzącym lochu, a tu nie. Jestem ciekawa dlaczego tak długo się nie widzieli z Harry'm i gdzie jest Ron. Mam nadzieję, że Miona wyzdrowieje. Rozdział fantastyczny. Pozdrawiam i czekam na rozdział 2 :3
    Przepraszam za błędy ale piszę na tel.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny! Przynajmniej ja tak uważam, kilka kolejnych nie wiadomych ale mi to nie przeszkadza. Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.
    Pozdrawiam Syntry

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Muszę zobaczyć prolog, bo słabo się orientuje, co się stało Hermionie. Jednak, bardzo mi się podoba! zapraszam: http://fatum-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudny rozdział ! Świetnie opisałaś emocję Hermiony,czułam jakbym tam była! Jestem bardzo ciekawa dlaczego tak długo nie widziała się z Harrym ? I czy w prologu stalowe oczy należały do Dracona? No i końcówka... myśl Harrego o samobójstwie trochę mnie przeraziła...
    Piszesz na prawdę świetnie i bardzo chętnie będe czytać następne rozdziały :) Czekam z niecierpliwością na następny.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, dopiero odkryłam twoją twórczość i na szczęście są to dopiero początki tej cudownej historii, co sprawia, że mam szansę wspierać swoimi opiniami.
    Uwielbiam twój styl pisania. Nie wiem, jakie słowo dokładnie go opisze, bowiem chyba nie ma jednego, konkretnego.
    Piszesz ciekawie, wydaje mi się, że każde słowo jest zależne od drugiego i nie może bez niego istnieć, co daje wrażenie, że wszystko jest jedną wielką całością, której nie można podzielić na kawałki. Bardzo mi się to podoba.
    Kolejnym plusem jest to, że nie piszesz jak większość amatorskich "pisarek" i nie popełniasz błędów. Och, dziękuje Ci, Merlinie, za taką duszę!
    Podoba mi się, że Hermiona jest wojowniczką, a nie niewinną dziewczyną, która nie umiem sobie poradzić ze swoimi problemami. Tutaj sprawia wrażenie osoby silnej, która walczy ze swoimi demonami i za wszelką cenę chcę ochronić Harry'ego. Uwielbiam w niej to i nie mogę się doczekać, gdy poznam ją bliżej.
    Co mogę więcej napisać?
    Jestem mega zadowolona, że znalazłam tą historię!
    Masz duży talent, rozwijaj go! :)
    Czekam na nowy rozdział x
    Pozdrawiam i życzę weny x
    + obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To najdłuższy komentarz, jaki kiedykolwiek dostałam. Bardzo dziękuje za całą masę miłych słów. To dla mnie ogromna motywacja wiedzieć, że komuś podoba się to, co dam radę wyskrobać :)

      Usuń
  6. Śliczny rozdział! ;)
    Hermiona taka jaką lubię, chroniąca Harrego, zacięta wojowniczka, silna dziewczyna...
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział! ;)
    ~Zuza
    www.zatrzymanaprzezciebie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Libster Blog Award! Więcej informacji na moim blogu :http://i-ad-tenebras.blogspot.com
    Pozdrawiam Syntry

    OdpowiedzUsuń
  8. Och...
    Rozdział naładowany emocjami do granic możliwości...
    Czułam ból Hermiony, naprawdę, aż rozbolały mnie kolana.
    Pokazujesz Hermione taką jaka mnie zawsze fascynowała...
    Pełną waleczną, nie podającą się nawet na skraju życia.
    Mam nadzieję, że kolejne rozdziały też będą tak fascynujące i pełne emocji.

    Całuje Effy

    OdpowiedzUsuń